Pod znakiem zapytania może stanąć pierwszy reformatorski projekt Janusza Piechocińskiego, ministra gospodarki. Tzw. reguła dwóch terminów w trakcie uzgodnień międzyresortowych została uznana za nieskuteczną i grożącą chaosem prawnym. Najcięższe działa przeciwko pomysłowi ministra wytoczyły resorty finansów, sprawiedliwości oraz prawnicy Rządowego Centrum Legislacji (RCL).



Na podatki nie zadziała
Janusz Piechociński został ministrem gospodarki 6 grudnia 2012 r., zastępując Waldemara Pawlaka. Jedną z pierwszych jego inicjatyw było rzucenie rękawicy tzw. inflacji prawa (nadmiar ustaw), czyli zaskakiwaniu przedsiębiorców ciągłymi zmianami. Zaproponował, by wszelkie regulacje dotyczące działalności gospodarczej mogły wchodzić w życie tylko dwa razy w roku (1 stycznia lub 1 czerwca). Jego pomysł został entuzjastycznie przyjęty przez organizacje przedsiębiorców, zaoponowały jednak inne resorty.
— Tego rodzaju zobowiązanie, wpisane do ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, nie miałoby w praktyce żadnej mocy ograniczającej swobodę parlamentu w stanowieniuprawa — uważa Jacek Dominik, wiceminister finansów.
Jego zdaniem, zasada „dwóch terminów” komplikowałaby tylko stan prawny i nie ma sensu jej wpisywać do ustawy.
— Wiele regulacji prawnych zawartych na przykład w przepisach prawa podatkowego, o ubezpieczeniach społecznych czy prawie pracy, jest adresowanych do różnych podmiotów, nie tylko do przedsiębiorców. W tego rodzaju aktach prawnych nie da się dokonać jasnego i wyraźnego podziału i wyodrębnić przepisy mające wpływ tylko na działalność gospodarczą — podkreśla wiceminister. Wskazuje, że np. specyfiką akcyzy jest konieczność wprowadzania w różnych terminach przepisów o charakterze technicznym, a dynamiczne zmiany w gospodarce często wymagają niezwłocznego unormowania na gruncie podatku VAT.
Nie norma, lecz standard
Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości, podkreśla, że zasada „dwóch terminów” nie odniesie skutku, gdyż za jej łamanie nie grozi żadna sankcja.
— Projektowana zasada powinna być wprowadzona, jeśli nie do samej konstytucji, to do ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych — uważa Michał Królikowski. Jego zdaniem, formuła „przepisy mające wpływ na podejmowanie i wykonywanie działalności gospodarczej” jest tak ogólna, że może się w niej mieścić wszystko.
— Na przykład każda zmiana w ustroju sądownictwa czy procedur, ponieważ sprawnedziałanie sądów niewątpliwie rzutuje na prowadzenie działalności gospodarczej. Nie wiadomo więc, jakich projektów miałaby dotyczyć proponowana reguła „dwóch terminów” — twierdzi wiceminister. Jacek Krawczyk, wiceprezes RCL, również uważa, iż propozycja ministra gospodarki rodzi wątpliwości co do skuteczności, ale także spójności z konstytucją.
— Ustawa o swobodzie działalności gospodarczej nie ma charakteru nadrzędnego w stosunku do innych ustaw. Zasadne jest więc rozważenie wprowadzenia projektowanej zasady nie jako normy prawnej, lecz jako pewnego standardu tworzenia prawa w ramach zaleceń czy wytycznych — uważa Jacek Krawczyk. Ministerstwo Gospodarki odpowiedziało nam, że na obecnym etapie nie rezygnuje z wprowadzenia zasady „dwóch terminów”. Konkretne decyzje mają być podjęte na początku marca.