Prohibicja w fabryce wódek

GABINETY:  Grzegorz Ślak nie boi się powiesić ani mordercy, ani Chrystusa. Ale spokojnie! Prezes Bartimpeksu to wytrawny kolekcjoner. Wiesza na ścianach... obrazy.

We wrocławskiej spółce Wratislavia-Polmos (dawniej Akwawit) wódkę produkuje się od 1879 r. Na kilkunastu hektarach wciąż stoją budynki z brązowej cegły, które pamiętają, jak tu było „za Niemca”. Gabinet prezesa też jest trochę z tamtej epoki: szklane klosze lamp na mosiężnych wywijanych kinkietach i czarne skórzane meble znakomicie wkomponowują się w klimat. Kilkanaście postaci, które spoglądają ze ścian, jest jak żywcem wyjętych z „Vabanku” albo jeszcze lepiej — z Ameryki czasów prohibicji. To portrety z archiwów policji w Sydney z początku XX w., m.in. złodziei, włamywaczy, oszustów. Odnalezione pod koniec lat 80. zdjęcia pokazano na wystawie „Miasto Cieni: chaos i zbrodnie w dzielnicach biedoty, 1912-1948” zorganizowanej w 2005 r. przez Muzeum Wymiaru Sprawiedliwości w Sydney. W Polsce kilkanaście tych mug-shotów, czyli zdjęć policyjnych, można było obejrzeć w magazynie fotograficznym „Pozytyw”.

Wyświetl galerię [1/5]

Alter ego. Oryginalną ozdobę gabinetu prezesa stanowią portrety z archiwum policji w Sydney z początku XX wieku. De Gracy i Edward Dalton — na zdjęciu z prawej — są podpisani jako oszuści. W spółce Wratislavia-Polmos dwóch pracowników działu finansowego żartuje, że... to oni. MAREK WIŚNIEWSKI

— To historia więziennictwa w Australii. W warszawskim biurze mam pierwowzory, ale wyglądają gorzej niż reprodukcje. Skąd je mam? Nie mówię o takich rzeczach — ucina Grzegorz Ślak, prezes Bartimpeksu i Wratislavii-Polmosu.

To kolekcjoner przez duże „K”: w domach w Warszawie i na Śląsku ma sporo dzieł sztuki, w tym obrazy Juliana Fałata, zdjęcia meksykańskiej mafii zrobione przez Tomasza Gudzowatego, złoty medal Tomasza Golloba, o którym napisał książkę (sprzedało się 33 tys. egzemplarzy, a autor zarobił na niej podobno 1 mln zł), obrazy 26-letniego Bartosza Czarneckiego malowane na zamówienie (prezes wierzy, że będą kosztowały po milion dolarów). Grzegorz Ślak pokazuje zdjęcie mężczyzny wybitnie podobnego do aktora Patricka Swayzego, a potem fotografię pary — jak wynika z policyjnych zapisków — oszustów.

— Mam dwóch ludzi w dziale finansowym, którzy się śmieją, że to oni — mówi prezes Bartimpeksu.

Cała kolekcja to 33 zdjęcia, ale we wrocławskim gabinecie wisi ich kilkanaście — w tym tylko jednej kobiety. Jej historia jest najciekawsza. Dlaczego?

— Nie powiem — ponownie ucieka od szczegółów Grzegorz Ślak.

To złodziejka, jak wynika z materiałów dotyczących kolekcji. Ale tak naprawdę w gabinecie są portrety dwóch kobiet. Bo jeden z mężczyzn to w rzeczywistości Eugene Falleni, która przez 21 lat funkcjonowała jako Harry Leon Crawford. Została aresztowana pod zarzutem zamordowania… żony. I to kolejnej, bo pierwsza zginęła w tajemniczych okolicznościach, po tym, jak wyznała jednemu z krewnych, że odkryła „coś niesamowitego w związku z Harrym”. Mroczne klimaty…

Boska salka

— W gabinecie rzadko rozmawiam z gośćmi, najczęściej siadamy w salce konferencyjnej. Ale gdy już ktoś tu wchodzi i widzi zdjęcia, jest zszokowany. Dziś w biurach jest zwykle tandeta. Ale jak się płaci 500 mln zł podatków, dobrze mieć te obrazy, żeby się nie zagalopować — śmieje się Grzegorz Ślak.

Salka konferencyjna też jest zresztą niezwykła. Także i tu prezes Wratislavii-Polmosu zadbał o swą duszę, tym razem nie z typową dla Hieronima Boscha retoryką z gabinetu, gdzie od złego mają odstraszać potępieńcy, lecz zgodnie z porzekadłem „Strzeżonego Pan Bóg strzeże”. W niewielkim prostokątnym pokoju z nowoczesnymi meblami jedyną ozdobą białych ścian jest XVIII-wieczny obraz Chrystusa na krzyżu. Być może wkrótce zawiśnie tu jeszcze obraz z 1905 r. przedstawiający ówczesny zakład Akwawit.

— Widać na nim wieżę ciśnień i Halę Ludową w budowie. Obraz był przez cztery lata w Muzeum Ziemi Dolnośląskiej, teraz wrócił do firmy — mówi Grzegorz Ślak.

Wódka, rzepak i leżanka

Znowu jesteśmy w gabinecie. Obrazy przykuwają wzrok, ale nie da się nie zauważyć także kolekcji kilkudziesięciu wódek produkowanych w zakładzie (nie są otwarte i prezes nie częstuje). Obok — trzy doniczki z żółtymi a’la storczykami.

— Nie, to nie storczyki. To rzepak! Przecież zajmujemy się nie tylko produkcją alkoholi, ale i biopaliw — tłumaczy prezes. Rzepak został sztucznie wyhodowany i ślicznie wygląda w czarno-białym gabinecie. Roślin jest więcej. Na parapecie stoi prawdziwy storczyk, a za biurkiem w rogu — drzewko bonsai.

— W domu mam 80-letnie, ściągnięte z Holandii, tu jest mniejsze — wyjaśnia Grzegorz Ślak.

Z gabinetu można zajrzeć do maleńkiego aneksu z dużym oknem. Mieści się tam tylko leżanka. Ścianę przed nią zdobi obraz: widok na Wrocław. Został namalowany przez współczesnego włoskiego malarza i kupiony na licytacji charytatywnej.

— Leżanka jest potrzebna, bo czasem przychodzę do firmy o 4 nad ranem. Jak się płaci takie podatki, to trzeba dużo pracować — gospodarz znów przypomina — nie wiadomo, czy bardziej o skali swojego biznesu, czy o tym, że jest rzetelnym płatnikiem. Na dużym biurku w kształcie litery L kilka skórzanych czarnych pudełek, kilka ramek na zdjęcia, nagrody.

— Najcenniejsze na biurku jest zdjęcie syna. Nie przywiązuję wagi do nagród. Pracuje się dla zysku, żeby kupować sztukę — zdradza swoje motywy Grzegorz Ślak.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MAŁGORZATA GRZEGORCZYK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Prohibicja w fabryce wódek