Rokitę potraktuj jak dojną krowę

Kamil ZatońskiKamil Zatoński
opublikowano: 2014-05-14 00:00

Chemiczna spółka z Brzegu Dolnego może przykuć uwagę inwestorów polityką dywidendową.

Dopiero 5 czerwca ruszą zapisy na akcje PCC Rokita w transzy inwestorów indywidualnych, czasu na zastanowienie się będzie więc sporo, a i koniunktura w segmencie małych i średnich spółek do tego czasu być może się poprawi. PCC Rokita znana jest już dobrze tym inwestorom, którzy chętnie kupują obligacje korporacyjne. Na Catalyst notowanych jest kilka serii, a oprocentowanie kolejnych spadało odwrotnie proporcjonalnie do wzrostu zaufania do firmy. Spółka, która specjalizuje się w produkcji wyrobów, wykorzystywanych m.in. w przemyśle tworzyw sztucznych i chemii przemysłowej, celuje w 57 mln zł, a w ofercie znajdą się nie tylko akcje nowej emisji, ale też sprzedawane przez dotychczasowego akcjonariusza — PCC Spółki Europejskiej (jej właścicielem jest Waldemar Preussner).

W sumie maksymalna wartość IPO to 107 mln zł. Drobni gracze mogą mieć 15-procentowy udział w puli. Również 15 proc. wynosić będzie udział wszystkich nowych inwestorów w kapitale, jeśli cała oferta zostanie uplasowana.

Cena maksymalna została ustalona na 36 zł, co oznacza, że negocjacje co do wyceny rozpoczną się z pułapu nieco ponad 700 mln zł. Zarząd nie podaje prognoz wyników na 2014 r. (po I kwartale zysk netto to 14,4 mln zł), dlatego wycenę można odnosić tylko do wartości historycznych. Zysk netto w 2013 r. wyniósł 58,3 mln zł (wskaźnik cena do zysku to 12), a cena do wartości księgowej przed podniesieniem kapitału to nieco ponad 0,5. Wskaźniki są więc zachęcające, ale to, co stanowić może największy wabik, to polityka dywidendowa, która zakłada wypłatę akcjonariuszom całości zysków. Gdyby spółce udało się w tym roku powtórzyć wynik z 2013 r., stopa dywidendy brutto przekroczyłaby 8 proc. To dwukrotność giełdowej średniej. W ostatnich latach powtarzalne zyski firmy rosły w umiarkowanym tempie, stabilne były również przychody, więc spółka nie powinna być traktowana jako wzrostowa, ale tzw. dojna krowa, z której akcji stopa zwrotu uzależniona będzie w dużej mierze od wielkości dywidendy. Co ważne, inwestorzy nie mają co liczyć na sięganie po pokłady gotówki, zgromadzone w latach poprzednich — przed debiutem spółka wypłaciła jedynemu akcjonariuszowi wszystkie „zaskórniaki”.

OKIEM EKSPERTA
Dobra praca przyniosła owoce


EMIL SZWEDA
Obligacje.pl

Siłą Rokity jest, po pierwsze, kondycja finansowa, bardzo dobra na tle wielu podmiotów notowanych na Catalyst. Firma ma niski poziom zadłużenia względem kapitału własnego oraz rentowność, która nie wzbudza wątpliwości, jeśli chodzi o zdolność do obsługi zadłużenia i jego terminowej spłaty. Inwestorzy detaliczni szukają w obligacjach przede wszystkim bezpieczeństwa, dopiero na drugim miejscu jest wysokość oprocentowania, dlatego emisje Rokity trafiły w potrzeby tej grupy nabywców obligacji. Po drugie trafiona okazała się strategia budowania grupy inwestorów detalicznych i ich własnej bazy. Po trzecie, do niedawna był to jedyny podmiot, który oferował obligacje o stałym oprocentowaniu w prospektowych emisjach publicznych. Pierwsze emisje oprocentowane były na 9 proc. w skali roku, co wzbudzało zainteresowanie, ostatnią Rokita uplasowała z oprocentowaniem na poziomie 5,5 proc., wykorzystując spadek WIBOR i niskie oprocentowanie lokat bankowych oraz konsumując efekty wcześniejszej pracy związanej z budową bazy lojalnych inwestorów detalicznych.