Apator Metrix na rynku aparatury pomiarowej działa od 60 lat. Oferuje gazomierze miechowe domowe i przemysłowe oraz systemy zdalnego odczytu. W odróżnieniu od zdecydowanej większości przedsiębiorstw montujących tego typu urządzenia ten tczewski zakład niemal wszystkie elementy swoich produktów wytwarza sam. Aby podnieść jakość i wydajność, kupił robota firmy Factory Automatic Numerical Control (FANUC).
— Zainwestowaliśmy w maszynę, która osiąga dokładność i szybkość niedostępne dla człowieka, a w dodatku utrzymuje je na stałym poziomie niezależnie od pory dnia, pogody i nastroju — podkreśla Ryszard Lippke, dyrektor wykonawczy i członek zarządu firmy Apator Metrix.
— Robot nie wymaga wypłacania pensji, ponoszenia kosztów okołopłacowych, nie potrzebuje przerw w pracy. Poza tym: dzięki temu, że jest bardzo precyzyjny, przedsiębiorstwo oszczędza, np. na kosztach materiałów i unika ryzyka reklamacji — wymienia Konrad Grohs, prezes spółki FANUC Polska.
Jeden za sześciu
Zainstalowane w fabryce Apatora urządzenie jest częścią linii produkcyjnej wykonanej na zamówienie przez krakowski oddział międzynarodowej firmy Teamtechnik, która specjalizuje się w automatyzacji procesów w zakładach produkcyjnych. Robot montuje membrany w korpusie baterii gazomierzy.
— Proszę sobie wyobrazić gumowany materiał wielkości dłoni z około 20 małymi otworkami o średnicy 3 mm na obwodzie, który jest nakładany na 20 wystających trzpieni w drugim elemencie — raz z jednej, a raz z drugiej strony. Prawidłowe wykonanie tej operacji wymagałoby od człowieka niezwykłych zdolności manualnych — opisuje dyrektor Lippke.
Dzięki zautomatyzowaniu tej czynności wydajność całego procesu wzrosła o 100 proc., a zakład mógł aż sześć osób skierować do innych zadań. Bo robotyzacja w przypadku Apatora nie wiązała się z redukcją personelu. Przeciwnie: nowa technologia wymaga zatrudniania pracowników o wysokich umiejętnościach technicznych. Część pozyskano w zakładzie, wykorzystując fundusze na przekwalifikowanie kadr, a część w rekrutacji zewnętrznej. Ryszard Lippke zapewnia, że pracownicy szybko oswoili się z widokiem robota zakładającego membrany i z pozostałymi automatami.
— To normalne, że zazwyczaj ludzie obawiają się nowości i zaawansowanych technologii. Każdy kolejny projekt automatyzacji będzie zapewne wywoływał coraz mniej wątpliwości i lęków. Szczególnie że dotąd żadna nowa maszyna nie zabrała nikomu źródła zarobkowania, a udało się nam zwiększyć liczbę produkowanych wyrobów — mówi dyrektor Lippke.
Robota zainstalowała także firma Oticon, producent aparatów słuchowych. Urządzenie o nazwie UR5 Universal Robots wspiera pracowników polskiej i duńskiej fabryki tej międzynarodowej spółki. Maszyna sprawdza się przy wytwarzaniu małych serii i obsłudze mikroskopijnych elementów. A przy tym — jak zapewnia użytkownik — jest ekonomiczna (niskie zużycie energii) i łatwa w obsłudze (możliwość szybkiego przeprogramowania), w dodatku niezbyt droga (inwestycja zwróciła się w kilka miesięcy).
— Części aparatów słuchowych są milimetrowej wielkości i stają się coraz mniejsze. Szukaliśmy sposobu na ich wyciąganie z formy. Ręcznie byłoby to niemożliwe. Znaleźliśmy rozwiązanie w postaci sześcioosiowego automatu duńskiej firmy Universal Robots — tłumaczy Arne Oddershede, szef grupy w dziale utrzymania w Oticonie Niestety, tak otwartych na automatyzację firm jak Apator Metrix i Oticon nie jest w Polsce za wiele.
Wciąż jesteśmy jednym z najmniej zrobotyzowanych rynków w Europie — wynika z najnowszego raportu International Federation of Robotics, opracowanego na podstawie danych z 45 krajów świata.
Świat nas przegonił
W polskich przedsiębiorstwach — według GUS — działa niespełna 6,6 tys. robotów przemysłowych, co sprawia, że odstajemy nie tylko od potęg w tej dziedzinie — Japonii, Korei Południowej czy Niemiec, ale również od południowych sąsiadów. W Czechach i na Słowacji liczba takich maszyn przypadająca na 10 tys. pracowników przemysłu jest niemal czterokrotnie wyższa niż w Polsce.
— Najczęściej polskie firmy obawiają się ceny robota.
Tymczasem kosztuje on mniej więcej tyle, co dobrej klasy auto. A to przecież robot, nie samochód, zwiększy wydajność produkcji i w efekcie zwiększy zyski przedsiębiorstwa — komentuje prezes Konrad Grohs. Dodaje, że taka inwestycja zwraca się — średnio — w czasie od kilku miesięcy do dwóch lat (zależnie od branży, zastosowania maszyny i stopnia jej wykorzystania). Najwidoczniej polski biznes jeszcze o tym nie wie.
Tam człowieka wspiera maszyna
Najbardziej zautomatyzowane sektory polskiej gospodarki: przemysł metalowy, przemysł motoryzacyjny, przemysł tworzyw sztucznych i gumy, przemysł spożywczy, produkcja maszyn i urządzeń, produkcja wyrobów z mineralnych tworzyw niemetalicznych, wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę, produkcja komputerów, urządzeń elektronicznych i optycznych.
Źródło: GUS
