
Oczywiście, wszystkie rynki posilały się zwyżkami Wall Street, gdzie DJIA zyskał 1,2 procent przy zwyżce S&P500 o 0,8 procent i wzroście Nasdaqa Composite o 0,3 procent. Europa poradziła sobie jednak nieco lepiej wspierana również umocnieniem euro do dolara i niemiecki DAX zyskał 1,3 procent, gdy francuski CAC wzrósł o 2,7 procent. Z perspektywy końca tygodnia widać, iż rynki podzieliły handel na zdominowany przez dane makro i odpowiedź na wyniki kwartalne spółek. Dane makro złożyły się w znany z otwarcia kwietnia schemat, w którym nadzieje na koniec cyklu podwyżek stóp procentowych przez Fed mieszały się z obawami o kondycję gospodarki w drugiej połowie roku. W przypadku spółek – z których na plan pierwszy wybiły się amerykańskie banki – układ sił był podobny. Pozytywne zaskoczenia ze strony banków mieszały się z reakcjami na ostrzeżenia na polu makro i przekonaniem, że duże amerykańskie banki posiliły się jednak słabością mniejszych, które w marcu straszyły na giełdach kryzysem zaufania.
Zakończony tydzień można uznać za w pewnym sensie modelowy dla kolejnych dwóch tygodni na giełdach. Do początku maja uwaga inwestorów będzie podzielona między wyniki kwartalne spółek i właśnie dane makro, w których inwestorzy będą chcieli widzieć już nie tylko wskazówki na temat tego, jaką decyzję podejmie Fed 3 maja, ale jak będzie kształtowała się ścieżka nowego cyklu w polityce monetarnej. Wbrew pozorom oczekiwania rynku są ciągle w kontrze z tym, co jawi się jako jeden z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy. Na dziś rynek – oglądany przez pryzmat Fed Fund Futures – oczekuje kolejnej podwyżki stóp procentowych w maju o 25 punktów bazowych, pierwszych obniżek już w III kwartale bieżącego roku oraz ceny kredytu o 150 punktów bazowych niższej za ledwie 12 miesięcy. W przypadku Fed, jak wskazują FOMC minutes z ostatniego posiedzenia, dominuje przekonanie, że majowa decyzja ciągle zależy od danych makro, ale początek cyklu obniżek jest ciągle daleko, a polityka monetarna przejdzie raczej w fazę wywłaszczenia niż szybkiego zejścia z wyznaczonego w maju nowego szczytu. Sumując sporo jest tu miejsc na zaskoczenia i skokowe dostosowania.
Szerzej patrząc stale warto pamiętać, iż obecne wyceny spółek i kondycji gospodarki zawierają już w sobie elementy, które stają się oczywiste. Rynek zaczął wyceniać koniec cyklu podwyżek stóp procentowych w październiku, a dziś skupia się raczej na tym, jaka będzie kondycja gospodarki i spółek na starcie nowego roku. Giełdy stale mają bowiem w sobie potencjał wyprzedzania przyszłości o kilka miesięcy, a nawet kwartałów. Na dziś na rynku panuje zgoda, iż rok 2023 będzie okresem słabszych wyników i może nawet płytkiej recesji w USA w drugiej połowie. Równolegle dominuje przekonanie, iż zarówno gospodarka, jak i spółki wrócą do wzrostu w przyszłym roku, a efekty bazowe pozwolą na wiele pozytywnych zaskoczeń. Dlatego nie warto być zaskoczonym, gdy ewentualne spadki w kolejnych kilku miesiącach – w zgodzie z modelem sell in May – będą przygotowaniem gruntu pod klasyczne jesienne odbicie, które zdominuje końcówkę roku i pierwsze tygodnie nowego. W naszej opinii dna bess zostały już wyznaczone. Droga na nowe historyczne szczyty indeksów nie będzie prosta i zapewne poprzedzona korektami, ale średniookresowy scenariusz pozostaje ciągle wzrostowy.
