Przystanek - obligacja

TM
opublikowano: 26-10-2010, 13:55

Kiedy kredyt nie wchodził w grę, gdańska spółka komunikacyjna zajrzała do kieszeni Brukseli i obligatariuszy. I mimo tego, że nie jest nastawiona na zysk, dostała od nich górę pieniędzy. Prawo sprzyja takim rozwiązaniom - podkreśla Rafał Petsch z Banku Pekao SA.

Jest 2007 rok. Euforia w Gdańsku. Miasto otrzymuje prawo do organizacji Euro 2012. Problem numer jeden to brak solidnego stadionu. Problem numer dwa to konieczność rozbudowy infrastruktury, w tym komunikacyjnej. I ważne pytanie:
jak Zakład Komunikacji Miejskiej (ZKM) w Gdańsku ma sfinansować inwestycje liczone w setkach milionów złotych? Lista potrzeb jest długa. Tylko dla komunikacji tramwajowej trzeba kupić 35 nowych, niskopodłogowych składów, zmodernizować
46 tzw. dortmundczyków, wreszcie nadać nowy blask zajezdni we Wrzeszczu. Jak podliczyli menedżerowie z samorządowej spółki, na sfinansowanie tych trzech inwestycji potrzeba — bagatela — 340 mln zł. Jedno ze źródeł finansowania było oczywiste — Unia. Bruksela wysupłała na ten cel około 100 mln zł. Gdzie znaleźć resztę? Wyboru właściwie nie było.
— Kredyt nie wchodził w grę, zresztą nie mieliśmy na ten cel środków własnych. Zdecydowaliśmy się na emisję obligacji przychodowych. To było najbardziej optymalne źródło pieniędzy — mówi Danuta Gardziejewska, wiceprezes zarządu gdańskiego zakładu komunikacyjnego.

Wyjęte spod reżimu
Optymalne również dla przyszłych obligatariuszy, którzy wiedzieli, że powierzone gdańszczanom pieniądze będą bezpieczne. Spółka — zgodnie z prawem unijnym — podpisała 22-letni kontrakt z miastem, który zapewniał strumień pieniędzy na spłatę zobowiązań wobec wierzycieli. 26 marca 2010 r. gdańska firma podpisała umowę z Pekao o gwarantowanie i obsługę obligacji.
— Takim rozwiązaniom sprzyja prawo. Samorząd może zlecić prace przewozowe spółce zależnej. Dzięki temu zapewnia jej stabilne wpływy. Poza tym niewątpliwą zaletą dla obligatariuszy jest fakt, że majątek i przychody takiej firmy są wyłączone z masy upadłościowej. Choć oczywiście trudno sobie wyobrazić bankructwo spółki samorządowej — mówi Rafał Petsch, dyrektor zarządzający departamentu instytucji finansowych i sektora publicznego Pekao.
— To lepsze rozwiązanie niż klasyczny kredyt. Nie są potrzebne zabezpieczenia na majątku, emisja obligacji jest wyłączona spod reżimu prawa zamówień publicznych, wreszcie poszczególne transze emisji mogą być elastycznie wykorzystywane — dodaje Agnieszka Pietkun, dyrektor ds. sprzedaży biura sektora publicznego w departamencie instytucji finansowych i sektora publicznego w Pekao.

Coraz taniej
Danuta Gardziejewska zwraca uwagę na koszty finansowania. Oparte są na sześciomiesięcznej stawce WIBOR oraz marży, która może się zmieniać, czyli w obecnej sytuacji — iść w dół.
— Kiedy negocjowaliśmy program emisji obligacji przychodowych, sytuacja na rynku kapitałowym nie była sprzyjająca. Mamy jednak w umowie zapis o możliwości wyjścia z ofertą na rynek. Zwracamy się do inwestorów i otrzymujemy odpowiedź, za jaką cenę obejmą papiery. Marża rzeczywiście spada. Jest już niższa niż przy kredycie na rachunku bieżącym — mówi Danuta Gardziejewska.
Jak tłumaczy, na razie firma wypuściła obligacje za 96,4 mln zł.
— Październikowa transza opiewa na ponad 13 mln zł. Jestem przekonana, że koszt znów będzie niższy — mówi członkini zarządu ZKM.
I dodaje:
— Z czystym sumieniem polecam ten projekt innym menedżerom spółek komunalnych.

Rekordy na wschodzie
Ale nie dla wszystkich samorządów jest to optymalne rozwiązanie. Jak podkreśla Agnieszka Pietkun, z uwagi na koszty program emisji obligacji powinien sięgać przynajmniej 100 mln zł. Dlatego to instrument dla większych miast. A co zrobić mają mniejsze? Potrzeby wszystkich samorządów są ogromne.
W obrazowy sposób przedstawia to Aleksander Kierecki z firmy analitycznej JMK Analizy Rynku Transportowego.
— W Polsce mamy 18 tys. miejskich autobusów. Co roku powinno się wymieniać 8-10 proc. taboru, czyli 1400--1800 pojazdów. Tymczasem w rekordowym 2008 r.
miasta kupiły 800 nowych autobusów. Samorządy lub spółki samorządowe imają się w tej sytuacji innych sposobów, regenerując posiadane pojazdy bądź kupując używany tabor — tłumaczy Aleksander Kierecki.
Coś jednak się zmienia, zwłaszcza na wschodzie kraju. To dobra wiadomość, bo wcześniej prym w wymianie taboru wiodły miasta ze środkowej i zachodniej Polski. Zwykle wymieniano w nich
4-5 proc taboru, na wschodzie — od 0 do 2 proc. Teraz to się zmieni.
— To jest niezły rok, szczególnie w miejscowościach ze ściany wschodniej.
Około 40 proc. zakupów przypadnie właśnie na nie. Pomogły regionalne programy operacyjne. To będzie prawdziwa zmiana jakościowa — przekonuje Aleksander Kierecki.
Dodaje, że dużo lepiej niż inwestycje w autobusy idą projekty tramwajowe.
— Tu widać błogosławiony wpływ Euro 2012 na miasta, które otrzymały prawo organizacji turnieju albo się o nie starały — tłumaczy Aleksander Kierecki.
Co stanie się, gdy pieniądze unijne się skończą?
— Nie mam wątpliwości, że rynek przysiądzie. Pieniądze w kolejnej perspektywie unijnej pewnie będą mniejsze — przewiduje Aleksander Kierecki.
— Wtedy obligacje przychodowe staną się jeszcze bardziej popularnym rozwiązaniem — kwituje Agnieszka Pietkun.

Rafał Petsch
Rafał Petsch
None
None
Co tam, panie, w inwestycjach?
Najciekawsze zagraniczne inwestycje w Polsce i polskie za granicą. Gdzie powstają, ile kosztują i które firmy będą szukać wykonawców i pracowników
ZAPISZ MNIE
×
Co tam, panie, w inwestycjach?
autor: Małgorzata Grzegorczyk
Wysyłany raz w miesiącu
Małgorzata Grzegorczyk
Najciekawsze zagraniczne inwestycje w Polsce i polskie za granicą. Gdzie powstają, ile kosztują i które firmy będą szukać wykonawców i pracowników
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: TM

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane