Rządowi bardzo zależy na tym, żeby Polacy więcej oszczędzali i robili to bardziej aktywnie, lokując aktywa na rynku kapitałowym. Dzięki temu na w Polsce zostać zbudowana pula aktywów zdolna do finansowania innowacyjnych inwestycji. Temu służy m.in. planowane obniżenie podatków dla osób oszczędzających na rynku.
Czyżby rzeczywistość wyprzedziła plany? Dane Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami pokazują, że w styczniu zanotowano absolutnie rekordowy napływ do funduszy zarządzanych przez Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI) – aż 8,6 miliarda złotych. Dla porównania średni miesięczny napływ w 2025 r. wynosił 4,3 mld zł, a w 2023 r. 3,5 mld zł. Większość z tych pieniędzy płynie do funduszy dłużnych, co pokazuje, że pomimo wielkiej hossy na giełdzie Polacy wciąż inwestują bardzo ostrożnie. Więc to też nie jest tak, że zaraz kapitał ten zacznie płynąć do innowacyjnych spółek. Ale jest to objaw zmian, które potencjalnie mogą być korzystne z punktu widzenia dostępności kapitału dla firm.
Te dane są ciekawe dlatego, że stanowią element szerszego obrazu. W Polsce ewidentnie wzrosła skłonność do oszczędzania i wygląda na to, że nie jest to wyłącznie zjawisko cykliczne.
Stopa oszczędzania gospodarstw domowych, która pokazuje, jakiej części dochodów do dyspozycji gospodarstwa nie przeznaczają na konsumpcję, przekroczyła w trzecim kwartale 2025 r. 10 proc. Jeżeli pominiemy okres pandemii, kiedy ludzie właściwie musieli oszczędzać, to ten poziom został osiągnięty pierwszy raz od 2003 r.
To zjawisko widać też w badaniach koniunktury konsumenckiej GUS. W styczniu odsetek osób, które deklarują, że zaoszczędzą wkrótce jakąś sumę pieniędzy, osiągnął 62,8 proc. To rekord.
Dlaczego Polacy są coraz bardziej skłonni do oszczędzania? I dlaczego lokują więcej pieniędzy na rynku kapitałowym? Część wyjaśnienia ma charakter makroekonomiczny, ale tylko część.
Ważnym powodem jest na pewno wysoki realny wzrost płac. Jest on wyższy niż wzrost PKB, co oznacza, że struktura dochodów w gospodarce przesuwa się w stronę pracowników. To daje im przestrzeń do oszczędzania.
Do tego dochodzi zmiana struktury wieku społeczeństwa. Najliczniejsze grupy wieku wkraczają w okres najwyższej stopy oszczędzania, czyli piątą dekadę swojego życia.
Nie bez znaczenia jest też zapewne wzrost realnej stopy procentowej, powyżej poziomu z ostatnich lat przed pandemią, a tym bardziej powyżej poziomu z okresu pandemii i kryzysu energetycznego. Wyższa stopa procentowa to większe bodźce do odkładania konsumpcji.
Ale czynniki makroekonomiczne to nie wszystko. Przyczyną podwyższonej skłonności do oszczędzania może być też większa niż w przeszłości obawa przed zmiennością gospodarczą i polityczną. Jesteśmy w końcu po największej od 100 lat pandemii i w czasie największej od 80 lat wojny w Europie. To może wpływać na zachowania oszczędnościowe obywateli. Ślady takiego strachu widać na przykład w niemieckich badaniach koniunktury konsumenckiej.
Mówiąc o rynku funduszy inwestycyjnych warto też pamiętać o jednej rzeczy: w polskich warunkach fundusze są sprzedawane, a nie kupowane. To znaczy, że głównym napędzającym sprzedaż jest aktywność banków pośredniczących w pozyskiwaniu klientów do funduszy. Przy dużej nadpłynności sektora bankowego i jednocześnie dążeniu do oparcia wyników w większym stopniu na prowizjach, banki mogą mieć większą skłonność do kierowania klientów z rachunków i lokat do funduszy.
Czy więc mamy jakiś prawdziwy i trwały przełom w aktywności oszczędnościowej Polaków? Możliwe, że tak, ale nie wszystko co pcha ich na rynek kapitałowy ma charakter czysto ekonomiczny.
