Rząd mógłby pomóc branży

Małgorzata Ciechanowska
opublikowano: 2010-03-17 12:32

Pomoc władz lokalnych w uzbrojeniu terenów pod budownictwo jednorodzinne byłaby dużym wsparciem dla deweloperów

Rok 2009 nie był dla branży budowlanej łaskawy. W 2010 r. ma być lepiej, ale przedsiębiorcy liczą na pomoc państwa.

Bardziej odczuło kryzys budownictwo mieszkaniowe, w którym wyniki zależą przede wszystkim od liczby oddanych do użytku mieszkań. W 2009 r. było ich około160 tys., co w porównaniu do 2008 r. oznacza spadek o 3,1 proc.

Ostre hamowanie...

Jak podaje firma Reas, doradzająca w planowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych w Polsce i w Rumunii, wyniki 2008 i 2009 r. były szczytem możliwości polskiej gospodarki i rynku mieszkaniowego przy obecnym modelu finansowania i realizacji. Większość, bo aż dwie trzecie powierzchni użytkowej, powstaje w budownictwie indywidualnym. A w nim kryzys spowodował wydłużenie budowy (średni cykl wynosi sześć lat) i zamrożenie inwestycji. Oznacza to spadek zapotrzebowania na materiały budowlane i mniej zamówień, co uderza najmocniej w niewielkie firmy wykonawcze.

Z kolei w budownictwie wielorodzinnym głównie zredukowano liczbę rozpoczynanych inwestycji. Deweloperzy zmniejszyli też przeciętną powierzchnię mieszkań — w porównaniu do 2007 roku aż o 45 proc.

Wpływ kryzysu widać przede wszystkim w statystykach mieszkań, których budowa się rozpoczyna. W 2009 r. było to 142,9 tys., czyli o 18,2 proc. mniej niż w 2008 r. W przypadku mieszkań budowanych przez deweloperów spadek wyniósł jednak aż 33,9 proc.

Jak pokazują statystyki, końcówka 2009 r. przyniosła na rynku mieszkaniowym lekkie ożywienie. W Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Wrocławiu, Krakowie i Warszawie sprzedaż w czwartym kwartale była wyższa niż w trzecim. By przetrwać kryzys, deweloperzy obniżali ceny. Mogli to zrobić, bo wcześniej stosowali wysokie marże. Częściej też niż w poprzednich latach dochodziło do renegocjacji umów z wykonawcami, a niekiedy także do przesunięcia terminów oddania lokali.

Kazimierz Kirejczyk, prezes firmy Reas, przewiduje, że w 2010 r. liczba rozpoczynanych budów mieszkaniowych powinna wzrosnąć, ale nie należy się spodziewać gwałtownego rozwoju tego rynku. Niewiadomą jest wpływ na popyt wprowadzenia tzw. rekomendacji T, ograniczającej dopuszczalne zadłużenie gospodarstw domowych.

— Prawdopodobny scenariusz układa się następująco: przed wprowadzeniem rekomendacji nastąpi sztuczne ożywienie popytu, zarówno na mieszkania, jak i na kredyty, ale później należy się spo-dziewać wyhamowania rynku — uważa Kazimierz Kirejczyk.

... i lekkie ożywienie

Przemysław Rasz, przewodniczący Komitetu Budownictwa Krajowej Izby Gospodarczej, podkreśla, że 2010 r. zaczął się ciężką zimą, ale w ostatnich tygodniach widać spore ożywienie w zamówieniach i zapytaniach ofertowych. Rosnący optymizm na świecie powoduje odmrożenie wielu inwestycji. Rośnie też dostępność kredytów. Twierdzi jednak, że nie będzie wyraźnego skoku ilościowego i jakościowego bez wsparcia państwa dla budownictwa publicznego i ucywilizowania budownictwa indywidualnego. Na przykład wiele domów jednorodzinnych powstaje poza miastami, na terenach porolniczych, gdzie można dojechać tylko polną drogą. Trzeba więc dostosować taki teren do zamieszkania (doprowadzić kanalizację, energię, gazociąg, wybudować drogi).

Według Przemysłąwa Rasza lepszym wyjściem byłoby kupienie takiego terenu przez tzw. land developera, którym może być podmiot prywatny lub samorząd, dostosowanie do zamieszkania, wydzielenie mniejszych działek, a potem ich sprzedaż. Pozwoliłoby to zaoszczędzić pieniądze podatników i przyczyniłoby się do wzrostu aktywności samorządów, które ze sprzedaży działek mogą czerpać zyski. Konieczne jest także stworzenie warunków do rozwoju rynkowego budownictwa czynszowego — prywatnego lub w formule partnerstwa publiczno-prywatnego.

— My, przedsiębiorcy, w dobie kryzysu roku 2009 swoje zadanie wykonaliśmy. Czas na poważne wsparcie ze strony rządu i banków — podsumowuje Przemysław Rasz.