Rękodzieło to joga dla umysłu

opublikowano: 23-04-2021, 14:32

Makramy, łapacze snów, dywaniki tkane lub dziergane na szydełku – rękodzieło to nie tylko modny dodatek do wnętrz, pomaga także oderwać się od codzienności. Architekt Agnieszka Gaczkowska najpierw sama odnalazła równowagę w pracach manualnych, potem zmieniła pasję do rękodzieła w dochodowy biznes.

– Magia zaklęta w powtarzalnych ruchach dłoni to moja medytacja w chaosie i tempie codzienności – mówi Agnieszka Gaczkowska, właścicielka Oplotek – działającej od 2015 r. poznańskiej firmy oferującej warsztaty rękodzieła dla szukających odskoczni od pracy czy macierzyństwa.

Z wykształcenia jest architektką. Część studiów i praktyk odbyła w Berlinie, a pierwsze kroki w zawodzie stawiała w pracowniach architektonicznych w Poznaniu i Warszawie. Potem rozwijała własną działalność. Projektowała m.in. rewitalizacje dworców kolejowych przed EURO 2012, domy i wnętrza. Architektura była zwieńczeniem jej talentu do prac plastycznych, który przejawiała od dzieciństwa. Już wtedy umiała szydełkować, robić na drutach i haftować.

Wytchnienie przy robótkach

Kobiecy krąg:
Kobiecy krąg:
Nie przypuszczałam, że umiejętność szydełkowania może być atrakcyjna dla innych. Zanim się zorientowałam, mój dom stał się centrum warsztatów kreatywnych. Z czasem grupa zainteresowanych powiększała się o koleżanki koleżanek i ich znajome. Za sugestią męża uznałam, że czas wyjść z domu. Tak narodziły się Oplotki – rozmowy i plotki przy oplataniu – opowiada Agnieszka Gaczkowska, właścicielka Oplotek.
materiały prasowe

Przypomniała sobie o tych umiejętnościach, gdy była w drugiej ciąży i postanowiła zwolnić tempo życia zawodowego. Wspomina, że gdy oczekiwała pierwszego dziecka, a potem opiekowała się maluchem, biegała po budowach, próbując udowodnić sobie i światu, jak świetnie można łączyć macierzyństwo z prowadzeniem działalności gospodarczej.

– Omal nie skończyło się to tragicznie, gdy ze zmęczenia przysnęłam za kierownicą. Wówczas zleciłam innym zadania zawodowe i skupiłam się na domu. Dzięki robótkom ręcznym i malowaniu odzyskałam równowagę psychiczną – twierdzi Agnieszka Gaczkowska.

Ma talent plastyczny i wyczucie najnowszych trendów we wzornictwie, więc jej prace zachwycały znajomych. Coraz więcej koleżanek przychodziło do niej na naukę robienia makatki, pufa czy dywanika do pokoju dziecka. Agnieszka Gaczkowska zaś odkryła, że wspólne szydełkowanie pozwala jej odżyć towarzysko, poznać najnowsze zawodowe ploteczki czy po prostu zostać wysłuchaną przez kobiety w podobnej sytuacji. Stąd już krok do pomysłu na niszowy biznes.

– W pewnym momencie musiałyśmy już szukać miejsca w kawiarniach, ponieważ nie mieściłyśmy się z warsztatami w naszym salonie. Zainteresowanych pań przybywało, spotkania zrobiły się popularne, a ponieważ za lokal trzeba było zapłacić, naturalnie zmieniły się w działalność gospodarczą. Na szybko nazwałyśmy te spotkania oplotkami – od wymiany plotek przy oplataniu sznurków – ale nazwa się przyjęła – relacjonuje Agnieszka Gaczkowska.

Organiczny rozwój

Przybywało nie tylko chętnych na spotkania w babskim gronie przy wspólnym pleceniu makramy czy koszyka ze sznurków, ale też pomysłów na kolejne rękodzieła. Do Oplotek dołączały kolejne instruktorki specjalizujące się w innych technikach niż założycielka firmy, a ofertę można było rozszerzyć na warsztaty dla firm. Okazało się bowiem, że dzierganie może być świetną alternatywą dla spotkań lub wyjazdów integracyjnych czy metodą poprowadzenia konferencji. Najpierw Agnieszka Gaczkowska proponowała swoje warsztaty jako kilkugodzinne spotkania integracyjne dla pracowników korporacji lub element całodziennego wyjazdu integracyjnego, a gdy pomysł się sprawdził, znalazła dużego klienta, który ze spotkań przy rękodziele uczynił stały element integracji pracowników i okazję do omawiania bieżących spraw firmy. Był nim Rossmann, z którym Oplotki współpracują do dziś.

– Proponowany przez nas format pracowniczych warsztatów rękodzieła online okazał się nie tylko odpowiedzią na potrzeby covidowej rzeczywistości, lecz także zaktywizował osoby, które dotychczas nie uczestniczyły w dodatkowych aktywnościach firmy z racji dużych odległości do większych miast. Aktualnie nawet pracownicy z najmniejszych wsi są w stanie po prostu włączyć komputer i poczuć się częścią wielkiej społeczności pracowników, którzy po godzinach chętnie „o-plotkują przy rękodziele” – mówi Agnieszka Gaczkowska.

Gotowi na lockdown

Misja:
Misja:
Zazwyczaj rękodzieło jest postrzegane jako hobby, pasja czy praca dodatkowa, która więcej wyjmuje pieniędzy z budżetu domowego niż dodaje. Rękodzieło i rękodzielnicy postrzegani są mało poważnie. Chciałam to zmienić i wesprzeć kobiety, które się boją lub nie wiedzą, jak rozwijać rękodzielniczy biznes – wyznaje Agnieszka Gaczkowska.
materiały prasowe

Gdy w marcu 2020 r. wybuchła pandemia koronawirusa, firma Agnieszki była o krok od podpisania umowy najmu dużej pracowni, mającej być bazą do dalszego rozwoju oferty warsztatowej. Wprowadzony z dnia na dzień lockdown zatrzymał tę inicjatywę, więc Agnieszka Gaczkowska przeniosła całą działalność do online’u. Podbudowę już miała. Od pewnego czasu podstawowe szkolenia z różnych technik były nagrywane, by uczestnicy warsztatów mogli trenować również w domu. Miała również sieć rozbudowanych kontaktów z dostawcami materiałów niezbędnych do wyrobów amatorskiego rękodzieła – od gospodarstw produkujących wełnę alpak po producentów sznurków. Wszystko w Polsce, by wspierać rodzime przedsiębiorstwa i uniezależniać się od dostaw z Chin.

Oplotki bardzo szybko przedstawiły ofertę warsztatów online, również bezpłatnych, by zainteresować potencjalnych klientów możliwościami, jakie daje rękodzieło. Okazało się, że w pandemii wzrosło zapotrzebowanie na prace ręczne. Ludzie zamknięci w domach zaczęli szukać nowych form spędzania czasu. Zainteresowali się np. dekoracją domów i nauką rozmaitych technik zdobniczych online. Wszystko to było w ofercie Oplotek. Liczba klientów, także z zagranicy, wzrosła z kilkuset do kilku tysięcy. Dom Agnieszki Gaczkowskiej w Poznaniu stał się magazynem materiałów do wysyłki, aby uczestnicy warsztatów mieli na czym pracować. Zespół prowadzący szkolenia zwiększył się do sześciu osób. Uczą, jak upleść kwietnik z makramy, twórczo wykorzystać resztki materiałów, zrobić las w szkle, utkać dywanik, filcować na mokro i na sucho czy zrobić koronkę klockową. Oferta nowych technik rękodzieła nieustannie rośnie.

Mentoring dla twórców

Oplotki mają jeszcze jedną misję: uczyć rzemieślników i artystów produkujących ręcznie na niewielką skalę, jak cenić swoją pracę i na niej zarabiać. Temu służy Akademia Rękodzieła, także działająca w formacie szkoleń online. Twórcy dowiadują się m.in., jak wykorzystywać media społecznościowe do sprzedaży własnych produktów, prowadzić sklep internetowy czy konto na Pintereście.

– Dotychczas wśród wielu artystów, zwłaszcza starszej daty, pokutował model tzw. Cepelii, czyli ktoś kupował od nich tanio, by sprzedać dalej bardzo drogo. Ja uczę twórców, jak dobrze wycenić swoją pracę i edukuję klientów, że rzeczy zrobione ręcznie muszą być droższe, bo ktoś włożył w nie kawał serca, umiejętności i doświadczenie – podkreśla Agnieszka Gaczkowska.

Swój biznes od początku finansuje wyłącznie z własnych pieniędzy. Oplotki prowadzi w ramach działalności gospodarczej, którą otworzyła w 2012 r., zakładając biuro architektoniczne. Aby obsługiwać warsztaty prowadzone bezpłatnie, utworzyła Stowarzyszenie Oplotki. Na bieżąco inwestuje wszystkie zarobione pieniądze w dalszy rozwój firmy. W planach ma otwarcie pracowni stacjonarnej w Poznaniu, w której po ustaniu pandemicznych ograniczeń znów będą się odbywały warsztaty stacjonarne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane