Samorząd musi mieć za co

31-05-2016, 22:00

Copyright do tytułu ma prezydent RP

Copyright do tytułu ma prezydent RP, który zacytowaną finansową oczywistość wplótł do swojego wystąpienia podczas wtorkowej uroczystości z okazji Dnia Samorządu Terytorialnego. O tym święcie statystyczny mieszkaniec gminy nie ma pojęcia, ale obchodzimy je 27 maja na pamiątkę pierwszych w III RP wolnych wyborów do rad gmin z 1990 r. Tym razem rocznica wypadła w piątek po Bożym Ciele, stąd naturalny poślizg obchodów. Andrzej Duda m.in. przypomniał, że jednostki samorządu zagospodarowały do 2013 r. już 120 mld zł dotacji unijnych, a w perspektywie finansowej 2014–20 przerobią na inwestycje w regionalnych programach operacyjnych jeszcze więcej — około 31 mld EUR, czyli ponad 136 mld zł.

Jak każdy biznes, samorządowy również wymaga spokoju oraz przewidywalności otoczenia. Dlatego samorządowcy w całym kraju, bez względu na ich barwy polityczne, oddychają z ulgą, że od przejęcia władzy przez PiS tzw. dobra zmiana na razie ich nie tyka. A przecież jeszcze w okresie kampanii wyborczej słychać było głupstwa, że nowi władcy kraju skrócą ustawą kadencję sejmików wojewódzkich i przeprowadzą ponowne wybory, przynajmniej na tym szczeblu. Przez ponad rok z ulicznych manifestacji niósł się wrzask „fałszerze”, a polityczni liderzy PiS, w tym prezes oraz obecny prezydent, mieli „uzasadnione wątpliwości” do wyników — bez jakichkolwiek nawet nie dowodów, lecz choćby hipotez rzekomych wyborczych przekrętów.

Ciężkim grzechem sejmików wojewódzkich jest okoliczność, że w aż 15 z nich rządzi „ancien régime” PO i PSL, a jedynie na Podkarpaciu prawidłowo trzyma lejce PiS. Po nauczce ze sprawy Trybunału Konstytucyjnego władcy kraju jednak nie decydują się na otwieranie kolejnego frontu, zatem samorządowa kadencja 2014–18 raczej dotoczy się normalnie. Ewentualne zmiany, ogólnikowo zapowiadane przez PiS zarówno w podziale administracyjnym kraju, jak i w ordynacji wyborczej, mogą wejść w życie dopiero z dniem planowych wyborów jesienią 2018 r.

Samorząd nie powinien natomiast naiwnie liczyć na poprawę jego sytuacji finansowej. Obywatelski projekt zwiększenia udziałów samorządowych budżetów w PIT i CIT zaliczył w Sejmie pierwsze czytanie i trwale utknął w komisji. Zwłaszcza gminy na razie mogą odetchnąć, że podobnie utknął bardzo nośny wyborczo i społecznie, ale kompletnie nieodpowiedzialny budżetowo projekt wspomnianego na początku prezydenta — zwiększenia już od… 1 stycznia 2016 r. podatkowej kwoty wolnej do 8 tys. zł rocznie. Realizacja tego pomysłu w podanym terminie zniszczyłaby polskie gminy finansowo.

Bardzo prawdopodobne, że problem kwoty wolnej od podatku zniknie razem z… całym PIT. Henryk Kowalczyk, przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów, potwierdził, że już zapadła kierunkowa decyzja polityczna o zintegrowaniu dotychczasowego PIT oraz składek na ZUS i NFZ w jedną daninę obywatela wobec państwa. Taki projekt wymaga ogromnych przygotowań, w tym informatycznych, zatem mógłby wejść w życie dopiero od 1 stycznia 2018 r. Jego fundamentem jest takie przeliczenie skutków, aby zmiany były neutralne dla budżetu. Pytanie retoryczne, lecz o znaczeniu wręcz strategicznym dla jednostek samorządu terytorialnego brzmi: dla którego budżetu?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Samorząd musi mieć za co