Przodkowie patrzą na ręce

Ryszard Gromadzki
opublikowano: 2004-03-26 00:00

Wzniosłość, patriotyzm, tradycja... Czy jest na nie miejsce we współczesnym nam biznesie?

Stoimy na balkonie, z którego niegdyś śpiewał Jan Kiepura.

— Niech pan spojrzy — zachęca Jędrzej Twardowski, prezes zarządu spółki Bazar Poznański.

Kilka pięter nad nami widać pieczołowicie odrestaurowane malowidła.

— To alegorie, wyobrażające rolnictwo i przemysł. Zależało nam, by wieńczyły front gmachu, bo nawiązują do tradycji, która zrodziła Bazar — wyjaśnia prezes Twardowski.

Na potwierdzenie sięga po statut Towarzystwa Udziałowego „Bazar Poznański” z 1838 roku. „Miejsce to ma służyć do wzniecenia przemysłu, rękodzieła, rolnictwa i handlu wśród Polaków w Poznaniu i Księstwie Poznańskim” — czytamy w preambule dokumentu.

Takie intencje przyświecały założycielom „Bazaru Poznańskiego” — światłym społecznikom: doktorowi Karolowi Marcinkowskiemu (od dziesiątek lat aleje, przy których stoi gmach Bazaru, noszą jego imię), Maciejowi hr. Mielżyńskiemu i 146 wielkopolskim ziemianom, pierwszym udziałowcom „Bazaru Poznańskiego”.

Kapitał założycielski Towarzystwa Udziałowego „Bazar Poznański” wyniósł 89 tys. talarów. W 1841 roku na gruntach wykupionych od hr. Łąckiego, powstał pierwszy z kompleksu gmachów Bazaru Poznańskiego: składy kupieckie.

— Wśród najemców znajdujemy też nazwiska żydowskie i niemieckie — wskazuje Dominik Kliński, wiceprezes Bazaru Poznańskiego SA

W 1842 roku Towarzystwo Udziałowe „Bazar Poznański” przekształciło się w spółkę akcyjną. A ta trwa — nieprzerwanie! — do dziś.

Chwała

Bazar Poznański to „ostoja polskości w germańskim zalewie”, symbol pracy organicznej i przedsiębiorczości. Rzeczywiście, akcjonariuszami zawsze kierowały patriotyczne pobudki.

— Ale rzeczywistość finansowa spółki nie była tak różowa: przeżywała i lepsze, i gorsze czasy — przyznaje Jędrzej Twardowski.

Finansowa świetność „Bazaru Poznańskiego” przypadła na przełom XIX i XX w. Spółka dużo wówczas inwestowała. W 1902 r. w sąsiedztwie istniejących budynków do użytku oddano hotel Bazar. Architekt Roger Sławski zadbał, by należał do najelegantszych w mieście. Właśnie w Bazarze zatrzymał się w końcu grudnia 1918 r. Ignacy Paderewski. Jego przyjazd dał początek fali wydarzeń, kończących „najdłuższą wojnę nowoczesnej Europy” — jak scenarzysta Stefan Bratkowski i reżyser Jerzy Sztwiertnia nazwali ponadstuletnie zmagania żywiołu polskiego i germańskiego w Wielkopolsce. Zwycięskie powstanie, zjednoczenie z macierzą w 1919 roku ziściły marzenia twórców „Bazaru Poznańskiego”.

Pożoga

W międzywojniu spółka specjalizowała się w handlu na wielką skalę markowymi winami. Piwnice pod Bazarem mieściły grubo ponad 300 tys. butelek i potężne beczki.

— Restauracja Bazaru miała renomę. Bywała w niej śmietanka towarzyska, odwiedzali ją przyjeżdżający do Poznania ziemianie. W sali balowej odbywały się najsłynniejsze w mieście bale — opowiada Jędrzej Twardowski.

W 1938 roku Bazar Poznański hucznie obchodził 100 lat. Wtedy spółka wydała księgę, dokumentującą jej dokonania. Jeden z egzemplarzy wydawnictwa przechowywany jest z pietyzmem w siedzibie „Bazaru Poznańskiego”.

II wojna światowa obróciła wniwecz dorobek pokoleń. Podczas pierwszego po wojnie WZA akcjonariuszy „Bazaru Poznańskiego” (26 września 1945 r.) zarząd przedstawił sprawozdanie za czas od 1 września 1939 do 30 czerwca 1945 r. Czytamy w nim: „Bazar przetrwał cały wiek (...), by w następnym roku paść łupem grabieżców niemieckich. Rabunkowa gospodarka najeźdźców doprowadziła do wyczerpania poważnych zapasów win beczkowych (...), a hotel doprowadziła do rangi drugorzędnego domu zajezdnego. Okazała zabudowa gmachów bazarowych od strony al. Marcinkowskiego, ugodzonych gradem pocisków runęła w końcu stycznia 1945 roku. Zabudowa Bazaru od strony ul. Paderewskiego jak też domu mieszkalnego przy ul. Koziej podpalone ręką grabieżcy spłonęły 7 lutego 1945 roku. Bazar płonął. Ludność wpadła do hotelu i piwnic i rabowała (...) tak iż nic nie zdołano uratować. Ocalało częściowo archiwum z niektórymi dokumentami i księgami handlowymi (...)”. Wskutek działań wojennych gmachy Bazaru Poznańskiego uległy zniszczeniu w 70-80 proc.

— Czerwonoarmiści ustawili haubice przy budynkach Bazaru. W lutym 1945 roku wypadało jakieś święto Armii Czerwonej czy urodziny Stalina i zdobycie Poznania miało być prezentem dla Józefa Wissarionowicza. Efektem pojedynku artyleryjskiego było prawie doszczętne zniszczenie centrum miasta — opowiada Jędrzej Twardowski.

Pierwszą uchwałą akcjonariuszy „Bazaru” po wojnie była decyzja o odbudowie gmachów.

Pełno służb

Gmachy Bazaru podniesiono z gruzów w 1948 roku — w takim stopniu, na jaki pozwalały możliwości finansowe spółki i ówczesne realia. W 1950 roku hotel Bazar przejął w użytkowanie Orbis. Mimo remontu w latach 70., Bazar nie odzyskał świetności. W 1987 roku hotel zamknięto — ze względu na fatalny stan sanitarny. Mimo utraty kontroli nad hotelem spółka „Bazar Poznański” trwała niby skała.

— W określonych prawem terminach odbywały się walne zgromadzenia akcjonariuszy, regularnie zbierał się zarząd i rada nadzorcza. W epoce socjalistycznej taka działalność nie była mile widziana... Dlatego „Bazarem” interesowały się odpowiednie służby. Na WZA bywali ich przedstawiciele — opowiada Dominik Kliński.

Potwierdza to protokół z WZA spółki z 1967 roku, który wymienia też niejakiego magistra S. W., przedstawiciela Wydziału Spraw Wewnętrznych Powiatowej Rady Narodowej w Poznaniu.

— W końcu SB potraktowała działalność spółki jak hobby dziwaków i przestała się nią zajmować — dopowiada Jędrzej Twardowski.

Po wojnie działalność Bazaru Poznańskiego ciągnęło kilka rodzin akcjonariuszy. Upadek komunizmu dał spółce szansę na drugie życie.

Z ruiny

— W 1989 roku rozpoczęliśmy starania o odzyskanie hotelu (w 1977 roku został przepisany w księgach wieczystych na rzecz Orbisu). Sprawa była ewidentna, dlatego już w 1990 roku procedurę administracyjną zakończono i hotel wrócił do spółki — wspomina Dominik Kliński.

Zdjęcia z tych czasów ukazują skalę dewastacji. Z odbudowy całego kompleksu budynków Bazaru Poznańskiego spółka uczyniła swój cel.

— Od 1990 roku krok po kroku przywracamy świetność Bazaru. Żmudna robota. Cały proces odbudowy musimy konsultować z konserwatorem zabytków — mówi Jędrzej Twardowski.

Lektura sprawozdań finansowych spółki wskazuje, że odbudowa gmachów Bazaru pochłonęła dotąd kilkanaście milionów złotych. W odremontowanej części gmach mieści kilka tysięcy metrów powierzchni biurowych (całość wynajęta) i 27 ekskluzywnych sklepów.

— Teraz koncentrujemy się na odbudowie hotelu. Za 2,5 roku, może 3 lata — przymierzamy się do ponownego otwarcia Bazaru — z salą balową i restauracją wyglądającymi jak za czasów świetności — planuje Dominik Kliński.

Spółka ma dziś 73 akcjonariuszy (pakiety od 3 do ponad 2,5 tys. akcji) rozsianych po Polsce; kilku mieszka w Norwegii, Wielkiej Brytanii i USA. Zadziwia ciągłość akcjonariatu. Obecni właściciele to potomkowie założycieli. Wszyscy wywodzą się z wielkopolskiego ziemiaństwa.

Trwanie

— Mam 3 akcje Bazaru, odziedziczyłam je po babce z domu Kwileckiej, która pochodziła z majątku Gosławice pod Koninem — mówi Teresa Znaniecka z Gliwic.

Pani Znaniecka, dumna z utrzymania akcji, nie bierze — ze względu na wiek — aktywnego udziału w życiu spółki. Ma pełne zaufanie do członków zarządu, których zna osobiście.

