Reasekuratorzy urealnią ceny polis

opublikowano: 19-09-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Ceny ubezpieczeń komunikacyjnych muszą wzrosnąć, i to wcale nie z powodu rekomendacji KNF. Eins Polska zapowiada, że nie będzie bił się o udziały w rynku za wszelką cenę.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • dlaczego Eins nie ściga się o udziały w rynku ubezpieczeń komunikacyjnych
  • o ile mogą wzrosnąć koszty umów reasekuracyjnych na rynku majątkowym
  • jakie czynniki najmocniej będą wpływać na wzrost cen polis komunikacyjnych

Właśnie mija czwarty rok działalności Eins Polska, wyłącznego przedstawiciela ubezpieczyciela Euroins, należącego do bułgarskiej grupy Eurohold. Firma, która od początku sprzedaje polisy OC i ubezpieczenia okołokomunikacyjne, powoli buduje portfel klientów i składkę, bo rentowność biznesu przedkłada nad rywalizację o udziały rynkowe. Marek Czerski, prezes Eins Polska, który z rynkiem ubezpieczeń związany jest od 30 lat, przestrzega przed wykorzystywaniem rezerw na walkę o klientów i wskazuje trzy najważniejsze czynniki, które już powinny skłonić cały rynek do podniesienia stawek OC. I to jak najszybciej.

Niespieszne tempo

Polska jest trzecim co do wielkości — po Rumunii i Bułgarii — rynkiem dla Euroinsu. Aspiruje do około 50 mln EUR obrotów rocznie.

— W 2022 r. z dużą dozą prawdopodobieństwa przekroczymy 200 mln zł, a może 220 mln składki brutto — zależy to od zachowania rynku. Nam się jednak nie spieszy, nie jesteśmy zdeterminowani wzrostem udziału za wszelką cenę. Kluczowa jest rentowność. Jesteśmy nastawieni na utrzymanie rentowności, na uzyskanie dodatniego wyniku z działalności. Zawsze byliśmy wierni tej zasadzie, co sprawia, że spółka od początku jest zyskowna — mówi Marek Czerski.

Eins zaprosił do współpracy pokaźną armię agentów — ponad 15 tys. osób, 150 agencji. Spółka zatrudnia ponad 30 pracowników, a wspierają ich roboty, które wykonują pracę za około 60 osób. Eins ma też około 100 zewnętrznych kooperantów. Ten rok firma chce zakończyć 350 tys. klientów w Polsce, czyli o około 40 tys. więcej niż w ubiegłym.

Jazda na rezerwie:
Jazda na rezerwie:
Dziś na polskim rynku nie ma potrzeby dokapitalizowania firm ubezpieczeniowych, ale w momencie gdy rezerwy zostaną wyczerpane, trzeba będzie dosypać kapitału lub sprzedać biznes — mówi Marek Czerski, prezes Eins Polska.

Eins realizuje dość restrykcyjny jak na polskie realia pomysł na biznes w ubezpieczeniach OC, bo sprzedaje polisy po cenie, która gwarantuje mu dodatni wynik.

— Jeśli rynek przesadza z cenami, przestajemy sprzedawać. W ostatnim kwartale ubiegłego roku zrealizowaliśmy o 30 proc. mniej transakcji tylko dlatego, że nie poszliśmy drogą innych towarzystw, które obniżyły ceny w sposób nieadekwatny do ryzyka i dynamicznie zmieniającego się otoczenia ekonomicznego — mówi prezes.

531

Tyle wynosiła średnia stawna polisy OC w sierpniu 2022 r., o 9,7 proc. mniej niż rok wcześniej.

Nie tędy droga

Prezes Eins przyznaje, że od dłuższego czasu z niepokojem przygląda się cenom polis w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Podkreśla, że zbierana przez ubezpieczycieli składka jest z założenia elementem budowania rezerw, które muszą być odkładane na czas niekorzystnej koniunktury czy zdarzeń nadzwyczajnych. Nie powinny więc być wykorzystywane do walki ceną o klientów.

— Kryzysy zazwyczaj są długotrwałe, wieloletnie i nie kończą się po kwartale czy dwóch. Zebrana składka musi więc wystarczyć na lata, a rezerwy mają służyć budowaniu siły spółki i stanowić zabezpieczenie na wypadek pojawienia się faktycznie negatywnej sytuacji na rynku — mówi Marek Czerski.

Wydarzeniem nadzwyczajnym, na które powinny zostać przeznaczone rezerwy, jest według niego wystawienie prawie 100 tys. darmowych polis OC dla kierowców z Ukrainy przez polskich ubezpieczycieli. Fakt, że były one za darmo, nie oznacza, że w razie potrzeby ubezpieczyciele nie będą musieli wypłacić odszkodowania.

— To będą odszkodowania na takich samych zasadach jak pochodzące z opłaconych polis. Te odszkodowania mogą być nawet wyższe — podkreśla prezes Einsu.

Na razie rzeczywistym regulatorem rynku są największe towarzystwa, i to od nich zależy, czy będą sprzedawały z zyskiem, który będzie odkładany w postaci rezerw na trudne czasy, czy będą robić biznes, który finalnie przynosi im straty.

— Jeśli w ostatnich latach towarzystwa znacznie obniżyły składki, a jednocześnie zwiększyły obrót, to oznacza, że musiały zdobyć więcej klientów. Tym samym zebrały więcej ryzyka, co sprawi, że wynik techniczny będzie radykalnie gorszy. Uważam, że nasz rynek ubezpieczeniowy już w ubiegłym roku poniósł stratę na ubezpieczeniach komunikacyjnych, a w tym roku jego sytuacja się nie polepszy — podkreśla prezes.

Może powiać chłodem

Tymczasem styczeń przyszłego roku może przynieść ubezpieczycielom poważny ból głowy. Wtedy będą podpisywać umowy odnowienia z reasekuratorami. Będzie drogo, bo wojna na Ukrainie już przynosi wymierne straty europejskim ubezpieczycielom — kilka dni temu brytyjski ubezpieczyciel Lloyd’s of London podał, że utworzył 1,1 mld GBP na wypłatę roszczeń związanych z wojną w Ukrainie. Jeśli dodać do tego rosnącą inflację i ruchy na kursach walut, robi się naprawdę niewesoło.

— Od przyszłego roku ceny pojemności [wartość ryzyka przyjmowanego przez reasekuratora od ubezpieczyciela — red.] wzrosną o co najmniej 30 proc., a nawet o 60 proc. w zależności od produktu, ekspozycji czy geopolityki. Pojemność reasekuracyjna przekłada się wprost proporcjonalnie na pojemność ubezpieczeń oraz ich ceny. Dotyczy to nie tylko ubezpieczeń komunikacyjnych, ale także ubezpieczeń przemysłowych czy katastroficznych — mówi Marek Czerski, który parę dni temu wrócił z konferencji światowych ubezpieczycieli i reasekuratorów w Monte Carlo.

Podkreśla, że we wszystkich nowo zawieranych umowach reasekuracyjnych będzie indeksacja związana z inflacją oraz związana z kursem walut.

— 25 lat temu każda umowa reasekuracyjna zawierała takie klauzule. Później, ze względu na ustabilizowanie się sytuacji w Polsce, temat kursów walut nie był podnoszony, teraz jednak wraca. Elementem, który wpłynie na wyższą cenę reasekuracji, jest również brak stabilności geopolitycznej — twierdzi prezes.

Jego zdaniem trzeci czynnik, który przyczyni się do wzrostu cen, to inflacja. Przy szacowaniu cen underwriterzy, czyli osoby, które decydują o wysokości składki na ubezpieczenie, powinni brać pod uwagę inflację PPI (obrazującą zmianę cen ustalanych przez producentów), która jest znacznie wyższa niż inflacja CPI, a nie inflację konsumencką (dotyczącą cen, po jakich kupują konsumenci).

— Te składki powinny być znacznie wyższe, żeby za kwartał, dwa, trzy lub za 10 lat ubezpieczyciele byli w stanie wypłacić adekwatne odszkodowanie — mówi prezes.

I choć koszt przekładany na pojedynczego klienta nie będzie duży, to wielość tych czynników sprawia, że ubezpieczyciele będą musieli podnieść ceny ubezpieczeń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane