Reforma służby zdrowia wymaga uzdrowienia

Materiał redakcyjny
opublikowano: 1999-03-08 00:00

Reforma służby zdrowia wymaga uzdrowienia

RAŻACE DYSPROPORCJE: Szeregowi pracownicy służby zdrowia stracili nadzieję na poprawę swojej sytuacji materialnej i są całą reformą mocno zestresowani.

Reforma systemu opieki zdrowotnej od początku budzi wiele kontrowersji. Zdezorientowani są nie tylko pacjenci, ale i sami pracownicy służby zdrowia. Panuje ogólna opinia, że reforma jest źle przygotowana, a wprowadzenie zbiurokratyzowanych kas chorych okazało sie nieporozumieniem.

WIĘKSZOŚĆ PRACOWNIKÓW służby zdrowia uważa, że składka na lecznictwo — 7,5 proc. zarobków brutto — jest stanowczo za niska, a uzyskane środki będą niewystarczające. Z drugiej strony podniesienie składki do postulowanego poziomu 10-11 proc. odbije się na portfelach wszystkich, również samych pracowników służby zdrowia. Wraz z utworzeniem kas chorych pojawiły się obawy, że układy koleżeńsko-kumoterskie wezmą górę nad bezstronnym rozdziałem środków. Dyrektor ZOZ, który ma dobre układy z szefem kasy, może dostać znacznie więcej pieniędzy od nie lubianego kolegi z innego ZOZ. Krążą również opinie, że wysokość premii zarządu kasy jest uwarunkowana... wielkością poczynionych przeznią oszczędności. Tymczasem ograniczenie wydatków odbije się przede wszystkim na pacjentach. Kolejną niejasną kwestią jest liczba wykonanych zabiegów, wyliczana na podstawie książeczek Rejestru Usług Medycznych. Część przychodni wprowadziła nowe książeczki na początku ubiegłego roku, a część dopiero w połowie.

PODSTAWOWYM ZAŁOŻENIEM reformy była zmiana obiegu pieniędzy przeznaczanych na ochronę zdrowia, liczonych łącznie — tzn. budżetowych oraz wydawanych przez samych pacjentów. Publiczną tajemnicą jest opór opiniotwórczego lobby ordynatorsko-profesorskiego, szczególnie z najbardziej renomowanych klinik. W jego interesie leży odwlekanie konieczności księgowania wszelkich wydawanych na leczenie pieniędzy. Bardzo charakterystycznym zjawiskiem był protest anestezjologów — czyli lekarzy mających najmniejszą możliwość uzyskiwania nieoficjalnych dochodów. Żądali oni wyższych zarobków, argumentując, że wynagrodzenie wysoko wykwalifikowanego specjalisty, wynoszące miesięcznie 800-900 zł, nie wystarcza na utrzymanie rodziny. Protest wygasł z przyczyn ekonomicznych — anestezjolodzy musieli przystąpić do pracy, bo nie mieli środków do życia. Jeszcze krócej trwał — na razie formalnie zawieszony — strajk średniego personelu medycznego. Pielęgniarki, zarabiające przeciętnie połowę średniej krajowej, nie mają odpowiedniej siły przebicia. W sumie szeregowi pracownicy służby zdrowia stracili nadzieję na poprawę swojej sytuacji materialnej i są całą reformą mocno zestresowani.

JESZCZE BARDZIEJ zestresowani są pacjenci. Kara za nieuzasadnione wezwanie karetki pogotowia przeraża przede wszystkim ludzi starszych, ponieważ kwota ta często przekracza dwukrotnie wysokość otrzymywanej emerytury czy renty. Może się zdarzyć, że ktoś, obawiając się wysokiej grzywny, za późno wezwie lekarza. Coraz więcej notuje się przypadków, że pogotowie nie wyjeżdża lub szpital nie chce przyjąć pacjenta, nie wiedząc, kto zapłaci za leczenie. Tym bardziej że kasy chorych mają znacznie mniej pieniędzy, niż im to obiecywano. Styczniowe wpływy kas to tylko dwie trzecie sum wyliczanych wcześniej.

WPROWADZENIE tak poważnej reformy powinno być poprzedzone eksperymentem socjotechnicznym — sprawdzeniem jej funkcjonowania w mikroskali. Dopiero po przetestowaniu w wybranych powiatach i wprowadzeniu odpowiednich poprawek, reforma powinna być wprowadzona w całym kraju. Do tej pory spowodowała jedynie wzrost biurokracji. Dysproporcje między zarobkami administracyjnego kierownictwa — które na każdym szczeblu załatwia sobie bardzo wysokie kontrakty menadżerskie — a personelu bezpośrednio odpowiedzialnego za życie i zdrowie pacjenta są rażące. Sytuacja ta, niestety, odbija się na zdrowiu przeciętnego Polaka.

Możesz zainteresować się również: