Ratunkiem byłby gorzki kompromis

opublikowano: 16-03-2022, 20:00

Po trzech tygodniach napastniczej wojny Rosji z Ukrainą coraz głośniejsze jest pytanie – jak długo jeszcze może ona potrwać.

Oczywiście istnieje kosmiczna wręcz różnica w znaczeniu odpowiedzi dla tragicznie doświadczanej Ukrainy, zwłaszcza ludności cywilnej, a np. dla międzynarodowego biznesu, który wbrew wewnętrznemu przekonaniu taktycznie podporządkował się sankcjom, ale liczy dni do odblokowania interesów z Rosją. Nikt nie chce zaakceptować czarnej perspektywy, że wojna może się utrwalić analogicznie do jej poligonu w Donbasie, płonącego już osiem lat. Notabene poza Europą już pojawiają się pierwsze syndromy spowszednienia wojny dla opinii publicznej. Czemu trudno się dziwić, bo jakie reakcje u nas wywołuje, powiedzmy, krwawa wojna w Jemenie o podłożu religijno-plemiennym. Liczba uchodźców przekroczyła tam już 2 mln, zaś interwencja zewnętrzna pod przewodem doskonale wyposażonej armii Arabii Saudyjskiej powoduje masę ofiar cywilnych. No tak, ale nam właśnie fundamentalistyczny reżim saudyjski rzuca naftową tratwę ratunkową jako alternatywę wobec dostaw z wrażej Rosji...

Na świecie coraz bardziej przebija przeświadczenie, że nic się nie zmieni, dopóki na Kremlu będzie rządził Władimir Putin. Czystą iluzją są jednak marzenia o postawieniu zbrodniarza za wywołanie wojny napastniczej przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze, którego Rosja nie uznaje. Na razie inny sąd, Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, orzekł, że atak na Ukrainę był nielegalny i wydał zarządzenie tymczasowe nakazujące… przerwanie operacji militarnej. Jego wykonalność oczywiście jest zerowa. Podobnie jak oczekiwanie, by objawiły się jakieś nadprzyrodzone moce i unieszkodliwiły szatana z Kremla.

ONZ-owski Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (ICJ/CIJ) w Hadze stosunkiem 13:2 (przeciwne były głosy sędziów Rosjanina i Chińczyka) uznał atak Rosji na Ukrainę za nielegalny i wydał zarządzenie tymczasowe nakazujące przerwanie operacji militarnej – którego wykonanie naturalnie nie ma żadnych szans. Fot. UN/ICJ-CIJ
UN Photo/ICJ-CIJ/Frank van Beek

Po naszej, czyli jasnej stronie mocy generalnie brakuje realizmu. Zwycięstwo Ukrainy może przecież polegać tylko na zatrzymaniu agresji i wycofaniu się armii Rosji na pozycje sprzed 24 lutego. Czyli – w uproszczeniu na powtórzeniu ewakuacji z podwiniętym ogonem w 1989 r. z Afganistanu. Abstrakcją jest myślenie o doprowadzeniu niezrównanie silniejszych wojsk napastniczych do kapitulacji. Trudno na razie prognozować, jak wycofanie zostałoby sprzedane przez Putina na wewnętrzny użytek w Rosji. Przecież wojna – bez używania tego określenia – przeciwko tzw. faszystom/nacjonalistom została propagandowo skutecznie zrównana z Wielką Wojną Ojczyźnianą 1941-45, czyli radziecką/rosyjską świętością ważniejszą od stricte religijnej.

Bardzo nieśmiało przebijają się strzępy informacji z wciąż toczących się rozmów ukraińsko-rosyjskich. Obie strony są twarde i na razie nie widać perspektywy kompromisu. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego niewyobrażalne jest uznanie zagarnięcia przez Rosję półwyspu Krym oraz skrawków Donbasu na obszarze tzw. republik ludowych w Doniecku i Ługańsku. Jednak z drugiej strony – szanse na odtworzenie granic Ukrainy z początku 2014 r. są zerowe. Co z tego, że Kijów nigdy się nie pogodzi z utratą ważnych terytoriów. Serbia nie przyjęła i nigdy nie przyjmie do wiadomości powstania muzułmańskiego neotworu Kosowo na świętej serbskiej ziemi, ale co z tego. W Armenii już piąte pokolenie modli się o odzyskanie Araratu, ale co z tego – może tylko patrzeć na święty masyw przez graniczny kordon. Podobna jest realność ukraińskich postulatów powrotu Krymu i części Donbasu. Wielkim zwycięstwem, czy raczej skutecznym obronieniem się przed Rosją będzie trwałe pozbycie się przez Putina żądań zwasalizowania Ukrainy i jej rozbrojenia w formule tzw. neutralności pod butem Kremla. Tak widzę zręby bardzo gorzkiego, ale nie niemożliwego kompromisu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane