Resort rozwoju chce lepszego prawa

Rząd zamierza zatrzymać legislacyjny ekspres i dać głos w tworzeniu prawa biznesowi. Eksperci kibicują, ale ostrzegają przed urzędniczym oporem

Od lat na szczycie listy barier prowadzenia biznesu nad Wisłą utrzymuje się niestabilność prawa i wywoływana przez nią niepewność gospodarcza. Obecna ekipa rządząca weszła w buty poprzedników i dobrej zmiany nie widać. Narzekają przedsiębiorcy, apelują eksperci, a politycy są głusi na argumenty. Jest szansa, że tym razem ich głos zostanie wysłuchany.

— Prowadzone są prace nad zestawem działań, które będą służyły poprawie jakości stanowionego prawa, zwiększeniu przejrzystości procesu legislacyjnego i stabilności otoczenia prawnego, a w rezultacie poprawie atrakcyjności inwestycyjnej Polski — informuje Mariusz Haładyj, wiceminister finansów w odpowiedzi na interpelację poselską, zapewniając, że główne założenia zostały roboczo skonsultowane z kancelarią premiera.

Biznes dostanie głos…

To będzie uzupełnienie dwóch sztandarowych inicjatyw, które mają usunąć kłody spod nóg przedsiębiorców — pakietu 100 zmian dla firm i Konstytucji biznesu.

Pomysł opiera się na trzech filarach. Po pierwsze — uchwalane przepisy mają być oparte na lepszych analizach. Dlatego wzmocniona zostanie ocena skutków regulacji (OSR), która towarzyszy rządowym projektom, a pomoże w tym niezależna rada ekspertów przy Ministerstwie Rozwoju (MR). Rozszerzony zostanie także obowiązek przygotowania OSR na projekty pozarządowe. Dzisiaj zmiany w przepisach, których wnioskodawcami są np. posłowie, nie mają takich wymagań, co — zdaniem ekspertów — obniża ich jakość.

Po drugie — resort rozwoju chce też dać większy wpływ na tworzenie prawa stronie społecznej. Dzisiaj jest to możliwew ramach konsultacji projektów, ale uwagi te często są pomijane. W MR powstanie więc panel przedsiębiorców, który ma włączyć biznes w legislację już na starcie prac nad projektami.

…i zwolnienie z obowiązków

Trzeci filar zmian to zrzucanie z barków przedsiębiorców obciążeń wynikających z obowiązków prawnych. Wicepremier Morawiecki obiecuje, że urzędnicy znów usiądą z biznesem do stołu i przejrzą przepisy pod kątem ich zasadności. Przy pl. Trzech Krzyży dojrzewają również do zasady „jeden za jeden” (one in, one out) — wprowadzanie nowych obowiązków dla firm będzie możliwe przy jednoczesnym ograniczaniu innych. Podobne rozwiązanie funkcjonuje w Wielkiej Brytanii, ale tam politycy poszli krok dalej i hołdują zasadzie „one- -in, two-out”. Jeśli na Wyspach pojawia się nowy przepis, który rodzi koszty dla firm, to urzędnicy są zobowiązani do usunięcia lub zmiany przepisów w taki sposób, aby za 1 funta kosztów biznes zyskał 2 funty oszczędności.

MR zapewnia też, że nie będzie zaskakiwało przedsiębiorców zmianami w przepisach gospodarczych i uszanuje zasadę dwóch terminów w roku dla nowych regulacji oraz 30-dniowego vacatio legis. Administracja natomiast będzie musiała poddawać się badaniu legislometrem — narzędziem monitoringu jakości tworzenia prawa.

Biegunka legislacyjna

Chociaż inicjatywa Mateusza Morawieckiego odpowiada na powtarzane od lat apele, to wicepremier także ma swoje za uszami. Kilka miesięcy temu falę krytyki wywołał pomysł zmian w opodatkowaniu funduszy inwestycyjnych. Zdaniem ekspertów, projekt był bublem prawnym, a sposób prac nad nim w parlamencie był fatalny. Zmiany przygotował fiskus, ale chciał przepchnąć ustawę w ekspresowym tempie, więc projekt poszedł trybem poselskim. W obecnej kadencji parlamentu ten sposób prac nad przepisami staje się coraz powszechniejszy. Kolejny przykład to podwyżka kwoty wolnej w PIT, która nagle trafiła do projektu opodatkowania TFI. Proces legislacyjny zakończony podpisem prezydenta trwał zaledwie 24 godziny. — Jakość stanowienia prawa w Polsce jest zbyt niska, a skala nadprodukcji nowych przepisów wyrwała się spod kontroli. Nie ma złudzeń — prawo często tworzone jest w biegu, bez dochowania należytej staranności. To odbija się na jakości przepisów i ogromnie doskwiera polskim firmom, hamując rozwój gospodarki — mówi Przemysław Polaczek, partner zarządzający w Grant Thorntonie, który od kilku lat publikuje raporty ukazujące skalę problemu. Niedawno krytykę zmian w podatkach przeprowadziło Biuro Analiz Sejmowych (BAS). Jego eksperci przypominają, że w poprzedniej kadencji Sejmu biuro sporządziło jedynie 18 opinii do 11 projektów ustaw, oceniając niespełna 13 proc. wszystkich zmian w podatkach. Marginalizacja ekspertów sejmowych postępuje, a w obecnej kadencji jest jeszcze gorzej. Tylko do połowy 2016 r. do laski marszałkowskiej skierowano 22 projekty ustaw podatkowych, a BAS ani razu nie zostało poproszone o ich ocenę. Biuro często negatywnie oceniało projekty, wytykając ich braki merytoryczne i prawne, a posłowie wyrzucali opinie do kosza podczas prac w komisjach.

Test silnej woli

Ekspert Grant Thorntona kibicuje inicjatywie MR, podkreślając, że cały system tworzenia prawa trawi choroba. — Z roku na rok produkujemy coraz więcej prawa, niezależnie od tego, jaka partia jest u władzy albo w jakiej fazie koniunktury znajduje się gospodarka. Inicjatywa może się zderzyć z urzędniczym murem, a ministrom często brakuje sił, żeby go skruszyć — podkreśla Przemysław Polaczek. Zdaniem Piotra Wołejki, eksperta Pracodawców RP, testem dla Mateusza Morawieckiego w starciu z biurokratyczną machiną będzie zaplanowana na środę konferencja uzgodnieniowa Konstytucji biznesu. Dwa lata temu przy podobnym dokumencie urzędniczy opór okazał się silniejszy, a tym razem przedsiębiorcy mają mnóstwo uwag, do których będą chcieli przekonać wicepremiera.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Resort rozwoju chce lepszego prawa