EURO 2012 nie powinno być jedynym powodem budowy hoteli w Polsce. Potrzebuje ich i Warszawa, i Kraków.
Rynek hotelarski w Polsce ożywił się w 2000 r., a po przystąpieniu do Unii Europejskiej przyspieszył. Teraz czekamy na EURO 2012, która to impreza ma rozwiązać worek z dalszymi inwestycjami. Oby przemyślanymi.
— Wiele hoteli zostanie zbudowanych tylko ze względu na prognozowany boom. Ale przedsięwzięcia bez jasno sprecyzowanej grupy docelowej i właściwego pozycjonowania mogą nie przetrwać próby czasu — uważa Paweł Mirski, szef marketingu warszawskiego Hiltona.
O tym, że nie można inwestować z myślą tylko o jednej imprezie, przekonany jest też Krzysztof Milski, prezes Polskiej Izby Hotelarstwa.
— Każde działanie powinno mieć realistyczny biznesplan. Inwestor musi przewidzieć frekwencję na tzw. szare dni w wieloletniej perspektywie. Inaczej to będzie finansowa klapa — mówi Krzysztof Milski.
Tanie i drogie
Od 2000 r. zaczęło przybywać w Polsce powierzchni hotelowych w sektorze niskobudżetowym i średniej klasy. Trzy lata później deweloperzy skupili się na klasie wyższej. Analiza rynku hotelowego opracowana przez Jones Lang LaSalle wskazuje, że dalszy rozwój rynku hotelowego w Warszawie skoncentruje się na dwóch segmentach: luksusowym, dla zamożnych klientów, oraz tanim, dla lokalnych turystów.
— Warszawa potrzebuje hoteli klasy średniej, a zwłaszcza ekonomicznej. Są one mniej uzależnione od fluktuacji gospodarki i radziły sobie lepiej podczas zapaści w latach 1999--2003, kiedy średnie obłożenie wszystkich segmentów w Polsce spadło z 47 do 36 proc. — przekonuje Paweł Mirski.
Warszawski rynek hotelowy jest zorientowany na klienta biznesowego. Latem większość hoteli ma niższe obłożenie niż wiosną i jesienią. Hotele konferencyjne są dodatkowym magnesem przyciągającym gości biznesowych. Duża międzynarodowa konferencja jest w stanie wypełnić nie tylko hotel gospodarza, ale kilka innych. W Warszawie jest sporo miejsca na hotele o wysokim standardzie.
— W Warszawie i okolicach jest ponad 150 obiektów hotelowych. Wraz z rozwojem aglomeracji powinien nastąpić rozwój hotelarstwa. Nie będzie przesytu, jeśli pięciomilionowa Warszawa będzie miała 400 obiektów hotelowych, różnego rodzaju, wielkości i standardu — szacuje Krzysztof Milski.
Gdzie jeszcze?
Boom hotelarski będzie widoczny nie tylko w stolicy, ale też w innych dużych miastach.
— Można założyć, że Wrocław, Łódź, Poznań, Szczecin czy Trójmiasto są doskonałą lokalizacją dla kilku hoteli klasy średniej i ekonomicznej plus ewentualnie jednego hotelu pięciogwiazdkowego. Kraków jest nieco inny: to miasto przeżywa boom i każdego rodzaju hotel ma tu szanse powodzenia. Jest tam miejsce na 2-3 pięciogwiazdkowce oraz na hotele z zapleczem konferencyjnym, których brak — mówi Paweł Mirski.