Sądny tydzień Polimeksu

Emil Górecki
opublikowano: 2013-10-04 07:30

Wierzyciele mają dwa wyjścia: poluzowanie gorsetu albo upadłość. Zarząd przekonuje, że pierwsza opcja bardziej się opłaca

Akcjonariusze i wierzyciele Polimeksu-Mostostalu zdążyli się przyzwyczaić do permanentnej sytuacji kryzysowej. W najbliższych dniach po raz kolejny będzie się decydować, czy zarząd wyciągnie z szuflady wniosek o upadłość. Do końca września miał być podpisany aneks do umowy restrukturyzacyjnej z grudnia zeszłego roku.

ZWIĄZANE RĘCE: Żeby Polimex mógł złożyć ofertę w przetargu, musi uzyskać pisemną zgodę każdego z ponad 40 wierzycieli. Nawet takie proste restrykcje utrudniają codzienne funkcjonowanie. Gregor Sobisch, prezes Polimeksu, chce dokończyć negocjacje jak najszybciej, bo jak mówi, więcej czasu poświęca na spotkania niż na prowadzenie spółki.
 [FOT. TR]
ZWIĄZANE RĘCE: Żeby Polimex mógł złożyć ofertę w przetargu, musi uzyskać pisemną zgodę każdego z ponad 40 wierzycieli. Nawet takie proste restrykcje utrudniają codzienne funkcjonowanie. Gregor Sobisch, prezes Polimeksu, chce dokończyć negocjacje jak najszybciej, bo jak mówi, więcej czasu poświęca na spotkania niż na prowadzenie spółki. [FOT. TR]
None
None

Nie udało się, rozmowy jeszcze trwają, a dokument ma być podpisany do przyszłego piątku. — Rozmowy są trudne, ale konstruktywne. Po roku pracy wierzyciele sami zrozumieli, że zapisy umowy restrukturyzacyjnej to dla zarządu kajdany, które nie pozwalają zrealizować planu odbudowy firmy, a zarazem spłaty zadłużenia — mówi Gregor Sobisch, prezes Polimeksu.

Przez rafy

Jeszcze kilka dni temu zgody wśród wierzycieli nie było. Najpierw trudno było przekonać bank Pekao, potem — Millennium, którego zaangażowanie w finansowanie spółki nie jest wielkie.

— Kością niezgody był zapis o udostępnieniu przez banki-wierzycieli długoterminowej linii gwarancyjnej na realizację nowych kontraktów. Druga kwestia dotyczy konwersji niewielkiej kwoty zadłużenia na akcje i stopnia udziału w tej konwersji poszczególnych obligatariuszy — mówi osoba zbliżona do negocjacji.

— Według naszych założeń, Polimex będzie miał około 4 mld zł rocznych obrotów, co pozwoli na spłacanie długów. Nie da się jednak składać ofert bez 500-600 mln zł na gwarancje dobrego wykonania. Co do dodatkowej konwersji, im większej skali by ona była, tym dla nas lepiej — mówi Gregor Sobisch.

Opcje wsparcia

Choć jeszcze niedawno prezes przekonywał, że spółka już w dostateczny sposób skorzystała z pomocy Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), to według nieoficjalnych informacji główny akcjonariusz spółki rozważa objęcie dodatkowych warrantów, które doprowadziłyby do posiadania w kapitale spółki do 33 proc. To realizacja założeń pierwszej wersji restrukturyzacji.

Wówczas zakładana cena miała być ustalona o średnią arytmetyczną cen zamknięcia notowań akcji spółki z 40 notowań poprzedzających dzień złożenia oświadczenia o objęciu akcji. Poprzednie akcje agencja obejmowała po 0,5 zł, przy obecnym kursie byłoby to ok. 0,15-0,16 zł. Dojście ARP do 33 proc. w takiej cenie dałoby jedynie nieco ponad 30 mln zł. Dotychczas ARP wyłożyła na akcje budowlanej spółki 150 mln zł, ale po ich przecenie zrobiła na nie odpisy, choć nie ujawnia, jak duże.

— Nie komentujemy zdarzeń dotyczących spółki giełdowej, dopóki one się nie zdarzą — mówi Roma Sarzyńska, rzeczniczka ARP. Prezes Polimeksu liczy, że spółka sama jest w stanie wygenerować pół miliarda złotych, ale potrzebuje na to czasu.

Wkrótce powinna dostać 230-250 mln zł ze sprzedaży funduszowi Merkury (zarządzanemu przez PKO TFI) pakietu nieruchomości. Na sprzedaż wystawiony jest także kolejowy Torpol, ale zarząd ma nadzieję, że dzięki pomocy akcjonariuszy i wierzycieli spółka pozostanie w grupie, bo działa w atrakcyjnym sektorze kolejowym.

Na razie w grupie zostanie wart ponad 300 mln zł Mostostal Siedlce, bo na jego sprzedaż nie zgodzili się wierzyciele. Z drugiej strony — z szacunków zarządu wynika, że upadłość Polimeksu mogłaby doprowadzić do strat sięgających nawet 5 mld zł. Dotychczas ze sprzedaży majątku Polimex uzyskał 258 mln zł. Zarząd wprowadził nową strukturę spółki, która pozwala na redukcję zatrudnienia. Na koniec września w segmentach operacyjnych pracowało 6,2 tys. osób, a na początku 2014 r. będzie to niecałe 5 tys.

— Zmieniamy całą filozofię pracy. Nie mamy czasu, więc jeśli ktoś nie akceptuje nowych zasad, musimy się z nim pożegnać. Z drugiej strony dajemy szanse bardziej aktywnym, a także zatrudniliśmy sporo młodych i doświadczonych w międzynarodowych spółkach specjalistów — mówi Joanna Makowiecka, wiceprezes Polimeksu.

Ambicją Gregora Sobischa jest wyprowadzenie spółki na zagraniczne kontrakty. Polimex został właśnie wezwany do powrotu na inwestycje w Libii, które przerwała rewolucja. — To obiecujący rynek, a Polimex jako jedyna polska firma ma tam ludzi i doświadczenie — uważa prezes.

Możesz zainteresować się również: