Rząd ma minitarczę dla padających firm

Jarosław KrólakJarosław Królak
opublikowano: 2020-04-06 22:00

Na ochronę przed bankructwami rząd wykłada... 20 mln zł więcej niż w czasie prosperity. Firmy jednak będą musiały pomoc oddać

Z artykułu dowiesz się:

  • co zakłada projekt, który właśnie trafił do Sejmu
  • jaką pomoc i na jakich warunkach będą mogły otrzymać firmy
  • jak projekt oceniają eksperci

Nie milknie dyskusja nad ostatecznym kształtem tzw. tarczy antykryzysowej (pierwsza weszła w życie, drugą szykuje rząd), a równolegle rząd skierował do Sejmu projekt zakładający pomoc dla przedsiębiorców zagrożonych upadłością z powodu epidemii koronawirusa. Lektura projektu wyjaśnia, czemu rząd się tym nie chwali.

URZĘDOWY OPTYMIZM:
URZĘDOWY OPTYMIZM:
Antykryzysowych pożyczek dla bankrutów ma udzielać Ministerstwo Rozwoju, kierowane przez Jadwigę Emilewicz (ma objąć tekę wicepremiera). Resort twierdzi, że projekt jest pilny, a jego narzędzia mają chronić przed –bankructwami.
Fot. WM

Wartość rocznych wydatków z budżetu państwa dla zagrożonych upadłością mikro-, małych i średnich firm ma wynieść maksymalnie 120 mln zł. Z tej puli 69 proc., czyli 82,8 mln zł, zostanie przeznaczonych na preferencyjnie oprocentowane pożyczki na ratowanie firm, a 29 proc. (34 mln zł) ma iść na wsparcie ich restrukturyzacji (w drodze np. obniżki kar administracyjnych, obejmowania akcji lub udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym firm).

— Idea tego projektu pasuje do obecnej sytuacji i wynikających z pandemii zagrożeń dla gospodarki. Jednak w ślad za nią powinny iść konkretne pieniądze, a tak nie jest. Szkoda papieru na drukowanie takiej ustawy, ponieważ będzie ona kompletnie nieprzydatna — uważa Łukasz Bernatowicz, wiceprezes Business Centre Club.

Kropla w morzu potrzeb...

Co zaskakujące, projekt ustawy o ratowaniu i restrukturyzacji przedsiębiorstw to... stary projekt Ministerstwa Rozwoju (MR) sprzed ponad roku. Wtedy, przy dobrej koniunkturze gospodarczej, resort chciał przeznaczać na pomoc firmom zagrożonym upadłością łącznie 100 mln zł rocznie. Z niewiadomych przyczyn MR zaprzestało nad nim prac i wylądował on na dnie szuflady (nie trafił do Sejmu). Teraz został odkurzony i ma być wykorzystany do walki ze skutkami pandemii. Po liftingu i zwiększeniu wsparcia ze 100 do 120 mln zł rocznie projekt został wysłany do Sejmu.

„Środki na udzielanie pomocy są ograniczone” — podkreśla rząd w uzasadnieniu projektu.

Eksperci dodają, że zbyt ograniczone, aby realnie pomóc zagrożonym przedsiębiorcom.

— Czytanie tego projektu w dobie pandemii i wynikających z niej zagrożeń dla gospodarki należy zacząć od końca, tj. od planowanych limitów pomocy finansowej, która rocznie wynosi 120 mln zł, a więc jest wyższa tylko o 20 mln zł niż ta, którą proponowano ponad rok temu. To kropla w morzu potencjalnych potrzeb. Będzie to niewielka pomoc, po którą niełatwo będzie sięgnąć. Ponadto ustalone terminy na podejmowanie decyzji przez właściwe organy i instytucje wskazują, że szybkość udzielania pomocy nie jest priorytetem. Reasumując, ten projekt nie spełnia oczekiwań przedsiębiorców — mówi Piotr Wołejko, ekspert Pracodawców RP.

Rząd twierdzi jednak, że „pomoc na ratowanie ma charakter pilny”, a szybkie wejście w życie ustawy jest priorytetem, bo ma ona zacząć obowiązywać dzień po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw.

„Taki okres vacatio legis w obliczu trudności związanych z epidemią COVID -19 jest uzasadniony koniecznością jak najszybszego umożliwienia przedsiębiorcom zwracania się o wsparcie finansowe” — podkreślono w uzasadnieniu.

— Gdyby tak było, to ten projekt zostałby dołączony do tzw. tarczy antykryzysowej, która już zaczęła obowiązywać — zauważa Piotr Wołejko.

Nie wiadomo, kiedy Sejm zacznie prace nad projektem. Nie ma go jeszcze w planach sejmowych komisji ani plenarnego posiedzenia.

Budżet nie z gumy

Rząd chce pomagać firmom zagrożonym bankructwem głównie poprzez udzielanie nisko oprocentowanych pożyczek, tj. w wysokości stopy bazowej (obecnie 1,84 proc.) plus 4 pkt proc. Warunkiem ich udzielenia będzie ustanowienie przez firmę zabezpieczenia jej spłaty, np. ustanowienie hipoteki, zastawu. Zainteresowane firmy będą musiały składać sformalizowane wnioski o wsparcie, które będą rozpatrywane w kolejności wpływu.

— Wsparcie przewidziane jest dla wąskiej grupy przedsiębiorców, przede wszystkim takich, które były zdrowe, ale w efekcie pandemii załamie się ich sytuacja na rynku i zajrzy im w oczy widmo bankructwa. Kwoty przeznaczone na pomoc są niskie. To byłaby kropla w morzu potrzeb. Zapewne dlatego, że w budżecie państwa po prostu nie ma pieniędzy na pomoc dla wszystkich potrzebujących — mówi Jarosław Nowrotek, prezes Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, docenia kolejną antykryzysową inicjatywę rządu, ale…

— Myślę, że warto odświeżyć projekt, nad którym Ministerstwo Rozwoju pracowało w 2018 r. Jednak w obecnych warunkach nie będzie to tylko pomoc nowa, ale ostatnia szansa dla tych, którzy najbardziej ucierpią z powodu koronawirusa. Będzie to instrument uruchamiany po wyczerpaniu pozostałych form wsparcia. Zastanawia jednak struktura limitu wydatków przewidzianych na realizację ustawy. Dla wszystkich lat aż do 2029 r. ustalono go na identycznym poziomie 120 mln zł na każdy rok. A niewątpliwie największe zapotrzebowanie na wsparcie wystąpi w tym roku — mówi Łukasz Kozłowski.