Prokuratura przedłużyła śledztwo w sprawie prywatyzacji Elektrowni Połaniec. Planuje kolejne przesłuchania.
Już kilkadziesiąt osób odpowiadało na pytania prokuratora w sprawie prywatyzacji Elektrowni Połaniec. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy przesłuchano około 30 osób zaangażowanych w dwie transakcje między belgijskim Electrabelem (wcześniej Tractebelem) a Ministerstwem Skarbu Państwa (MSP). Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga (POWP) bada sprawę na podstawie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożonego w ubiegłym roku przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK). Zdaniem NIK, w wyniku niedopełnienia obowiązków przez urzędników resortu skarb państwa stracił ponad 130 mln zł.
Za tanio i za wcześnie
Przypomnijmy, że NIK ma zastrzeżenia do obu umów prywatyzacyjnych, na których podstawie MSP sprzedało belgijskiemu inwestorowi akcje Elektrowni Połaniec. Najpierw w kwietniu 2000 r. Belgom sprzedano tylko 25 proc. akcji po 198,25 zł. Jednocześnie oddano im kontrolę nad elektrownią, choć skarb państwa pozostawał jej 60- -procentowym akcjonariuszem. Ministrem skarbu był wówczas Emil Wąsacz, obecnie prezes giełdowego Stalexportu, któremu niedawno gdańska prokuratura postawiła zarzuty w związku z prywatyzacją PZU. Po trzech latach (resortem kierował wówczas Sławomir Cytrycki) belgijski inwestor odkupił od MSP pozostałe 60 proc. akcji, ale zapłacił za nie już tylko po 155,66 zł. W rezultacie ze sprzedaży Połańca uzyskano nieco ponad 1 mld zł, podczas gdy — według NIK — można było otrzymać o 130 mln zł więcej, bo pierwotna oferta Belgów (z 2000 r.) opiewała na 195 zł za akcję, przy czym inwestor był zainteresowany 85-procentowym pakietem. NIK uważa też, że skarb państwa poniósł dodatkowe straty m.in. w wyniku znacznej partycypacji w kosztach restrukturyzacji elektrowni, podczas gdy wynikające z niej korzyści odniósł tylko nowy właściciel. W związku z restrukturyzacją spółka w okresie dzielącym obie transakcje przynosiła straty. Gdy MSP pozbyło się akcji, zaczęła osiągać wysokie zyski.
Przesłuchań ciąg dalszy
POWP bada sprawę już od ponad roku. Początkowo spodziewano się, że decyzja o umorzeniu śledztwa lub postawieniu zarzutów zapadnie wcześniej, jednak — jak mówi prokurator Renata Mazur, rzeczniczka praskiej prokuratury — nie udało się tego zrobić, bo „ilość czynności, które trzeba było wykonać w związku z prowadzonym śledztwem, okazała się nadspodziewanie duża”.
— W dodatku wpłynęła do nas dodatkowa dokumentacja z Elektrowni Połaniec i NIK. Ostatnie dokumenty otrzymaliśmy w sierpniu — wyjaśnia Renata Mazur.
Na razie nic nie wskazuje na to, by postępowanie miało zakończyć się umorzeniem, bo POWP wystąpiła do Prokuratury Apelacyjnej o jego przedłużenie o kolejne trzy miesiące. Wczoraj dostała zgodę.
— Prokuratura Apelacyjna podzieliła nasz pogląd na to, jakie czynności trzeba jeszcze wykonać w ramach śledztwa. Nie mogę ujawnić, co planujemy, bo zainteresowani powinni dowiadywać się o tym, że zamierzamy ich przesłuchać, z naszego zawiadomienia, a nie z mediów — dodaje rzeczniczka POWP.
Decyzja o ewentualnym postawieniu zarzutów ma zapaść po zaopiniowaniu zebranego materiału przez biegłego. Śledztwo powinno zakończyć się do 27 grudnia.




