Rosja nie osłabi giełdy

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 07-02-2007, 00:00

Konsekwencje embarga

Polskie spółki publiczne

nie są uzależnione od sąsiada

Groźba polsko-rosyjskiej wojny handlowej nie zrobiła wielkiego wrażenia na inwestorach giełdowych (patrz tekst poniżej). Ryzyko związane z kaprysami naszego wielkiego sąsiada jest już wkalkulowane w wyceny spółek. Skutecznie równoważy je potencjał tkwiący w wymianie handlowej z Rosją. Ewentualne ograniczenia eksportowe nie są w stanie go zmniejszyć. Tym bardziej że nasze spółki giełdowe szybko nauczyły się, jak funkcjonować w niepewnych warunkach rynkowych. Eksporterzy przetrwali okres wzmacniającego się złotego, przetrwają i obecną burzę. Będzie im tym łatwiej, że wielu przeniosło lub przenosi produkcję za naszą wschodnią granicę. Rosyjskie restrykcje tylko przyspieszą ten proces.

Od lat panuje opinia, że polskie spółki nie do końca wykorzystują potencjał tkwiący w wymianie handlowej z Rosją. Teraz może się to okazać dla nich zbawienne. Producenci i dystrybutorzy z GPW są wprawdzie obecni na rosyjskim rynku, ale w przychodach większości eksport w tamtym kierunku nie przekracza kilkunastu procent. Ewentualne restrykcje nie dosięgną firm, które mają zakłady produkcyjne w Rosji, takich jak Grajewo czy Forte. Wkrótce dołączą do nich m.in. Barlinek, Amica i Bioton. Plany budowy zakładu w Rosji przedstawił też Groclin. Firma Zbigniewa Drzymały stawia jednak głównie na Ukrainę. Ten kierunek preferują zresztą strategie większości spółek giełdowych myślących o wschodniej ekspansji (obok wcześniej wymienionych, także Cersanit, Lentex i Plast-Box). Kłopoty z ograniczeniami eksportowymi mogą ominąć także firmy, które wybrały kierunek białoruski (Mispol, Śnieżka). Odważne decyzje o inwestycjach na Wschodzie, u podstaw których leżały głównie względy kosztowe, teraz mogą się opłacić. Chyba, że tarcia na linii Warszawa — Moskwa wywołają bojkot polskich produktów na rosyjskim rynku.

Interesy na Wschodzie nigdy nie należały do łatwych. Przekonał się o tym m.in. Getin, który ciągle nie zdołał przejąć banku w Rosji, a zyski leasingowego Carcade są śladowe. Bioton musiał długo czekać na rejestrację swojej insuliny. Megapack, mający być sztandarową inwestycją Hoopa, przynosi straty. Mostostal Export, który podpisał w Rosji wielomilionowe kontrakty, ciągle na nich nie zarabia, choć marże w deweloperce przekraczają tam podobno 50 proc. Zobaczymy, co wyjdzie z rosyjskich planów Polnordu (buduje biurowiec i myśli o kompleksie mieszkalno-biurowym) i Elektrobudowy (ma pakiet kontrolny w spółce Kruelta). Ekspansję przewiduje też Artman, a za nim pójdą inni dystrybutorzy odzieży.

Otwarte pozostaje pytanie, jak ewentualna wojna handlowa zostanie odebrana przez zagranicznych inwestorów. W konfrontacji z wielkim sąsiadem zawsze stoimy — może poza piłką ręczną i siatkówką — na straconej pozycji. Świadczy o tym choćby udział polskich akcji w globalnych funduszach lokujących na emerging markets, który nieznacznie przekracza 1 proc., wobec 10 proc. w przypadku rosyjskich papierów.

Przemek Barankiewicz, CFA

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemek Barankiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu