Do ostatniej chwili cena przelotu jest zagadką
Kupowanie biletu lotniczego na przelot tanimi liniami przypomina bieg przez płotki. Kto się zagapi, ten się potknie. I zapłaci.
W ubiegłym roku polskie lotniska odprawiły ponad 15 mln pasażerów. Jak szacuje Instytut Turystyki, w bieżącym ich liczba sięgnie 19 mln. Tanie linie lotnicze, szukając sposobu na przyciągnięcie pasażerów, mamią ich biletami „całkowicie za darmo” albo za złotówkę. Komisja Europejska nakazała jednak, aby od 1 stycznia 2008 r. przewoźnicy podawali całkowitą cenę biletu. Z uwzględnieniem tzw. opłat lotniskowych i podatków.
— W praktyce najczęściej jedynie opłata za pasażera jest rzeczywistą opłatą lotniskową, przekazywaną na rzecz zarządzającego lotniskiem. Podstawowe składowe „opłaty lotniskowej” to najczęściej opłaty na rzecz przewoźnika. Stawia to w złym świetle porty lotnicze, które w oczach pasażerów jawią się winnymi wyższych cen biletów — twierdzi Katarzyna Krasnodębska z Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC).
Płotek pierwszy
Z opłatami lotniskowymi i podatkami pasażerowie już zdążyli się oswoić i wiedzą, że cena biletu podawana w reklamie ich nie zawiera. Często nie wiedzą jednak, że przewoźnicy nie wliczają w nią wielu usług, z których pasażer może zrezygnować.
Na przykład tanie linie pobierają opłaty za przewóz bagażu. Lecąc z Ryanair, trzeba zapłacić 24 zł za każdą sztukę bagażu, a z easyJet i Wizz Air — 12 zł. Można też zdecydować się tylko na bagaż podręczny. Linie wymyśliły też usługę pierwszeństwa wejścia na pokład samolotu. Na ten przywilej trzeba wyłożyć 24 zł w Ryanair i 15 zł w easyJet. W SkyEurope można online wybrać miejsce w samolocie, za co należy zapłacić od 8 do 40 zł (zależnie od tego, gdzie się to miejsce znajduje). Dodatkowo, jeśli pasażer nie może odebrać poczty elektronicznej i chce, by potwierdzenie rezerwacji dotarło do niego faksem, dopłaci 4 zł.
Bilet na przelot tanimi liniami można kupić przez internet albo call center. W obu przypadkach trzeba ponieść opłatę. W Ryanair używając karty kredytowej, trzeba zapłacić 12 zł za każdą podróżującą osobę i każdy kierunek (gdy więc leci dwoje pasażerów, do biletu w obie strony przewoźnik doliczy 48 zł). W easyJet używając karty debetowej, pasażer zapłaci 9 zł, a karty kredytowej — 1,95 proc. wartości transakcji, ale nie mniej niż 30 zł.
— W przypadku easyJet nie ma innej opcji płatności za bilety niż karta kredytowa lub debetowa. Wysokość tej prowizji zależy od kosztu obsługi danego rodzaju karty i trudno go uwzględnić na początkowym etapie rezerwacji. Przy płatności kartą debetową Visa nie pobieramy prowizji — wyjaśnia John Kohlsaat, regionalny dyrektor sprzedaży easyJet.
Skomplikowany rachunek
Od września irlandzki Ryanair pobiera 24 zł za odprawę na lotnisku i w ten sposób zachęca do odprawy online. Jednak do tego czasu pobierał opłatę za odprawę przez internet.
— Początkowo odprawa online była płatna, ponieważ to usługa dodatkowa, sprawiająca, że pasażer nie musi tracić czasu w kolejkach. Od 20 września wprowadziliśmy możliwość bezpłatnej odprawy online, aby zmniejszyć kolejki do odprawy na lotniskach — tłumaczy Tomasz Kułakowski, odpowiedzialny za sprzedaż i marketing w Ryanair w Europie Środkowej i Wschodniej.
Wyjątkową usługę swoim pasażerom proponuje WizzAir — sprzedaje większą przestrzeń na nogi w 12. i 13. rzędzie samolotu. Cena usługi w momencie rezerwacji biletu online wynosi 20 zł, a przy zakupie przez call center lub na lotnisku — 40 zł.
