Czytasz dzięki

Restrukturyzacja wreszcie finiszuje

opublikowano: 27-09-2020, 22:00

Podpisanie w sobotę kolejnej umowy koalicyjnej przez Prawo i Sprawiedliwość (PiS) oraz obie przystawki: Solidarną Polskę (SP) i Porozumienie jeszcze nie zakończyło rozwleczonej rekonstrukcji rządu.

Kiepska telenowela trwa, chociaż wreszcie finiszuje. Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin gorzko przełknęli ograniczenie do jedynie ich samych udziału obu kanap w zmniejszanym rządzie. Otarli łzy otrzymaniem dla swoich zauszników po jednym stanowisku sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, która traktowana jest przez wszystkie ekipy III RP jako polityczny przytułek o nieograniczonych rozmiarach. Ostateczny kształt zmniejszonego rządu dopnie samo PiS. Nowi ministrowie powołani zostaną być może w środę 30 września, jako że czwartek i piątek premier Mateusz Morawiecki spędza na szczycie w Brukseli. Notabene również 30 września musi wpłynąć do Sejmu projekt budżetu na 2021 r., przygotowywany w dotychczasowym układzie ministerstw. Być może zostanie przyjęty przez Radę Ministrów już radykalnie personalnie zmienioną, bo formalnie to ten sam organ.

Pełna wersja nowej umowy,
podobnie jak poprzedniej, została utajniona.
Zobacz więcej

Pełna wersja nowej umowy, podobnie jak poprzedniej, została utajniona. Mateusz Włodarczyk - Forum

Słowo „kolejnej” w pierwszym zdaniu tekstu przypomina, że na początku kadencji umowa koalicyjna już została zawarta. Dokładnie 28 listopada 2019 r., gdy Jarosław Kaczyński musiał się pogodzić z fatalną dla niego sytuacją, że w zwycięskim 235-osobowym klubie poselskim PiS aż 19 foteli zajęła ekipa Zbigniewa Ziobry, zaś 18 obsadził Jarosław Gowin. Notabene obie przystawki wprowadziły także po 2 senatorów. Chichotem historii jest okoliczność, że 99 proc. głosujących na reprezentantów SP i Porozumienia wybierało oczywiście… PiS, bo tak się nazywała lista, zaś rozpoznawalność obu kanap jest zerowa. Wyniki tak się jednak ułożyły, że przystawki zdobyły nadspodziewanie dużo mandatów i każda mogłaby nawet utworzyć samodzielny klub. Całe starcie, którego istotą przecież wcale nie stało się głosowanie w sprawie ustawy zwierzęcej, było więc zupełnie niepojęte dla skołowanego elektoratu PiS. Zaklajstrowanie pęknięcia sobotnią umową uznał on z ulgą za wyprowadzenie kozy, która najpierw została bezmyślnie wprowadzona.

Sygnatariusze umowy oczywiście akcentują kontynuację programu. Najbardziej zdumiewa powołanie jakiejś rady koordynującej wnoszone projekty ustaw. Wynika z tego, że dotychczas forsowane były przez rząd i klub jakby odrębne projekty autorstwa PiS, SP lub Porozumienia, które nie wszyscy akceptowali. To samoocena zdumiewająca, przecież np. ośmieszająca Polskę w świecie w 2018 r. nowelizacja ustawy o IPN, z której tzw. dobra zmiana szybko się wycofała, rzeczywiście przepchnięta została przez Zbigniewa Ziobrę, ale jako ministra sprawiedliwości, a nie lidera SP, po przyjęciu fatalnego projektu przez cały rząd. Tak naprawdę najważniejszym wątkiem sobotniej umowy jest wywalczenie przez przystawki obecności na listach PiS już w kolejnych wyborach w 2023 r., gdy planowo odbędą się parlamentarne i samorządowe. Klasa polityczna myśli bowiem bez przerwy i głównie o stołkach, czego najświeższym potwierdzeniem jest postawa Jadwigi Emilewicz. Wicepremier i minister rozwoju nie zmieściła się w nowym rozdaniu rządowym pod szyldem Porozumienia, z czym nie może się pogodzić. Dlatego bez mrugnięcia oka porzuciła Jarosława Gowina, któremu od pięciu lat zawdzięcza absolutnie wszystko, i zgłosiła się na służbę do możniejszego Jarosława Kaczyńskiego. Czy najwyższy pan jakoś zagospodaruje nowy nabytek w zrestrukturyzowanym rządzie — rozstrzygnie się lada dzień.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane