Ryczałt tak, ale inaczej liczony

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2013-04-11 00:00

Floty: Ministerstwo Finansów chce, by za korzystanie z firmowego auta do celów prywatnych pracownik płacił 45 lub 90 zł podatku dochodowego

O ile sam pomysł podatku nie budzi kontrowersji, o tyle dziwi propozycja, by wysokość ryczałtu (45 lub 90 zł miesięcznie) zależała od pojemności silnika samochodu. A tak proponuje Ministerstwo Finansów (MF) w założeniach do tzw. IV ustawy de regulacyjnej.

FOT. Bloomberg
FOT. Bloomberg
None
None

Propozycja zmian

Korzystanie z samochodu służbowego do celów prywatnych jest przychodem, od którego trzeba zapłacić podatek. Izby skarbowe uważają, że wysokość przychodu trzeba obliczać na podstawie rynkowych cen wynajmu aut.

Nowe zasady mają to uprościć. MF proponuje ryczałt. Przyjęło, że pracownik może miesięcznie jeździć firmowym autem na swoje potrzeby około 300 km (co wystarczyłoby na dojazd z domu do pracy i z powrotem). Przychód z tego tytułu miałby być iloczynem 300 km i stawki kilometrowej, jakiej używa się np. do rozliczenia używania prywatnego samochodu do celów służbowych. Obecna stawka („kilometrówka”) z rozporządzenia ministra infrastruktury dla aut osobowych o pojemności skokowej silnika powyżej 900 cm sześć. wynosi 0,8358 zł za 1 km. Przy 300 km podstawa opodatkowania wyniosłaby więc nieco ponad 250 zł.

W rezultacie pracownik płaciłby co miesiąc 45 zł. Resort finansów uważa, że dla aut z silnikami o pojemności powyżej 2000 cm sześć. podatek powinien być dwukrotnie wyższy — 90 zł. Pracownik, niezależnie od tego, ile kilometrów przez miesiąc wyjeździ firmowym samochodem, zapłaci jedną z dwóch stawek.

Podatek ma być doliczony do miesięcznego podatku od wynagrodzenia z tytułu pracy. Resort gospodarki szacuje, że w Polsce jest około 800 tys. służbowych aut. Według różnych danych 300-400 tys. użytkują średnie, małe i mikrofirmy. Wiedza o zarządzaniu parkami samochodowymi jest w tej grupy przedsiębiorców mała. Zdaniem Sylwestra Pawłowskiego, eksperta ds. bezpieczeństwa floty w SafetyLogic, uregulowanie spraw podatkowych ułatwi przedsiębiorcom naliczanie i rozliczanie świadczeń nieodpłatnych.

— Przyjmując określone przez ustawodawcę, jasne i precyzyjne stawki, podnosi się bezpieczeństwo podatkowe firmy i odpowiedzialność zarządu. Przy okazji można opracować lub uzupełnić regulaminy korzystania z samochodów o program bezpieczeństwa i związane z nim nagrody i kary. W ten sposób wykorzysta się „zamieszanie podatkowe” we flocie i podniesie świadomość kierowców w sprawach związanych z bezpieczeństwem ruchu drogowego i szkodowości flotowej. Na pozytywne efekty finansowe nie trzeba będzie długo czekać — przekonuje Sylwester Pawłowski.

Oczekiwane uproszczenie

Uproszczenie rozliczeń jest potrzebne. To, że ustawodawca od kilku lat próbuje ujednolicić zasady ustalania przychodu z tytułu używania samochodów służbowych do celów prywatnych wskazuje, że zdaje sobie sprawę z problemu.

— Większość podatników nie wie, jak szacować taki przychód pracownika dla celów podatku PIT. Ujednolicenie zasad i podanie sposobu ustalania przychodu jest więc konieczne — podkreśla Anna Ochędzan, ekspert Polskiego Związku Leasingu i Wynajmu Pojazdów.

Również Artur Sulewski, dyrektor handlowy LeasePlan Fleet Management, jest zadowolony, że ministerstwo chce uregulowaćzwiązane z tym sprawy podatkowe. Dyskusyjne jest jednak ustalenie poziomu stałych opłat i kryteriów ich naliczania. Wyższa stawka dla korzystających z silnika powyżej 2000 cm sześć. może spowodować, że pracownik wysokiego szczebla, jeżdżący luksusową limuzyną, będzie płacił mniej niż kierowca dostawczaka z silnikiem o dużo większej pojemności.

— Z punktu widzenia rynku wynajmu długoterminowego takie zapisy mogą oznaczać, że przy wyborze floty służbowej będzie decydowała pojemność silnika. Tylko dlaczego faworyzowane miałyby być modele o pojemności akurat poniżej 2000 cm sześć? Może chodzi o ekologię? — zastanawia się Artur Sulewski.

Służbowe auto króluje na liście najbardziej pożądanych benefitów w pracy. Dlatego bardziej sprawiedliwe wydaje się kryterium wartości rynkowej samochodu.

— Pozwoliłoby to uniknąć sytuacji, w której prywatne użytkowanie luksusowego pojazdu o pojemności poniżej 2 litrów, kosztującego 300 tys. zł, będzie uznawane za taki sam benefit jak korzystanie z samochodu klasy kompakt, którego wartość nie przekracza 50 tys. złotych — uważa Artur Sulewski.