Felicjan Niegolewski (199 akcji) ze Szczecina, potomek zasiedziałej od XIV wieku w Wielkopolsce rodziny szlacheckiej:

— Jestem silnie związany z Bazarem Poznańskim. Mój pradziad i jego 2 bracia byli w gronie założycieli, w późniejszych latach inni członkowie rodziny też się w niej udzielali.

Opowiada o rytuale — corocznej wyprawie do Poznania na WZA Bazaru Poznańskiego:

— Oprócz obowiązków mamy wtedy czas na spotkania i wspomnienia. Odżywa zapomniany świat... W tej spółce od lat nie pobiera się dywidendy. Wszystko dla odbudowy świetności Bazaru!

Zbywanie i przekazywanie akcji w Bazarze Poznańskim S.A. obwarowują ograniczenia. Dochodzi do nich głównie w kręgu akcjonariuszy przez dziedziczenie, cedowanie lub wymianę.

Tradycja raz jeszcze

Dziś żaden z 27 sklepów w kompleksie Bazaru Poznańskiego nie handluje polskimi towarami. Ale ojcowie założyciele spółki nie muszą przewracać się w grobach, ich ideały są wciąż kultywowane. Może nie z takim fasonem, jaki robił to Dezydery Chłapowski z Krakowa (potomek napoleońskiego żołnierza o tym nazwisku), posiadacz 1 akcji Bazaru Poznańskiego, który za Polski Ludowej co roku stawiał się karnie na WZA, nie bacząc na podeszły wiek. Szacunek dla tradycji objawia się inaczej.

Myślimy o stypendiach dla zdolnej młodzieży poznańskiej. Najważniejsze jednak, to przywrócić Bazarowi dawny blask. Jesteśmy to winni przodkom — deklarują Jędrzej Twardowski i Dominik Kliński.

Sztafeta: z pokolenia na pokolenie

Przeminęło z wiatrem

Elżbieta Heybowicz z Gdańska-Oliwy (193 akcje).

— Nie przeszkadza mi, że Bazar Poznański nie wypłaca dywidendy — mówi.

Przynależność do akcjonariuszy Bazaru od początku wiązała się przede wszystkim z prestiżem i patriotyzmem, a nie korzyściami finansowymi — jej dziadek Józef Żychliński, właściciel majątków ziemskich w Uzarzewie koło Poznania i Kusowie pod Bydgoszczą przed wojną udzielał się we władzach spółki.

— Po wojnie odebrano mu majątki, a on, znakomity fachowiec rolniczy, z dyplomem Uniwersytetu Berlińskiego dostał zakaz osiedlania się w ich pobliżu. Dziadek pracował w PGR-ach na Warmii i Mazurach, prowadził melioracje. I pracował dobrze. Dostał 2 medale zasługi, a na jego pogrzebie pojawił się przedstawiciel ministerstwa rolnictwa PRL — opowiada akcjonariuszka z Gdańska.

Teraz w pałacu w Uzarzewie mieści się muzeum łowieckie. — Moja matka do dziś nie może pogodzić się z tym, że wyrzucono ją z własnego domu. Niby wszystko przeminęło z wiatrem, a jednak wciąż pozostaje gorycz — mówi Elżbieta Heybowicz.

Nie rzucim ziemi...

Maria Kokorniak z Poznania (75 akcji). Wraz z trójką rodzeństwa odziedziczyła akcje po przodkach z rodziny Niegolewskich.

— Moja siostra, Maria Rodriguez-Niegolewska od lat mieszkająca w Meksyku, nadal zachowuje udziały, a mnie udzieliła pełnomocnictwa do reprezentowania jej na WZA Bazaru. W tej spółce wielu członków naszej rodziny zostawiło mnóstwo serca — mówi Maria Kokorniak. Opowiada o patriotyzmie i ideowości przodków związanych z Bazarem:

— Babcia przybyła z Ignacym Paderewskim z Gdańska do Poznania w grudniu 1918 roku. Była świadkiem jego przemówienia z balkonu Bazaru, co dało zaczyn do wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Z naszych rodzinnych majątków w Niegolewie i Śmiełowie do powstańców kierowano pomoc aprowizacyjną i konie.

Maria Kokorniak wraz z krewnymi ubiega się o odzyskanie pałacu w Niegolewie, od wieków siedziby rodu:

— Kiedyś mieścił się tam PGR, od ponad dekady pałac należy do Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Wierzymy, że uda nam się go odzyskać.

Dzieciom

Maria Paruszewska (10 akcji), akcjonariuszka Bazaru Poznańskiego z Bydgoszczy przekazała akcje spółki dzieciom Monice (25 lat) i Pawłowi (22 lata):

— Bazar to historia trwania. Dlatego tak ważne jest przekazywanie tradycji kolejnym pokoleniom. Dzieci bardzo identyfikują się z Bazarem. W przyszłym roku syn po raz pierwszy wybierze się na WZA spółki do Poznania.