Producenci chcą być przetwórcami

Do inwestycji w przetwórnie potrzeba unijnych pieniędzy — mówi branża owoców i warzyw. Na razie ich nie ma.

Z jednej strony słychać głośne nawoływania resortu rolnictwa, aby rolnicy inwestowali w przetwórstwo, a nie sprzedawali surowiec, z drugiej — wydaje on rozporządzenie, które blokuje dostęp do pieniędzy na inwestycje — alarmuje branża owoców i warzyw.

SPOSÓB NA BARIERY:
Zobacz więcej

SPOSÓB NA BARIERY:

Dla producentów owoców wejście w przetwórstwo oznacza różne rodzaje ryzyka. Nie mają doświadczenia i kontaktów handlowych, a muszą zainwestować spore kwoty. Obniżeniem tych barier byłyby fundusze unijne — mówi Michal Lachowicz, prezes Appolonii. Marek Wiśniewski

Prawny hamulec

Gra toczy się o około 600 mln EUR, które przewidziano na inwestycje w „przetwarzanie produktów rolnych, obrót nimi lub ich rozwój”, objętego Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW) na lata 2014-20. Pieniądze, jak wynika z projektu rozporządzenia, nie mogą jednak posłużyć do budowy „nowych zakładów” w wielu spożywczych sektorach.

— Rozmawiamy w resorcie rolnictwa o zmianie tych przepisów. Po co grupy producenckie mają sprzedawać jabłka, skoro mogą je przerobić i postawić nawet niewielką linię do produkcji soków. W ten sposób uzyskują produkt o większej wartości dodanej, mają szanse na większe marże — mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

— Namawia się nas na tworzenie zrzeszeń, ale blokuje inwestycje. Jako młode zrzeszenie grup producenckich nie mamy jeszcze swojego zakładu i nie jesteśmy w stanie uzyskać na to finansowania, co wynika z projektu rozporządzenia. Nie mamy doświadczenia na rynku przetwórczym, więc pieniądze na część inwestycji to zachęta dla nas i obniżenie ryzyka — twierdzi Michał Lachowicz, prezes Appolonii. Na niedawnym spotkaniu z rolnikami mówił o tym również Marek Sawicki, minister rolnictwa. — Potrzebne są silne organizacje i współpraca. Trzeba bardzo głęboko przetwarzać produkty, aby je sprzedawać z dużą wartością dodaną — twierdził Marek Sawicki, podając przykład papryki, której zaledwie 10 proc. przetwarza się w Polsce, a w Europie Południowej — 90 proc.

Nie nisza, ale masa

Witold Katner, rzecznik resortu rolnictwa, twierdzi, że ministerstwo pracuje nad sprawą, a obecne zapisy są wynikiem treści samego PROW. Resort zgłosił już zmianę do Komisji Europejskiej (KE), która musi ją zaakceptować. — Wciąż trwają konsultacje i wyjaśnienia, których celem jest przekonanie służb KE w zakresie zasadności dokonania omawianej zmiany — mówi Witold Katner.

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ), zastanawia się, czy inwestycje w kolejne przetwórnie to słuszny pomysł. — Na niedobór mocy przetwórczych Polska nie może narzekać, więc powstanie kolejnych kilkudziesięciu czy kilkuset zakładów przetwórczych zwiększy tylko polsko-polską konkurencję, i to w obszarze szczególnie wrażliwym, czyli mikro i małych przedsiębiorstw, co spowoduje ogólne pogorszenie się ekonomicznych warunków ich funkcjonowania — twierdzi Andrzej Gantner.

Jego zdaniem, najpierw należałoby zająć się stworzeniem dużych strumieni surowca, którymi można handlować na światową skalę.

— W jabłkach nie wygląda to źle, ale już w innych surowcach — tak. Ostatnio rozmawiałem z dużym przetwórcą, który skarżył się, że kupuje kapustę i ogórki z Niemiec, bo żaden producent rolny w Polsce nie jest w stanie dostarczyć mu odpowiednio dużego wolumenu surowca o konkretnych parametrach. To właśnie pokazuje, gdzie polscy rolnicy mają jeszcze bardzo dużo do zrobienia i gdzie leżą potencjalne zyski. Dziś zarabiają na nich pośrednicy, skupujący małe ilości surowców od wielu dostawców — uważa dyrektor generalny PFPŻ.

Jego zdaniem, przyszłość tej branży to stworzenie bardzo dużych rolniczych grup producenckich, które będą w stanie sprzedawać bezpośrednio do odbiorców z całego świata.

— Tak handlują Niemcy, Francuzi i wszyscy, którzy liczą się w rolnictwie. Później dopiero należy pomyśleć o następnym kroku, czyli przetwórni, która działałaby w połączeniu z dużą giełdą rolną, z której wychodziłby produkt tradycyjny, ale na taką skalę, by można było sprzedawać go na całym świecie. Takich masowych produktów premium potrzebuje polski eksport. Dzięki nim będziemy mogli budować wizerunek polskiej żywności na globalną skalę oparty na unikatowej jakości. Obecnie mamy wielu małych lokalnych producentów operujących na lokalnych rynkach, bez realnej możliwości konkurowania za granicą — uważa Andrzej Gantner. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Producenci chcą być przetwórcami