Restrukturyzacja do pilnej poprawki

Upadłości: Sprawdziły się obawy ekspertów. W sądach upadłościowych przeciągają się sprawy firm i konsumentów. A proponowano, aby te ostatnie trafiały do innych jednostek wymiaru sprawiedliwości

Niedługo miną dwa lata od momentu wejścia w życie prawa restrukturyzacyjnego i znowelizowanego prawa upadłościowego. Już w kwietniu sygnalizowaliśmy, że nowe przepisy nie działają tak, jak tego oczekiwano. Teraz widać, że wady są poważne i — co gorsza — wciąż nie ma realnych perspektyw na ich usunięcie.

MIAŁ BYĆ REJESTR, A NIE MA:
Zobacz więcej

MIAŁ BYĆ REJESTR, A NIE MA:

— Nowe prawo restrukturyzacyjne i upadłościowe zostało napisane z założeniem obrotu elektronicznego. Jednak na razie nie tylko nie powstał Centralny Rejestr Restrukturyzacji i Upadłości, ale nawet nie ma na to realnych perspektyw — mówi Piotr Zimmerman, doradca restrukturyzacyjny w Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja, radca prawny w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy Marek Wiśniewski

Niewydolne sądy

Jednym z największych problemów jest fakt, że bankructwami konsumentów zajmują się sądy upadłościowe, co mocno ogranicza ich efektywność. — Nie posłuchano głosów ekspertów, którzy od początku przekonywali, że upadłość konsumencką trzeba umieścić w innych sądach. Nie ma konieczności, żeby to robiły sądy upadłościowe, które nie nadają się do tego — mówi Piotr Zimmerman, doradca restrukturyzacyjny w Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja, radca prawny w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

Jego zdaniem, gdyby to zadanie zostało powierzone sądom cywilnym, to w samej Warszawie, zamiast koncentrować wnioski w jednej placówce na Czerniakowskiej, byłyby one równo rozłożone między wszystkie sądy dzielnicowe. W skali całej Polski efekt rozproszenia byłby jeszcze większy. Dzięki temu każdy pojedynczy wydział nie zetknąłby się nagle z kilkoma tysiącami wniosków, tylko miałby ich kilkadziesiąt. W efekcie obłożenie sędziów byłoby nieznacznie większe — każdy miałby dodatkowo średnio kilka spraw tego typu do prowadzenia. Natomiast obecnie mocno wzrosło obciążenie sądów upadłościowych. Dlatego przeciąga się nie tylko oddłużanie konsumentów, ale również postępowania restrukturyzacyjne przedsiębiorstw.

— Sędziowie komisarze mają do rozpatrzenia po 80-100 spraw, a pracując osiem godzin dziennie, są w stanie rzetelnie prowadzić ich około 25. To automatycznie powoduje niemożność dotrzymania ustawowych terminów. Dlatego na przykład przyspieszone postępowania układowe, zamiast trwać około kwartału, ciągną się przez ponad rok. A przepisy nie są do takich scenariuszy przystosowane — podkreśla Piotr Zimmerman. Nowe prawo daje także pewne pole do popisu dla dłużników, działających w złej wierze. Zdarza się, że wykorzystują oni restrukturyzację nie w celu uzyskania porozumienia z wierzycielami, ale żeby zawiesić prowadzone przez nich postępowania egzekucyjne czy zabezpieczające. Dłużnik może też odsunąć w czasie swoje bankructwo.

— Zgłoszenie wniosku o sanację, nierzadko wsparte postanowieniem o udzieleniu zabezpieczenia, może skutecznie spowolnić działania podjęte przez wierzycieli w celu ogłoszenia upadłości likwidacyjnej dłużnika i negatywnie wpłynąć na możliwość realnego zaspokojenia wierzycieli w przyszłości — mówi Konrad Orlik, adwokat, partner i szef praktyki postępowań sądowych w kancelarii Kochański, Zięba i Partnerzy.

Brak perspektyw

Kolejnym problemem jest to, że wciąż nie ma Centralnego Rejestru Restrukturyzacji i Upadłości, obsługującego sąd i kontakt ze wszystkimi stronami postępowania restrukturyzacyjnego.Co gorsza, nie widać też żadnych perspektyw na jego utworzenie.

— Zgodnie z przepisami rejestr miał zacząć działać najpóźniej do 1 lutego 2018 r. Tymczasem zostały dwa miesiące i nie ma najmniejszych szans, że on powstanie. Do tej pory nie tylko nie wybrano wykonawcy odpowiedniego systemu, ale nawet nie opracowano specyfikacji istotnych warunków zamówienia publicznego, co umożliwiałoby przygotowanie przetargu na jego sporządzenie. Nawet najsprawniejsze firmy informatyczne potrzebują minimum pół roku na pierwsze testowe wdrożenie i co najmniej roku, żeby to mogło na pełnych obrotach zadziałać — tłumaczy Piotr Zimmerman. Według niego, trudno rozmawiać o wynikach ustawy, która została napisana z założeniem obrotu elektronicznego, podczas kiedy wciąż wszystko odbywa się papierowo.

