Rynek pracy broni się przed kryzysem

Jacek Kowalczyk, PAP
opublikowano: 2009-12-24 07:12

Miały być pustki w sklepach i bezrobocie wynoszące 17 proc. A jest niewiele gorzej niż przed kryzysem. Bezrobocie oprze się granicy 12 proc. na koniec roku. Nawet optymiści tego nie przewidzieli.

Spowolnienie gospodarcze okazuje się wyjątkowo łagodne dla gospodarstw domowych. Trudno co prawda mówić o hossie na rynku pracy i szale zakupowym, ale jak na największy światowy kryzys gospodarczy — nie jest źle. Pracy nadal jest sporo, a w sklepach zapominamy o kryzysie.

Jak poinformował Główny Urząd Statystyczny (GUS), na koniec listopada bezrobocie wyniosło 11,4 proc., wobec 11,1 proc. w październiku. Wprawdzie grono bezrobotnych powiększyło się przez miesiąc o 66 tys. osób, ale w listopadzie wzrost bezrobocia jest czymś normalnym.

Zarówno ekonomiści resortu, jak i analitycy rynkowi spodziewają się, że na koniec roku bezrobocie nie przekroczy 12 proc. To wynik, jakiego na początku roku nikt by się nie spodziewał.

— Odporność rynku pracy na kryzys jest zadziwiająca. W ubiegłą zimę oczekiwano znacznie wyższego poziomu. Zapisane w budżecie państwa 12,5 proc. było w momencie tworzenia tego założenia uznawane za bardzo optymistyczne. Ekonomiści bankowi też spodziewali się wyższych poziomów. Pamiętam nawet szokującą prognozę 17 proc. — mówi Urszula Kryńska, ekonomistka Banku Millennium.

Kryzys cały czas najmocniej odczuwają natomiast osoby młode. W listopadzie było 51 tys. osób, które po raz pierwszy rejestrowały się w urzędach pracy — to największy listopadowy poziom od 2003 r.

Więcej w czwartkowym "Pulsie Biznesu"