— Pasażerowie siedzący bezpośrednio przy wyjściach awaryjnych nad skrzydłem muszą mieć co najmniej 18 lat i znać język angielski. Muszą być pełnosprawni i być w stanie otworzyć wyjście w razie wypadku. W przeciwnym razie zostaną przesadzeni — wyjaśnia Natasa Kazmer, dyrektor ds. komunikacji i public affairs w WizzAir.
Większe szanse
Triki stosowane przez przewoźników krytykują ULC i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).
— Nie jest to uczciwa praktyka. Pasażerowie nie muszą znać wysokości wszystkich dopłat, mają natomiast prawo otrzymać rzetelną informację o łącznej cenie biletu, który zamierzają kupić. W tej chwili, z wyjątkiem linii SN Brussels, Finnair, SAS i Norwegian, przewoźnicy podają ceny za bilet w rozbiciu na opłatę podstawową i dopłaty dodatkowe — mówi Katarzyna Krasnodębska.
ULC wyszedł więc z inicjatywą nowelizacji istniejących przepisów. Projekt utknął jednak w Rządowym Centrum Legislacji.
— Głównym czynnikiem, który konsumenci biorą pod uwagę przy zakupie biletu, jest cena, a często rzeczywisty koszt przelotu poznają dopiero w momencie zakupu. Podawanie ceny w sposób nierzetelny jest niedopuszczalną praktyką. Nie wolno wprowadzać konsumenta w błąd ani wykorzystywać jego nieświadomości — informuje Małgorzata Cieloch, rzecznik UOKiK.
Jest szansa, że nieuczciwe praktyki przewoźników zostaną ukrócone. 20 grudnia wejdzie w życie ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Nowe przepisy zawierają szczegółowy katalog zakazanych działań.
— Przepisy te umożliwią osobom indywidualnym dochodzenie roszczeń. Będą one mogły żądać m.in. zaniechania określonej praktyki, usunięcia jej skutków czy naprawienia szkody. Ponadto w postępowaniu sądowym to przedsiębiorca zobowiązany będzie wykazać, że stosowana przez niego praktyka nie wprowadza w błąd — podsumowuje Małgorzata Cieloch.
Co mówią nowe przepisy?
Fragmenty ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (wejdzie w życie 20.12.2007)
- Art. 5.1. Praktykę rynkową uznaje się za działanie wprowadzające w błąd, jeżeli w jakikolwiek sposób powoduje lub może powodować podjęcie przez przeciętnego konsumenta decyzji dotyczącej umowy, której inaczej by nie podjął.
- Art. 5. 3. Wprowadzające w błąd działanie może w szczególności dotyczyć:
5) ceny, sposobu obliczania ceny lub istnienia szczególnej korzyści cenowej;
- Art. 6.4. W przypadku propozycji nabycia produktu za istotne informacje uznaje się w szczególności:
3) cenę uwzględniającą podatki lub sposób, w jaki cena jest obliczana, jak również wszelkie dodatkowe opłaty za transport, dostawę lub usługi pocztowe lub informację o możliwości powstania dodatkowych kosztów;
- Art. 7. Nieuczciwymi praktykami rynkowymi w każdych okolicznościach są następujące praktyki rynkowe wprowadzające w błąd:
7) twierdzenie, że produkt będzie dostępny jedynie przez ograniczony czas lub że będzie on dostępny na określonych warunkach przez bardzo ograniczony czas, jeżeli jest to niezgodne z prawdą, w celu nakłonienia konsumenta do podjęcia natychmiastowej decyzji i pozbawienia go możliwości świadomego wyboru produktu;
20) prezentowanie produktu jako „gratis”, „darmowy”, „bezpłatny” lub w podobny sposób, jeżeli konsument musi uiścić jakąkolwiek należność, z wyjątkiem bezpośrednich kosztów związanych z odpowiedzią na praktykę rynkową, odbiorem lub dostarczeniem produktu;
- Art. 13. Ciężar dowodu, że dana praktyka rynkowa nie stanowi nieuczciwej praktyki wprowadzającej w błąd, spoczywa na przedsiębiorcy, któremu zarzuca się stosowanie nieuczciwej praktyki rynkowej.
Dorota Wojnar