— Nadal stosowane są przejściowe rozwiązania, czyli posługujemy się obwieszczeniami w monitorze sądowym i gospodarczym oraz korespondencją papierową. Ale to nie może w ten sposób działać w nieskończoność. Ustawa jest możliwa do zastosowania w pełni wyłącznie z rejestrem — mówi Piotr Zimmerman. Założenie było takie, że syndyk zamieści spis wierzytelności w rejestrze i od tego momentu rozpoczyna się okres na wniesienie sprzeciwów, wynoszący 14 dni. Obecnie trzeba wziąć zaliczkę, złożyć zamówienie i oczekiwać na wydrukowanie odpowiedniej informacji w monitorze. Dopiero potem zaczyna bieg wspomniany dwutygodniowy termin. To znacznie wydłuża cały proces.

Banki uciekają w panice

Dużym ograniczeniem okazała się także kwestia finansowania podmiotów w restrukturyzacji. — Bardzo trudno jest pozyskać pieniądze na postępowania restrukturyzacyjne. Brak funduszy na bieżącą działalność to standardowa przyczyna umorzenia postępowania sanacyjnego — przyznaje Anna Pukszto, radca prawny w kancelarii Dentons i prezes Stowarzyszenia Praktyków Restrukturyzacji. — Nie sprawdziło się dość optymistyczne założenie, że znajdą się podmioty chętne do finansowania firm będących

w procesie sanacji. Banki nie chcą nawet utrzymywać linii kredytowych, nie wspominając o udzielaniu nowych. Większości instytucji finansowych towarzyszy panika na samo hasło „sanacja”. W przypadku każdego postępowania sanacyjnego, które prowadzimy, mieliśmy do czynienia z ucieczką finansujących z pieniędzmi oraz odmową jakiejkolwiek nowej pożyczki — mówi Piotr Zimmerman.

A bez pieniędzy trudno o powodzenie sanacji. — Wyobraźmy sobie, że mamy światowej klasy konia wyścigowego i chcemy, żeby wygrał dla nas ważną gonitwę, dzięki której odzyskamy swoje wierzytelności. Wiemy, że koń ma potencjał i jeżeli on wygra, to my także zwyciężymy. Niestety, nie inwestując pieniędzy ani nawet nie wystawiając go w wyścigach, przekreślamy jakiekolwiek szanse na sukces. Dodatkowe finansowanie przedsiębiorstwa w kryzysie obarczone jest znacznym ryzykiem, ale właśnie dlatego pożyczki i kredyty udzielane w toku postępowania restrukturyzacyjnego są uprzywilejowane przez zapisy prawa — tłumaczy Małgorzata Anisimowicz, prezes PMR Restrukturyzacje. Ta kwestia niewątpliwie wymaga dyskusji. Nie tylko z udziałem prawników czy doradców restrukturyzacyjnych, ale przede wszystkim instytucji finansowych.

— Dobrze byłoby utworzyć fundusz na przykład przy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, który udzielałby pożyczek na przeprowadzenie postępowania restrukturyzacyjnego zabezpieczonych przez wspólników, akcjonariuszy lub właścicieli restrukturyzowanej spółki. Powinny one być sprawnie udzielane i oprocentowane na poziomie np. 75 proc. odsetek ustawowych. Z czasem pojawią się prywatne firmy, które zaproponują podobne wsparcie — uważa Andrzej Głowacki, prezes DGA.

Akcja informacyjna

Trzeba jednak pamiętać, że nikt nie liczył na szybki, spektakularny sukces ustawy

restrukturyzacyjnej. Zmiany są daleko idące i cały rynek potrzebuje czasu, żeby się z nimi oswoić. — Mamy do czynienia z nowymi narzędziami, których wielu uczestników postępowań restrukturyzacyjnych jeszcze nie zna. Te przepisy dopiero zaczynają żyć — mówi Małgorzata Anisimimowicz. Zabrakło też jednak odpowiedniej edukacji już na etapie tworzenia prawa.

— We wszystkich cywilizowanych krajach wprowadzenie tak daleko idącej zmiany musi towarzyszyć masowa, kierowana przez państwo akcja informacyjna. To powinny być serie szkoleń pokazujących firmom konkretne rozwiązania, jakie instrumenty mamy do dyspozycji, oraz uczących, w jaki sposób rozpoznać stan zagrożenia powodujący konieczność złożenia wniosku o upadłość bądź restrukturyzację — mówi Piotr Zimmerman. Do sukcesów nowego prawa można zaliczyć to, że zmienia się postrzeganie przedsiębiorcy w kryzysie jako upadłego dłużnika.

— Stygmatyzacja nie jest już tak silna. Kontrahenci, z którymi pracuje przedsiębiorca, coraz częściej rozumieją przejściową trudną sytuację, kontynuując dalszą współpracę, co można traktować jako dobry znak. W starych postępowaniach upadłościowych w trybie układowym przedsiębiorca często miał po prostu problem z zakupem towaru. Teraz to się zmienia — zwraca uwagę Małgorzata Anisimowicz.

— Generalnie nowe prawo zwiększyło szanse firm w kryzysie na przetrwanie. Popularność przyspieszonego postępowania układowego, którego dotyczy 80 proc. składanych wniosków, pokazuje, że przedsiębiorcom nie zależy na fikcyjnej ochronie przed wierzycielami, tylko na tym, żeby szybko i sprawnie ich zapytać, czy zgadzają się na układ. Ustawodawca powinien zrobić wszystko, żeby to życzenie spełnić. Na razie się nie udaje, bo przyspieszone postępowania wcale nie są szybkie — mówi Piotr Zimmerman.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Restrukturyzacja do pilnej poprawki