Przystanie z klimatem

aktualizacja: 24-05-2018, 23:09

Polskie mariny morskie i śródlądowe często znajdują się w atrakcyjnych okolicach — w otoczeniu przyrody lub z widokiem na panoramę miasta. Wystarczy je rozbudować i uzupełnić brakującą infrastrukturę, by dogonić czołówkę Europy.

Za jedną z najpiękniejszych polskich przystani jachtowych uchodzi mazurska marina Pod Dębem na Jeziorze Nidzkim. Miłośnicy szlaku Wielkich Jezior dobrze wiedzą, że to miejsce z wyjątkowym klimatem, w otoczeniu Puszczy Piskiej. Z kolei nad morze zapraszają takie pięknotki, jak Kamień Pomorski, Basen Północny, NorthEast Marina Szczecin oraz przystanie w Sopocie i Gdańsku. Mariny pojawiają się również przy brzegach rzek. Z tej możliwości najbardziej korzysta dziś Wrocław.

Wyświetl galerię [1/4]

Wrocław. Marina Topacz — w samym centrum miasta — od ośmiu lat przyciąga miłośników żeglarstwa. FOT. PAWEŁ UKRAIŃSKI, ŻEGLUGA SZCZECIŃSKA TURYSTYKA WYDARZENIA, GRUPAA MAX

W niepowtarzalnym klimacie

Marina Pod Dębem niedaleko miejscowości Ruciane-Nida, obowiązkowy punkt na mazurskim szlaku, rozpościera się na kilku hektarach. Znajduje się tu wszystko, czego żeglarze potrzebują: budynek z sanitariatami, warsztat szkutniczy, sklep żeglarski i wypożyczalnia sprzętu wodnego oraz restauracja z pensjonatem dla kilkudziesięciu gości, małe pole namiotowe, kąpielisko, boisko do siatkówki i placyk zabaw dla dzieci. Na miejscu działa też wędzarnia ryb. Marina ma też sporą flotę czarterową, w której przeważają jachty żaglowe wyposażone m.in. w ogrzewanie, dzięki czemu można penetrować mazurskie szlaki zarówno wczesną wiosną, jak i późną jesienią.

Za pięknie położoną i atrakcyjną uchodzi też Wioska Żeglarska Mikołajki. Przystań stawia na bezpieczeństwo cumujących w niej jachtów i nieustannie się unowocześnia — jej zarząd wciąż rozszerza ofertę, otwierając kolejne porty w okolicy, np. w Starych Sadach.

Natomiast wśród marin nadbałtyckich urodą wyróżnia się Kamień Pomorski na tzw. Zachodniopomorskim Szlaku Żeglarskim. Jej niepowtarzalny urok tworzy położenie nad Zalewem Kamieńskim blisko otwartego morza i zarazem w klimatycznym miasteczku. Gdy przystań zaczęła działać w 2012 r., skorzystało z niej wówczas 40 jachtów, jednak już w 2017 r. ta liczba przekroczyła 250 jednostek i z pewnością w kolejnych latach z mariny korzystać będzie coraz więcej rezydentów. Rosnąć ma również liczba miejsc postojowych w kamieńskim porcie. Jest ich prawie 300, a do końca 2019 r. ma być 405. Na trasie Zachodniopomorskiego Szlaku Żeglarskiego za jedną z najpiękniejszych uchodzi także NorthEast Marina Szczecin na Wyspie Grodzkiej, z widokiem na panoramę miasta. Przystań uruchomiono w drugiej połowie 2015 r.

Na rezydentów czeka kilkadziesiąt miejsc postojowych. W ramach tego projektu, obok budowy mariny, pomostów, budynków socjalnych, w kolejnych etapach miały powstać m.in. kawiarnie. Z uwagi na osiadanie gruntu na wyspie i konieczność jego monitoringu, realizacja dalszych etapów inwestycji została jednak odłożona w czasie. Nie przeszkadza to żeglarzom — w ubiegłym sezonie NorthEast Marinę odwiedziło ponad 1030 jednostek. Były to m.in. jachty, motorówki, łodzie wiosłowe, katamarany, ale także skutery wodne czy pływające sceny.

— Żeglarze i wodniacy odwiedzający Szczecin pochodzili m.in. z Niemiec, Skandynawii, Czech, Austrii, Szwajcarii, Francji, Włoch, Belgii i Wielkiej Brytanii. Cumowali w marinie czasem jedynie dzień lub dwa. Innym razem podpisywali umowy rezydenckie na cały sezon. Największą grupę gości stanowili nasi zachodni sąsiedzi. NorthEast Marinę odwiedziło 610 niemieckich jednostek — wyliczaMateusz Lipka, rzecznik prasowy miasta Szczecin ds. żeglarstwa i turystyki.

Z panoramą miasta

Kolejną obowiązkową pozycją dla lubiących żeglować po Bałtyku jest Basen Północny — port jachtowy w Świnoujściu, który powstał na terenach przedwojennej stoczni na wyspie Uznam, w sąsiedztwie Parku Zdrojowego i XIX-wiecznych murów obronnych.

Captain Andy, czyli Andrzej Jankowski, podróżnik, żeglarz, kapitan należący do brytyjskiego Royal Yachting Association, obecnie żeglujący jachtem SY Malena w rejsie dookoła świata, w Polsce najbardziej lubi cumować przy kejach portu jachtowego w Sopocie, wieńczącego sopockie molo.

— To absolutna perełka na polskim Bałtyku. Choć chodzenie pół kilometra po molo tam i z powrotem, gdy czegoś potrzebuję z brzegu, jest dość uciążliwe, niesamowity widok na Sopot pozwala zapomnieć o takich niedogodnościach — żartuje kapitan Andrzej Jankowski.

Sopocka marina, działająca od 2011 r., jest w stanie pomieścić ponad 100 jachtów, w tym przewidziano miejsca na 40 większych łodzi o długości do 24 metrów. Na przystani znajdują się także budynek bosmanatu z zapleczem sanitarnym i punkt gastronomiczny. Zupełnie inny klimat oferuje Marina Gdańsk, ciągnąca się wzdłuż nabrzeża Szafarnia na Nowej Motławie, a więc w samym sercu miasta. Przystań niewielka, o długości niespełna 300 metrów, na 60 miejsc, jednak całkiem nowoczesna — wyposażona w energię, oświetlenie, wodę i sanitariaty. W dodatku na wyciągnięcie ręki jest nie tylko pływająca stacja paliw, ale także liczne restauracje, sklepy, banki i urząd pocztowy.

Polska Wenecja

Nie brakuje ciekawych marin nad rzekami. Największym potencjałem do rozwoju przystani rzecznych dysponuje miasto stu mostów, czyli Wrocław, który w ostatnich latach coraz chętniej „odwraca się” w stronę Odry. Te możliwości dostrzegają deweloperzy mieszkaniowi. Od kilku lat można np. skorzystać z Mariny Topacz, która powstała, wraz apartamentowcami, na cyplu między mostami Uniwersyteckim a Pomorskim. Przystań liczy około 20 miejsc. Jest przeznaczona nie tylko dla właścicieli apartamentów Marina — korzystać z kei mogą wszyscy właściciele żaglówek i motorówek pływających po Odrze. W sezonie praktycznie nie ma ani jednego wolnego miejsca. Natomiast spółka ATM Inwestycje, powiązana kapitałowo ze spółką Topacz Investment (która zrealizowała inwestycję Marina na Odrze), zamierza pożenić deweloperkę mieszkaniową z rozwojem wrocławskiego portu Osobowice niedaleko Mostu Milenijnego. W porcie obliczonym na 200 jednostek mają powstać bulwar i pełna infrastruktura, a także domy na wodzie i osiedle mieszkaniowe.

Czy Wrocław zostanie polską Wenecją?

