Sejm proceduje projekty ustaw złożone we wrześniu przez kluby Lewicy i Polski 2050. Ich celem jest ograniczenie dostępności alkoholu, poprawa bezpieczeństwa oraz wprowadzenie całkowitego zakazu reklamy. Po pierwszym czytaniu 23 stycznia projekty zostały skierowane do Komisji Zdrowia.
Producenci wina zwracają uwagę, że są to rozbudowane i złożone propozycje zmian przepisów, które w znacznym stopniu uderzą w rozwijający się sektor. Wskazują m.in. na definicje promocji i reklamy, które w praktyce mogą ograniczyć możliwość publicznego mówienia o winie, zapraszania turystów do winnic, a także organizowania i promowania wydarzeń enokulturalnych.
Obawy branży budzą też zapisy dotyczące sprzedaży przez internet, która dla większości polskich małych producentów wina jest kluczowym kanałem dystrybucji.
— Turysta, który zachwycił się winem podczas wizyty w winnicy, musi mieć możliwość ponownego zakupu w sieci z dostawą pod wskazany adres. Tymczasem Polska pozostaje ostatnim z krajów Unii Europejskiej, w którym te kwestie nie zostały uregulowane. Nowe propozycje natomiast będą na tyle utrudniać zakupy online, że sprzedaż stanie się wyzwaniem — mówi Magdalena Zielińska, prezeska Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa.
PSL chce doprecyzować przepisy o sprzedaży
Obawy branży znalazły posłuch w PSL, które złożyło projekt zmian w przepisach dotyczących wychowania w trzeźwości. Partia deklaruje, że ich celem nie jest liberalizacja regulacji ani obniżanie standardów ochrony zdrowia publicznego, lecz uporządkowanie definicji i ograniczenie uznaniowości w interpretacji przepisów. Ma się to odnosić m.in. do sprzedaży win online.
— Widzimy konieczność zmiany przepisów i stworzenia polityki ograniczającej nieodpowiedzialne, nadmierne spożycie alkoholu. Potrzebna jest jednak racjonalna debata oparta na rzetelnych danych i przede wszystkim zauważająca różnorodność tego rynku — mówi Magdalena Zielińska.
Jej zdaniem enoturystyka i świadoma konsumpcja wina przyczyniają się do umacniania kultury stołu, promując umiarkowanie, a nie wzrost spożycia alkoholu.
Winiarstwo na zakręcie
Choć tradycje winiarskie na ziemiach polskich sięgają X wieku, praktycznie zanikły w XIX głównie w wyniku ochłodzenia klimatu. Na wielu terenach winorośl zastąpiły inne uprawy, takie jak chmiel czy buraki cukrowe. Renesans winiarstwa nastąpił dopiero w ostatnich latach. Z danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) wynika, że jeszcze dekadę temu w Polsce działało zaledwie kilkudziesięciu zarejestrowanych producentów wina, dwa lata temu było ich około 420, a obecnie już ponad 550. Ze względu na niewielką średnią powierzchnię winnic — około 1,5 ha — są to w przeważającej mierze przedsięwzięcia o charakterze butikowym prowadzone przez pasjonatów.
Dane KOWR pokazują także, że choć liczba producentów rośnie, to w roku winiarskim 2024/25 krajowe winnice wytworzyły 21,4 tys. hektolitrów wina, wyraźnie mniej niż rok wcześniej — w 2023/24 produkcja sięgnęła 28,7 tys. hektolitrów. W ujęciu rok do roku oznacza to spadek o około 25 proc. Struktura produkcji pokazuje dominację win białych — odpowiadały za około 67 proc. wolumenu, podczas gdy wina czerwone i różowe za około 33 proc.
Polskie wina, szczególnie białe i musujące, coraz częściej zdobywają medale w międzynarodowych konkursach. Winnice powstają w całym kraju, ale najmocniejsze regiony to województwa: lubuskie, małopolskie, dolnośląskie i podkarpackie.
Głównym problemem, z którym ostatnio się mierzymy, jest niezauważanie branży winiarskiej. Mamy poczucie, że staliśmy się ofiarą cudzych grzechów. Trwająca obecnie gorąca dyskusja o alkoholu i kolejnych zakazach budzi ogromne emocje, ale prawda jest taka, że to nie polscy producenci wina są źródłem problemu. Gdy mówimy o nadmiernym spożyciu alkoholu, myślimy raczej o tzw. małpkach, aferze alkotubek czy agresywnych promocjach piwa typu 6+6 gratis.
Dla nas — małych producentów wina gronowego — sprzedaż przez internet to kwestia być albo nie być. Naszych win nie znajdzie się w marketach wielkopowierzchniowych, bo to nie jest przestrzeń dla małych winiarzy. Nasz model opiera się na bezpośrednim kontakcie z klientem — ktoś przyjeżdża do winnicy, próbuje, porównuje, widzi różnicę i wraca po kolejne butelki już z domu, zamawiając je online, tymczasem w Polsce miałoby to być nielegalne.
Pochodzę z rodziny rolników, więc ziemia ma dla mnie największą wartość. Uprawa winorośli to według mnie inwestycja w przyszłość polskiego rolnictwa. Ze środków publicznych i prywatnych ulokowaliśmy sporo pieniędzy w wielopokoleniowy projekt, który daje pracę osobom z wiejskich wyludniających się terenów.
Dziś, patrząc na pojawiające się w Sejmie propozycje zmian przepisów, mam ogromne obawy o przyszłość naszego biznesu. Na sto butelek wina wypijanych w Polsce 98 pochodzi z zagranicy. Liczyliśmy, że odwrócimy ten trend.
Polskie winnice rozwijają się fenomenalnie, a renomowane zagraniczne media piszą o nich jako o wschodzącej gwieździe winiarstwa. Warto dostrzec nasz potencjał i dać szansę rodzinnym, naturalnym produktom, które wyrosły na naszej ziemi.
Potrzebujemy jasnych przepisów, które pozwolą nam na rozwój i odrodzenie pięknej tradycji polskiego winiarstwa. Projekt złożony w Sejmie przez PSL stanowi rozsądne rozwiązanie, które dostrzega specyfikę naszej branży i jest odpowiedzią na największe problemy. Bardzo liczę na to, że uzyska w Sejmie szerokie poparcie.
