Trudno się spodziewać, żeby sytuacja na rynkach finansowych w najbliższych miesiącach zupełnie się uspokoiła, a kursy walut ograniczyły swoją zmienność. Trzymamy jednak cały czas nasze prognozy na koniec 2010 r., mówiące o tym, że złoty będzie się umacniał. Zakładamy w bazowym scenariuszu, że za euro będziemy za pół roku płacić 3,80 zł. Cena franka powinna więc spaść do 2,70-2,80 zł.

Wszystkie te prognozy oparte są jednak na założeniu, że w światowej gospodarce i na rynkach finansowych nie dochodzi do żadnej nieprzewidzianej „katastrofy”. Doświadczenie pokazuje jednak, że takich wydarzeń nie można wykluczać. Dodatkowym utrudnieniem w prognozach jest to, że trudno przewidzieć decyzje Narodowego Banku Szwajcarii (SNB). Na razie daje on sygnały inwestorom, że nie zamierza interweniować na rynku, żeby osłabiać franka. Sądzę jednak, że może zmienić swoje podejście, jeśli kurs EUR/CHF spadnie poniżej 1,30. Tak mocny frank byłby dotkliwy dla szwajcarskich eksporterów, dlatego możemy zobaczyć zwiększoną aktywność SNB.
Podobnym progiem dla polskich władz może być poziom 4,20 zł do euro (czyli około 3,25 zł za franka). Przy takim poziomie Ministerstwo Finansów może zacząć sprzedawać na rynku euro, celowo umacniając złotego.