Choć Dow Jones i S&P500 kończyły czwartkową sesję rekordową wartością entuzjazm amerykańskich inwestorów lekko przygasł dzień po tym jak wywołał go szef Fed sygnalizując gotowość do cięcia stóp procentowych. Powodem były dane o inflacji bazowej w czerwcu, która okazała się wyższa niż oczekiwano, co lekko naruszyło przekonanie rynku o nadchodzącym luzowaniu polityki monetarnej. W drugiej części sesji kolejnym negatywnym impulsem były doniesienia o zaskakująco słabym popycie na obligacje 30-letnie USA. Zarówno dane o inflacji, jak i doniesienia z aukcji „trzydziestolatek” spowodowały wzrost rentowności obligacji USA. Taniały także złoto i ropa, które w środę wyraźnie drożały. W samej końcówce sesji ożywił się popyt, który spowodował, że średnia Dow Jones kończyła sesję dziennym maksimum, a S&P500 blisko niego. Na zamknięciu rosło 9 z 11 głównych segmentów S&P500. Największym popytem cieszyły się akcje spółek przemysłowych i finansowych (0,7 proc.). Najsłabiej na tle rynku wyglądały segmenty usług telekomunikacyjnych (-0,1 proc.) i nieruchomości (-1,2 proc.).

Na zamknięciu rosły kursy 56 proc. spółek z S&P500. Spośród 10 najmocniej drożejących aż 7 to spółki oferujące pakiety opieki medycznej. Boom wywołał rząd USA wycofując się z rozwiązań, które miały ograniczyć odnoszone przez nie korzyści z pośredniczenia z dostawcami leków i usług medycznych. Działający w tej samej branży UnitedHealth Group był najmocniej drożejącym (5,5 proc.) blue chipem ze średniej Dow Jones. W pierwszej trójce znalazły się jeszcze Goldman Sachs (2,6 proc.) i 3M Company (1,9 proc.). Trzy najmocniej taniejące blue chipy, to producenci leków: Johnson & Johnson (-0,8 proc.), Pfizer (-2,45 proc.) i Merck & Co. (-4,5 proc.), dla których zmiana planów administracji USA jest niekorzystna.