Polscy przedsiębiorcy i konsumenci od miesięcy dotkliwie odczuwają skutki rosnących cen praw do emisji CO2. Niektóre podmioty energetyczne i przemysłowe muszą kupować je w ramach systemu EU ETS. Uprawnienia sprzedają np. rządy państw Unii Europejskiej i firmy przemysłowe. W handlu udział biorą także instytucje finansowe. Obecnie stawki praw do emisji zbliżają się do 90 EUR za tonę. Drożejące uprawnienia przyczyniają się do wzrostu cen energii, więc rząd apeluje o reformę unijnego systemu.
Pojawiały się już propozycje czasowego zawieszenia handlu, by uspokoić rynek. Realizacja tego scenariusza nie wchodzi jednak w grę, ponieważ wpływy ze sprzedaży uprawnień mają być jednym z ważnych źródeł finansowania transformacji energetycznej przedsiębiorstw.
System EU ETS trzeba zreformować
Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) ma jednak sporo innych propozycji.
„Brak w praktyce czynników limitujących maksymalną wartość ceny uprawnienia do emisji, w połączeniu z faktem, że część uczestników rynku jest prawnie zobowiązana do ich zakupu, stanowi zachętę do spekulacji, która powinna zostać ukrócona (…) rozwiązaniem, które mogłoby stabilizować ceny, może być reforma mechanizmu z art. 29a dyrektywy ETS (…) czy wprowadzenie limitów transakcyjnych lub podatku transakcyjnego dla podmiotów, które nabywają uprawnienia, nie mając obowiązku rozliczania emisji” – czytamy w odpowiedzi przesłanej przez biuro prasowe resortu na pytania „PB”.
Art. 29a przewiduje możliwość zwiększenia podaży uprawnień, jeżeli przez okres dłuższy niż sześć miesięcy ich cena będzie ponad trzykrotnie wyższa od średniej z dwóch poprzednich lat. Resort postuluje wprowadzenie rozwiązań podobnych do brytyjskich, w których mechanizm stabilizacji cen można uruchomić, jeżeli przez trzy miesiące średnia cena na rynku wtórnym jest dwukrotnie wyższa od średniej z poprzednich dwóch lat.
Limit i podatek transakcyjny miałby natomiast dotyczyć podmiotów spoza przemysłu, które nie muszą nabywać uprawnień, by produkować, lecz tratują je jak instrumenty inwestycyjne.

Wzrost cen musi być przewidywalny
Renata Auchimik, ekspert rynku CO2, podkreśla, że warto szukać rozwiązań, zwłaszcza takich, które uchronią firmy przemysłowe przed gwałtownymi podwyżkami cen uprawnień. Zakłada, że koszty CO2 będą nadal rosnąć, ale zastrzega, że warto opracować system, który pozwoli na stopniowe, możliwe do przewidzenia podwyżki. Stabilizacja cen jest konieczna, by firmy mogły przeprowadzić transformację energetyczną, która w przyszłości zmniejszy ich zależność od cen praw do emisji CO2. Renata Auchimik przypomina też, że Komisja Europejska dopiero w 2030 r. prognozowała osiągnięcie cen uprawnień notowanych obecnie. Mimo to, jej zdaniem, w Parlamencie Europejskim może być trudno zbudować koalicję do zmiany dyrektywy, zwłaszcza że reforma systemu EU ETS może wymagać modyfikacji wielu przepisów. Niełatwe będzie także opodatkowanie np. podmiotów finansowych działających na rynku handlu emisjami, ponieważ zdarza się, że kupują one uprawnienia nie tylko w celach inwestycyjnych, ale także w imieniu producentów przemysłowych.
Działania polskiego rządu wspierają także inni branżowi specjaliści, ale też mają wątpliwości, czy uda się je przeforsować na unijnym forum.
- Umożliwienie handlu prawami do emisji instytucjom finansowym jest jednym z czynników podbijających ceny. Ich działania można uznać za spekulację. Dlatego konieczny jest dialog w sprawie reformy systemu w Unii Europejskiej. Niezbędne jest też podjęcie działań w kraju. Trzeba umożliwić firmom przemysłowym realizację inwestycji w technologie niskoemisyjne, by ceny CO2 nie odgrywały już tak dużej roli w kosztach produkcji – mówi Stefan Dzienniak.
W Polsce też potrzebne są zmiany
Podczas niedawnego posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju przedstawiciele związków zawodowych z branży stalowej także podkreślali konieczność zmian w EU ETS. Problem w tym, że ze względu na inny miks energetyczny branży trudno znaleźć sprzymierzeńców w Europie. W Polsce energetyka i produkcja przemysłowa opierają się głównie na węglu, który w innych krajach ma już mniejsze znaczenie, więc rosnące koszty CO2 są dla zagranicznych firm nieco mniej dotkliwe.
Rodzimi przedsiębiorcy postulują weryfikację przepisów, które od 2016 r. zablokowały rozwój w Polsce lądowych farm wiatrowych oraz wprowadzenie zmian na rynku tzw. zielonych certyfikatów, poświadczających produkcję energii z OZE. Dzięki temu łatwiej będzie realizować inwestycje obniżające emisyjność.
Podkreślają też, że w ubiegłym roku z tytułu sprzedaży praw do emisji CO2 do budżetu państwa wpłynęło ponad 25 mld zł. Apelują o przyśpieszenie prac nad nowelizacją ustawy o systemie rekompensat dla firm energochłonnych wypłacanych z tych funduszy oraz ustawą powołującą Fundusz Transformacji Energetyki (FTE), który ze sprzedaży uprawnień przez skarb państwa ma mieć pieniądze na inwestycje.
W ubiegłym roku na rekompensaty przeznaczono nieco ponad 800 mln zł, ale nowelizacja opracowana przez resort rozwoju przewiduje znaczne zwiększenie kwot w kolejnych latach.
Od kilku miesięcy trwają także prace nad projektem ustawy dotyczącej powołania FTE, do której wątpliwości zgłaszał Jarosław Kaczyński. Przewidziano w niej, że 40 proc. wpływów ze sprzedaży przez skarb państwa praw emisyjnych zostanie przekazane na inwestycje. MKiŚ poinformowało „PB”, że wkrótce planuje przekazać projekt do ponownych uzgodnień międzyresortowych. Przewiduje, że system zacznie obowiązywać od 2023 r., ale FTE ma dostać także część pieniędzy z lat poprzednich.
„Jeśli chodzi o wpływy z tytułu aukcji uprawnień w roku 2021, to 40 proc. równowartości tych środków zostało zaplanowane do przekazania do tworzonego obecnie Funduszu Transformacji Energetyki, przy czym zostaną one wydatkowane w kolejnych latach, po wejściu w życie ustawy” – czytamy w odpowiedzi biura prasowego na pytania „PB”.
Resort podkreśla, że część ubiegłorocznych wpływów ze sprzedaży uprawnień sfinansowała już inne działania związane z transformacją energetyczną.