Zarząd Zelmeru, ostatniej państwowej fabryki AGD, zabiega o rozpoczęcie prywatyzacji. Niewykluczone, że firma trafi na giełdę. W maju ma zostać ogłoszony przetarg na doradcę, który przygotuje sposób przekształcenia.
Zarząd Zelmeru, rzeszowskiej fabryki artykułów gospodarstwa domowego, złożył w Ministerstwie Skarbu Państwa wniosek o rozpoczęcie prywatyzacji fabryki. Zelmer jest ostatnim dużym przedsiębiorstwem w branży, które nadal ma państwowego właściciela. W maju minister skarbu powinien ogłosić przetarg na firmę doradczą, która przygotuje najlepszy scenariusz prywatyzacji Zelmeru.
Andrzej Libold, szef zarządu spółki, twierdzi, że wstrzymywanie prywatyzacji fabryki byłoby błędem.
— Liczę, że za rok o tej porze firma będzie już sprywatyzowana — mówi Andrzej Libold.
Zapytany o najlepszą metodę przekształcenia wskazuje upublicznienie spółki na warszawskiej giełdzie. Związki zawodowe nie zgadzają się na sprzedaż firmy inwestorowi z branży.
— Decyzja należy do ministra, ale wiem, że nagocjacje z potencjalnym inwestorem byłyby bardzo trudne. W fabryce działa kilka związków zawodowych, nie zawsze zgodnych w swoich oczekiwaniach. Ludzie boją się, że podzielą los wrocławskiego Polaru, który przechodząc z rąk do rąk kolejnych inwestorów stracił pozycję na rynku. Giełda nie wzbudza tylu emocji i daje szansę na pozyskanie kapitału na dalszy rozwój — mówi Andrzej Libold.
Tę opinię podzielał Sławomir Cytrycki, poprzedni minister skarbu. Nie wiadomo, jaką decyzję podejmie Piotr Czyżewski, obecny szef resortu skarbu. W ciągu ostatnich dwóch lat Zelmer pokonał długą drogę, odpracowując znaczne straty i generując coraz większy zysk.
— I kwartał tego roku zamknęliśmy zyskiem netto prawie 5,4 mln zł. Rok wcześniej wynik nieznacznie przekraczał 1 mln zł. Zysk operacyjny po trzech miesiącach sięga 8,5 mln zł — jest ponad pięć razy lepszy od wyniku z analogicznego okresu 2002 r. — zapewnia Andrzej Libold.
Spółka pozbywa się też zbędnego majątku. Po majowym WZA spółka wystawi na sprzedaż hotel, klub sportowy, stołówki.