— Już nią jest. Zarówno turyści odwiedzający stolicę Dolnego Śląska (prawie 5 mln w 2017 r.), jak i przewodnicy oprowadzający gości często nazywają miasto Wenecją Północy. We Wrocławiu jest około 130 mostów, mostków i kładek — pod tym względem miasto jest polskim liderem. Ma też przeprawę najdłuższą i najwyższą w kraju — most Rędziński (1742 metry długości oraz pylon wysoki na 122 metry). Wrocławianie mają ogrom możliwości związanych z relaksem nad wodą. Przybywa nadrzecznych bulwarów, plaż, marin, przystani, kawiarenek i restauracji — wylicza Ron Ben Shahar, prezes spółki Angel Poland Group, która również wpisuje swoje projekty w ten trend.

Obok jej apartamentowca nad rzeką Oławą powstała niewielka marina, przy której okazjonalnie cumują statki, biorące udział w organizowanych tu spotkaniach i imprezach, a także m.in. łódki należące do mieszkańców. Przede wszystkim jednak marina pełni funkcje rekreacyjne: pozwala aktywnie spędzać czas nad wodą, blisko natury.

— Na razie nie planujemy podobnych inwestycji w polskich miastach, natomiast widzimy trend powrotu do mieszkania nad rzeką, więc w najbliższych latach nie wykluczamy takich możliwości — zapewnia Ron Ben Shahar.

Spuścizna peerelu

Andrzej Jankowski podkreśla jednak, że mimo rozwijającej się w ostatnich latach wodnej infrastruktury, polskim marinom jeszcze daleko do portów i przystani na zachodzie Europy czy w krajach skandynawskich.

— W wielu portach i przystaniach trudno np. wyciągnąć jacht profesjonalnym dźwigiem. Brakuje serwisów, warsztatów i usług żeglarskich. Co więcej, jeszcze kilka lat temu w brytyjskim almanachu żeglarstwa czytałem, by omijać Polskę, bo tam nie ma profesjonalnych punktów do postoju łodzi. Na szczęście to się powoli zmienia i włodarze miejscy zaczynają rozumieć, że piękne, profesjonalne mariny przyciągną żeglarzy z zagranicy, nakręcając tym samym obroty w całym biznesie turystycznym — twierdzi Andrzej Jankowski.

Z drugiej strony, w przypadku żeglarstwa morskiego trudno się nam porównywać z wieloma europejskimi krajami pod względem dostępu do wody. W granicach Polski znajduje się około 800 km linii brzegowej. Dla porównania, sama długość szwedzkiego wybrzeża wynosi ponad 3 tys. km, nie wspominając o jej potężnym archipelagu wysp. Linia brzegowa Włoch również przekracza 3 tys. km. Co więcej, również klimat nie jest nam przychylny. Jak wyjaśnia Captain Andy, nasza szerokość geograficzna sprawa, że wszystkie sztormowe niże zbudowane nad Grenlandią czy Islandią przychodzą do Polski. Skutek? Szybkie zmiany ciśnienia i burze.

— Ale warto zwrócić uwagę, jak doskonale jest rozwinięte żeglarstwo, nie tylko morskie, lecz także śródlądowe, w Niemczech, Belgii i Holandii, przy podobnych warunkach pogodowych co w Polsce. Niestety, dekady zaniedbań w czasie PRL zrobiły swoje nad Wisłą i teraz trudno nam nadgonić stracony czas — tłumaczy Andrzej Jankowski.

Miejmy nadzieję, że wszystko, co najlepsze, jeszcze przed nami, bo w końcu tradycje żeglarskie są dość mocno zaszczepione w naszej kulturze.

— Polacy chętnie jeżdżą na rowerach, biegają w maratonach, jednak jeszcze do końca nie rozumieją, jak fantastycznym stylem życia jest żeglarstwo. Poleruje charaktery młodych, integruje rodzinę i daje wiele przyjemności. Żeglarstwo to styl życia, który — wzorem mody z Zachodu — również w Polsce będzie coraz bardziej popularny, biorąc pod uwagę rosnącą siłę ekonomiczną Polaków i chęć do lokowania pieniędzy w dobra luksusowe. Część z nich z pewnością zainwestuje w jachty czy motorówki, co z kolei będzie wymuszało na rynku budowę kolejnych marin — sumuje kapitan Jankowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Kaczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Przystanie z klimatem