Czytasz dzięki

Rząd uderzy w milionowy rynek

opublikowano: 16-09-2020, 22:00

Ograniczenie importu używanych aut to konieczność. Od 2004 r. do Polski wjechało bowiem 14 mln wyeksploatowanych pojazdów, a większość z nich u nas zostanie.

Na koniec 2019 r. w Polsce było zarejestrowanych ponad 31,5 mln samochodów osobowych, dostawczych i ciężarowych. To prawie o 4 proc. (blisko 1,2 mln) więcej niż rok wcześniej — wynika analizy danych pochodzących z Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK). Największą grupę pojazdów stanowią samochody osobowe. Według oficjalnych statystyk było ich ponad 24,6 mln, czyli 78 proc. całego parku. Ich średni wiek wyniósł ponad 20 lat, a wskaźnik liczby pojazdów zarejestrowanych na 1000 mieszkańców sięgnął 821. Oznacza to, że Polska znacznie przekroczyła poziom średniej unijnej, gdzie wskaźnik wynosi 602 (dane ACEA z grudnia 2017 r.).

Rząd chce ograniczyć napływ wyeksploatowanych aut do Polski. Od 2004 r.
wjechało ich około 14 mln. Obecnie średnia wieku sprowadzanych aut wynosi
blisko 16 lat.
Zobacz więcej

DOŚĆ:

Rząd chce ograniczyć napływ wyeksploatowanych aut do Polski. Od 2004 r. wjechało ich około 14 mln. Obecnie średnia wieku sprowadzanych aut wynosi blisko 16 lat. Fot. Bloomberg

Używki Kowalskiego

Gros jeżdżących po naszym kraju aut przyjechało w ramach importu „używek” z zagranicy. Szacuje się, że od wstąpienia Polski do UE przybyło ich ponad 14 mln. To właśnie dobrodziejstwo wolnej wymiany handlowej, jaka zaczęła obowiązywać po 2004 r., otworzyło granice z lawetami. O ile w całym 2000 r. sprowadziliśmy do Polski niespełna 15 tys. aut osobowych, o tyle rok temu sprowadzaliśmy tyle tygodniowo. Import „używek” od naszych zachodnich sąsiadów ociera się o milion rocznie. Tym samym ich import zyskał bardzo ważną rolę w polskim rynku motoryzacyjnym. Dwa na trzy rejestrowane auta to sprowadzone „używki” i w odróżnieniu od nowych pojazdów, gdzie za 70 proc. rejestracji odpowiadają firmy, rynek używanych aut należy do Kowalskiego.

Na osoby prywatne jest rejestrowanych około 90 proc. używanych aut osobowych. Wkrótce ich import może być jednak mocno ograniczony — Jadwiga Emiliewicz, wicepremier i minister rozwoju, zapowiedziała, że rząd zastanawia się nad powrotem do regulacji, która podniesie akcyzę na samochody używane. Mówiąc wprost — chodzi o to, by takich aut nie opłacało się sprowadzać. Mimo iż uderzy to w ogromną liczbę zainteresowanych, kierunek rozwiązań należy uznać za słuszny.

— Niedawno we współpracy z Krajowym Ośrodkiem Zmian Klimatu zorganizowaliśmy panel ekspercki, którym otworzyliśmy dyskusję na temat potrzeby wprowadzenia w Polsce systemu bonus/ malus. Chodzi o to, by do rozwijającego się stopniowo w naszym kraju systemu zachęt do nabywania pojazdów zeroemisyjnych doszły środki perswazji finansowej. Chodzi o różne opłaty, w tym właśnie zmiany podatkowe, które będą skutecznie zniechęcać do zakupu najbardziej emisyjnych pojazdów. Dopóki ta dostępność nie będzie ograniczona, to — biorąc pod uwagę ich niską cenę i brak obciążeń finansowych ponoszonych z tytułu nabycia pojazdu szkodliwego dla środowiska — popyt na nie nie zmaleje i nadal będziemy borykać się z problemem masowego zanieczyszczenia generowanego przez transport drogowy — mówi Maciej Mazur, prezes Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Lekarstwo na raka

Argumentem za zwiększeniem akcyzy na starsze auta jest fakt, że sprowadzane milionami do Polski auta będą musiały u nas zostać i tu być zutylizowane. Ich wywóz na Zachód nie jest możliwy, a przekroczenie wschodniej granicy wiąże się z koniecznością uiszczenia cła (notabene ostatnio na popularności zyskuje ich wywóz do Afryki). Innym argumentem jest rak oszustw, który od lat trawi rynek. Przygotowany w styczniu 2018 r. raport Parlamentu Europejskiego podkreśla, że do oszustwa polegającego na korygowaniu przebiegu znacznie częściej dochodzi w przypadku aut z importu niż krajowego pochodzenia, a szacunkowy koszt dla nabywców i gospodarki unijnej to zawrotna kwota 8,8 mld EUR.

Według szacunków co trzecie auto w Niemczech ma skorygowany przebieg, a strata z tego tytułu dla nabywcy wynosi co najmniej 3 tys. EUR (z tego kraju pochodzi ponad połowa sprowadzanych nad Wisłę aut). Z analizy serwisu autoDNA.pl, który od 2010 r. świadczy usługi sprawdzania historii pojazdów na podstawie numeru VIN, wynika, że nawet niewielka korekta — o 25 tys. km w przypadku popularnych modeli — powoduje stratę nabywcy wartości co najmniej 2 tys. zł (różnica w cenie ze względu na przebieg). Niższe od faktycznych wskazania liczników dotyczą nawet 80 proc. sprowadzonych do Polski aut, a średnia korekta to 100-150 tys. km. I choć ostatnio wprowadzone przepisy, uznające cofnięcie licznika za przestępstwo, dają szansę na ograniczenie procederu, to wiele nie zmienią dla środowiska.

— Dlatego mamy nadzieję, że inicjatywa minister rozwoju znajdzie poparcie całego rządu i zostanie wkrótce zrealizowana. Zwłaszcza że już kilkanaście europejskich państw z sukcesem stosuje takie narzędzia, jak opłaty środowiskowe czy powiązanie podatku akcyzowego z emisyjnością pojazdów. Najwyższy czas, by do tego grona dołączyła Polska — dodaje Maciej Mazur.

Pawel Gos, prezes firmy Exact Systems, jest innego zdania. Uważa, że każde podniesienie podatku finalnie podniesie tylko koszt zakupu auta.

— Pamiętajmy, że duża część Polaków nigdy nie kupi nowego. Moim zdaniem podniesienie akcyzy na sprowadzane samochody niewiele zmieni na rynku. Nie poprawi też sprzedaży nowych aut — mówi Paweł Gos.

Co zachęciłoby Polaków do przesiadki w nowe auta? Jego zdaniem zachęty i ulgi podatkowe, a wyższa akcyza może przełożyć się na rozrost motoryzacyjnej szarej strefy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane