Czytasz dzięki

Satysfakcjonujące życie egoisty

opublikowano: 23-07-2015, 22:00

Chcesz, żeby twoje dziecko odniosło sportowy sukces? Przygotuj się na lata tresury i wychowuj egoistę — mówi Tomasz Majewski

Kulomiotowi trudno pozostawać incognito. Od tłumu gwiazd biznesu i polityki oraz sław estrady, zgromadzonych w warszawskim Ufficio Primo na zorganizowanej przez „Puls Biznesu” konferencji SPIN Sukces Pasje Inspiracje, wyraźnie odcinały się: ponad 2 metry wzrostu, potężna masa i imponująca broda Tomasza Majewskiego.

Dwukrotny złoty medalista olimpijski w pchnięciu kulą pojawił się na sali już po lunchu, w garniturze, ale z plecakiem zarzuconym na ramię, bo jechał prosto z treningu. W końcu sportowy sukces, o którym miał mówić, nie przychodzi do nikogo sam. — Jest takie sportowe przysłowie: sukces to 90 proc. pracy, 8-9 proc. talentu i ułamek szczęścia. To jednak najczęściej sprzyja lepszym. Opowiem wam coś o sukcesie — zaczął Tomasz Majewski.

Smak sukcesu

Potężny kulomiot jest przekonany, że sportowcy mają dobrze, bo ich sukces bardzo łatwo zauważyć.

— Sportowiec dostaje metalowy krążek na tasiemce — lepiej, żeby był z bardziej niż z mniej szlachetnego metalu. Gdy ma taki krążek, sukces jest niezaprzeczalny. W sportach indywidualnych najlepiej, żeby to był złoty medal olimpijski, bo można być np. obecnym lub byłym mistrzem świata, a mistrzem olimpijskim jest się raz na zawsze — mówi Tomasz Majewski. Sukces indywidualnego sportowca ma też tę dobrą stronę, że prawie nikt go nie zazdrości, a niemal wszyscy się z niego cieszą. — Sportowiec niczego nie produkuje, trudno zmierzyć jego realny wpływ na rzeczywistość, ale ta radość, ta beztroska zwycięzcy, którą ma i którą przekazuje kibicom, sprawia chyba, że żyje się ciut łatwiej, a na pewno można się dobrze bawić — mówi kulomiot. Według niego, popularność sportu — i sportowców — wynika z tego, że w trakcie zawodów wszystko zależy tylko od nich. I to widać.

— To mnie zawsze fascynowało — w ostatnim momencie jestem sam, nie mogę na nikogo zwalać odpowiedzialności. To jest uczciwe, to jest prawdziwe — i sądzę, że dlatego sport jest tak popularny i kocha nastawionym w 100 proc. na realizację własnego celu. W efekcie większość mistrzów to nie są przyjemni ludzie — mają w pogardzie zdrowie, czasem również rodzinę — mówi olimpijczyk. Codzienne treningi kulomiot porównuje do próby przesunięcia muru.

— Każdego dnia trenuje się ponad siły, czego nikt nie widzi i nikt nie docenia. Próbuje się przepchnąć swój mur choćby o kilka milimetrów, przekroczyć granice ludzkich możliwości. Tylko tak można się zbliżyć do rekordów, a o to w tym wszystkim chodzi — mówi Tomasz Majewski. Po miesiącach treningów przychodzą wielkie zawody, na których sportowiec rywalizuje z ludźmi, którzy zostali niemal identycznie wytresowani.

— Różni nas odrobinę przygotowanie i zdolność do opanowania stresu w decydującym momencie, gdy rozstrzyga się kolejność na podium. Wtedy liczy się denyprzez społeczeństwo: właśnie przez ten jeden bardzo prawdziwy moment próby, w przygotowania do którego wkłada się całe serce — wylicza Tomasz Majewski.

Ta uczciwość i prawdziwość w momencie próby sprawiają, że ludzie chcą oglądać nawet zawody w sportach, na które normalnie nie rzuciliby okiem. — Nie oszukujmy się: pchnięcie kulą nie jest ani sportem pięknym, ani sportem atrakcyjnym. Trudno znaleźć piękno w wielkich, spoconych brodaczach, ciskających ważącą ponad 7 kg kulą. Ja je widzę, ale wiem, że jest trudno — śmieje się mistrz olimpijski z Pekinu i Londynu.

Szczypta talentu

Tomasz Majewski rozprawia się z mitem, że do sukcesu w sporcie trzeba się urodzić. Dobre geny to tylko początek. — Można być dobrym w wielu rzeczach, niektórych uczyć się szybciej niż innych — ale to nie zawsze wystarcza. Ja byłem głęboko ukrytym talentem. Dokopywałem się do swojego w pchnięciu kulą naprawdę bardzo długo. Przeżyłem obecność talentów większych niż ja — mówi Tomasz Majewski. Jak mówi, jego najważniejszy talent to zdolność do wytrzymania ciężkiej, nieraz tytanicznej pracy na treningach.

— To surowa, bardzo ciężka praca fizyczna, której trzeba podejmować się dzień w dzień. By w ogóle zacząć myśleć o triumfach, trzeba ogromnego wysiłku, włożonego w trening — mówi Tomasz Majewski.

Drugi talent to końskie zdrowie. — Jest wiele sportowych komet: ludzi zdolnych, którzy prezentują się pięknie raz czy drugi, ale potem znikają, bo są podatni na kontuzje albo brakuje im samozaparcia, by ciągle pracować na treningach. A zazwyczaj nie pamięta się sportowców, którzy odnieśli jeden sukces, tylko takich, którzy odnieśli ich wiele i przez lata utrzymywali się na szczycie — mówi najlepszy polski kulomiot.

Masa pracy

Praca od najmłodszych lat przy budowaniu fundamentu pod sportowe sukcesy brzmi pięknie i godnie, ale według Tomasza Majewskiego to świetny sposób na wychowanie socjopatów. Cena sukcesu jest bardzo wysoka. — Idealny sportowiec powinien nie mieć rodziny i mieć masę wolnego czasu, który przeznaczy na dodatkowe treningi. Od najmłodszych lat tak naprawdę jest się tresowanym i charakter musi się do tego dostosować. Pożądane cechy to te, które źle się kojarzą. Sportowiec powinien być egoistą, człowiekiem zapatrzonym w siebie, operacja, siła ducha i umysłu — ten, który chce zwycięstwa najbardziej, wygrywa. Nieraz wygrywałem z ludźmi lepszymi ode mnie — z większym talentem, bardziej imponującymi życiówkami — bo po prostu lubię rywalizację i nic nie sprawia mi takiej frajdy jak pokonanie przeciwnika — mówi Tomasz Majewski.

Łut szczęścia

Z wielkiej masy pracy i talentu olimpijskie ciasto nie wyrośnie, jeśli nie dorzuci się do niej odrobiny sportowego farta. Tomasz Majewski miał go w szwedzkim Göteborgu w 2006 r. — Byłem wtedy po kontuzji i walczyłem o stypendium. Musiałem być w czołowej ósemce Mistrzostw Europy, żeby na nie zasłużyć. Po trzech próbach nie miałem pewnego miejsca w finale, bo ostatniego pchnięcia nie wykonał jeszcze mój kolega z Białorusi, Paweł Łyżyn. Pchnął dalej ode mnie, a ja pomyślałem: no trudno, trzeba pakować plecak, to będzie chudy rok — wspomina Tomasz Majewski.

Sędziowie jednak zgubili ślad kuli Białorusina, co zdarza się wyjątkowo rzadko, i nie zmierzyli mu próby. W kolejnej pchnął słabiej od Polaka. — Wszedłem do finału, zagwarantowałem sobie stypendium, a kariera się potem ułożyła. Takie bzdurne momenty bywają decydujące — mówi dwukrotny mistrz olimpijski. Najbardziej utytułowany polski kulomiot w historii ma jeszcze apetyt na choćby odrobinę sukcesu. — Kiedyś obiecałem sobie, że gdy moje pchanie kulą przekroczy granice absurdu i śmieszności, to z tym skończę. Na razie jednak do tego nie doszło — mówi Tomasz Majewski. © Ⓟ

PB SPIN — SUKCES PASJE INSPIRACJE

To wyjątkowe wydarzenie zgromadziło w jednym miejscu największe ikony polskiego biznesu, kultury, sportu i polityki. Na jednej scenie wystąpili: Marek Belka, Urszula Dudziak, Agnieszka Holland, Jan A.P. Kaczmarek, Andrzej Klesyk, Jan Kulczyk, Czesław Lang, Tomasz Majewski, Anja Rubik, Rafał Sonik, Lech Wałęsa i Herbert Wirth. Opowiedzieli o swoim pomyśle na zmienianie świata, osiąganie celów, przełamywanie barier i pokonywanie siebie. Wystąpienia na żywo oglądało ponad 200 gości, a transmisję online kilka tysięcy internautów. Zapraszamy do obejrzenia wszystkich na stronie spin.pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane