Któż był lepiej przygotowany na świat z koronawirusem niż firmy, których biznes opiera się na badaniu wirusów? SensDx, w którym 24,9 proc. ma giełdowa Neuca, tuż przed wybuchem pandemii rozpoczął produkcję testów na grypę i inne patogeny, więc wydawało się, że sytuacja na świecie to świetna okazja dla rozwoju biznesu. Od marca 2020 r. firma pracowała nad testem SARS-CoV-2 i w lipcu ogłosiła sukces: zespół prof. Krzysztofa Pyrcia z Małopolskiego Centrum Biotechnologii na Uniwersytecie Jagiellońskim zdefiniował białko wirusa do dalszego wykrywania za pomocą technologii SensDx, a rozwiązanie uzyskało rejestrację CE do użytku profesjonalnego. Spółka miała jedną linię produkcyjną testów o mocy 40 tys. sztuk miesięcznie. Mogła zrealizować zamówienia od wrocławskich klientów, ale chętnych na testy było znacznie więcej. Zainwestowała więc kilka milionów złotych, by do końca roku zwiększyć moce do 200 tys. testów miesięcznie.
— Zaczęliśmy produkcję w październiku, ale przy skalowaniu komponent zamawiany z firmy zewnętrznej z Niemiec: element elektrody, plastikowa podstawa ze złotą powierzchnią, nie spełniał wcześniejszych standardów jakości. Finalny produkt nie przechodził więc przez kontrolę wewnętrzną. W listopadzie musieliśmy wstrzymać produkcję i sprzedaż — mówi Dawid Nidzworski, wiceprezes ds. technologii w SensDx.

Polska firma sprawdziła, co spowodowało pogorszenie jakości u niemieckiego partnera, ale nie chce tego ujawnić. Obecnie spółki prowadzą wspólnie prace badawczo-rozwojowe nad opracowaniem procesu wytwarzania złotych powłok na dużą skalę.
— W najbliższych 6-8 tygodniach powinniśmy osiągnąć satysfakcjonującą jakość i przywrócić produkcję. Wiosną zapotrzebowanie na testy prawdopodobnie będzie niższe. Przepadła nam biznesowa okazja, ale uznaliśmy, że możemy dostarczać tylko najwyższej jakości produkt — mówi Dawid Nidzworski.
SensDx najpierw przywróci produkcję na poziomie kilkunastu tysięcy testów, dojdzie do kilkudziesięciu, a w ciągu dwóch miesięcy od jej uruchomienia osiągnie zapowiadany poziom 150-200 tys. sztuk. Liczy, że uda się wrócić do dawnych klientów.
— Rynek jest elastyczny. Gdy wycofaliśmy się z produkcji, akurat wprowadzono testy największych na świecie graczy. Nie musieliśmy, jak niektóre spółki giełdowe, tłumaczyć się akcjonariuszom, nie musieliśmy zwracać zaliczek na poczet przyszłej produkcji, bo ich nie braliśmy. Poza stratą potencjalnych zysków nie ponieśliśmy szkód. Powrót do klientów, którym odmówiliśmy dostarczenia zamówionych testów, nie jest może komfortową sytuacją, ale wierzymy, że produkt się obroni i to się uda — mówi wiceprezes ds. technologii.
Testy SensDx polegają na pobraniu wymazu, który jest nakładany na elektrodę i trafia do Moby SensDx, autorskiego urządzenia firmy, rozmiarami przypominającego myszkę komputerową. W przypadku wirusów grypy na wynik testu trzeba czekać 5, a w przypadku koronawirusa SARS CoV-2 — 7-8 minut.
Zatrudniająca 50 osób spółka z oddziałami we Wrocławiu, Warszawie, Gdańsku i Lublinie miała w 2019 r. 4,6 mln zł przychodów i ponad 5 mln zł straty netto. Uzyskała 25 mln zł z grantów NCBR na rozwój technologii diagnostyki grypy.
Problemy z testami mają też inne firmy. Notowane na NewConnect Inno-Gene nie zrealizowało planów zamówień w 2020 r., bo przedłużył się proces produkcyjny zestawów RT-LAMP. Inni zarabiają krocie, np. Biomaxima, która sprzedaje testy immunochromatograficzne i molekularne do diagnostyki SARS-CoV-2, potroiła w 2020 r. przychody, a Blirt, producent odczynników wykorzystywanych w testach i dystrybutor testów, zwiększył je sześciokrotnie. Excellence, producent syropów, który poszerzył asortyment o testy i sprzedał ich 14 tys., zwiększył dzięki temu zysk operacyjny w IV kw. 2020 r. o połowę.