Rajdy to zarządzanie

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2021-05-21 16:55

Michał Cebula, współtwórca, współwłaściciel i wiceprezes holdingu inwestycyjnego HRE Investments, opowiada o rajdowej pasji, dakarowych planach i zarządzaniu na pustyni.

„PB”: Na co dzień zza biurka zarządza pan dużą organizacją. Motosportowa pasja to odskocznia?

Michał Cebula: Po części tak, ale sport, a w szczególności sport ekstremalny, ma bardzo duży związek z biznesem. Sporty motorowe, a przede wszystkim rajdy, mają wiele wspólnego ze światem biznesu. I prowadzenie firmy, i rajdy to praca zespołowa. I tu, i tam sekretem sukcesu jest zgrany team. Im lepiej załoga się rozumie — czy to w rajdzie, czy w pracy — tym większy sukces może odnieść. Doskonale to widać np. podczas obserwacji pracy mechaników na rajdzie. Na naprawy, czasem bardzo poważne, mają krótki, ściśle określony czas. Każdy dokładnie wie, co ma robić. Porozumiewają się bez słów i obserwują nawzajem. Okazuje się, że przy tak dobrze działającym zespole wymiana skrzyni biegów w 20 minut jest realna. Rajdy tylko pozorne nie mają nic wspólnego z biznesem. W rzeczywistości analogie są ogromne.

Od dawna startuje pan w rajdach?

Od dwóch lat jeżdżę w zespole Hołowczyc Racing. Swoją przygodę zacząłem dzięki namowom Andrzeja Kalitowicza, mojego dyrektora generalnego. Mocno mnie ten sport wciągnął. Już na mecie jednego rajdu nie mogę się doczekać startu kolejnego. W ubiegłym roku udało nam się zdobyć z Filipem Chilarzewskim, moim pilotem, drugie wicemistrzostwo Polski w klasie T2.

To właśnie po sukcesie na naszym rajdowym podwórku pojawił się pomysł startu w Dakarze?

Pomysł kiełkował w mojej głowie od dłuższego czasu. Wcześniej były już pierwsze przygotowania. Ostateczna decyzja rzeczywiście zapadła po zdobyciu tego tytułu. Udało mi się pojeździć, na prawym fotelu, z Jakubem Przygońskim. Dopiero w jego aucie zobaczyłem, jak szybko można jeździć. To było niesamowite przeżycie i w pierwszej chwili uznałem, że na takie ściganie jestem za słaby. Dwie noce po tej przejażdżce nie spałem. Analizowałem każdy zakręt, każdy centymetr, który udało mi się zarejestrować. Po dwóch nieprzespanych nocach stwierdziłem, że jednak dam radę, że potrafię to ogarnąć. Jeździłem też z z Nasirem al-Atijją. Dostałem od niego masę cennych wskazówek. Cały czas radą wspiera mnie Krzysztof Hołowczyc. Myślę, że mentalnie jestem przygotowany. Problem tkwi w przygotowaniu fizycznym. Jak tylko podjąłem decyzję o starcie w rajdzie Dakar, pojawiły się problemy z kręgosłupem. Było coraz gorzej. Jeszcze miesiąc temu praktycznie nie mogłem wstać. Obecnie powoli dochodzę do siebie. Start w Dakarze jest jednak czymś, co mnie jeszcze bardziej nakręca, powoduje, że dokładam kolejne zabiegi rehabilitacyjne i intensywnie trenuję.

Jaki cel stawia sobie pan na pierwszy Dakar?

Poziom Nasira al-Atijji, Jakuba Przygońskiego czy Krzysztofa Hołowczyca jest poza moim zasięgiem. Z oczywistych powodów nie będę rywalizował z czołówką. Jadę tam się sprawdzić. Jako kierowca i jako członek zespołu. Sprawdzić cały łańcuch organizacyjny. Start w Dakarze to nie tylko sama jazda. To również, a może nawet przede wszystkim, przygotowania. Miesięcznie trzeba wykonać około 50 aktywności. To są różnego rodzaju treningi czy wizyty u fizjoterapeutów. To połączenie tych wszystkich aktywności i wiedzy i doświadczenia mądrych osób oraz własne zaangażowanie i ciężka praca zdecydują o sukcesie. Widzi pan? Znowu analogia do biznesu. Dakar nie jest rajdem dla samotników. Tylko praca zespołowa dalej nadzieję na sukces. Nawet gdy jest nim po prostu dojechanie do mety.

Pozostaje mi życzyć szybkiego powrotu do zdrowia i rychłego wyjazdu na pustynie.

Dziękuję. Robię postępy i z pewnością pojadę zmierzyć się z piaskami Dakaru.

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

w tym tygodniu: „Magia Dakaru”

goście: Grzegorz Gac — polski przedstawiciel organizatorów rajdu Dakar, Jakub Przygoński — kierowca rajdowy, Michał Cebula — HRE Investments, Rafał Marton — pilot zespołu Energylandia Rally Team