Serafin przychodzi do SKOK Wołomin

opublikowano: 14-10-2018, 22:00

Prezes kółek rolniczych i były poseł PSL oskarżony jest o wyłudzanie kredytów na siebie i „słupy” oraz wypranie 21 mln zł

Przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga ruszył proces Władysława Serafina, jednego z najbardziej znanych działaczy rolnych w kraju. Były poseł PSL i prezes Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych (zgodził się na publikowanie swojego wizerunku i pełnych danych osobowych) oskarżony jest o popełnienie aż 102 przestępstw. Nie przyznaje się do winy. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Wątpliwe towarzystwo

„PB” prześwietlił akta jego sprawy. W osiemdziesięciu tomach i wynikającym z nich akcie oskarżenia prokuratura dowodzi, że Władysław Serafin: wyłudził ze Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo Kredytowej w Wołominie (SKOK Wołomin) trzy pożyczki na siebie o łącznej wartości 3,6 mln zł, pomagał przy oszustwach kredytowych na podstawione osoby (tzw. „słupy”) na kolejne 3 mln zł i wreszcie: brał udział w wypraniu 20,9 mln zł, które zostały wyłudzone ze SKOK Wołomin, a następnie trafiły do spółki TVR, w której były poseł PSL był mniejszościowym udziałowcem.

Zdaniem prokuratora Roberta Kiełka Władysław Serafin współdziałał przy tym z osobami tworzącymi zorganizowaną grupę przestępczą, wyłudzającą kredyty ze SKOK Wołomin, czyli Mariuszem G., byłym prezesem kasy, Joanną P., byłą wiceprezes, oraz Piotrem P., byłym członkiem jej rady nadzorczej. Ten ostatni, były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych, znany pod pseudonimami „Bentley” i „Helikopter” (poruszał się takimi środkami transportu), zdaniem śledczych „faktycznie prowadził sprawy majątkowe” SKOK Wołomin i dlatego ma zarzut kierowania gangiem, działającym w kasie. Właśnie Piotr P. i Mariusz G., przez cypryjską firmę Colibrus Media, byli też większościowymi udziałowcami TVR. Czyli wspólnikami w interesach Władysława Serafina…

Zarówno w śledztwie, jak i przed sądem były poseł przyznał się jedynie do przedstawienia na potrzeby własnych kredytów nieprawdziwych zaświadczeń o dochodach, ale — jak powiedział — zrobił to z wyższej konieczności, bo wzięte pożyczki wykorzystał na spłatę zobowiązań kierowanego przez siebie związku kółek rolniczych.

— Cała reszta, w tym udział w praniu pieniędzy, to fałszywe zarzuty, spreparowane na zapotrzebowanie polityczne, żeby mnie trzymać w areszcie. Jestem niewinny i to udowodnię — powiedział przed sądem Władysław Serafin.

Kredyty na siebie

Pierwsze pożyczki w SKOK Wołomin wziął już w 2010 r. Najpierw, w kwietniu, na 300 tys. zł, potem, w czerwcu, na 0,5 mln zł. Już przy tej drugiej przedłożył nierzetelne, zdaniem prokuratury, zaświadczenie o dochodach z powiązanej z kółkami rolniczymi spółki CIKR. Poręczycielem kredytu został przy tym człowiek, który rzekomo miał zarabiać 61 tys. zł miesięcznie. Jak później zeznał: nigdy nie pracował w firmie wystawiającej zaświadczenie, a jedynie „wyświadczył przysługę swojemu wujkowi”. Wujkiem tym był… Piotr P.

Kolejny kredyt w wołomińskiej kasie, już na 2,1 mln zł, Władysław Serafin zaciągnął na przełomie sierpnia i września 2011 r. Na jego potrzeby złożył dokumenty, z których wynikało, że zarabia 33,7 tys. zł miesięcznie, z czego 25,3 tys. zł w kółkach rolniczych. Poręczycielem w tym przypadku został Krzysztof W., jeden z najbliższych współpracowników Piotra P., który jako dyrektor handlowy w jednej z kontrolowanych przez niego spółek miał zarabiać 121 tys. zł.

Zabezpieczeniem kredytu była przy tym nieruchomość Władysława Serafina w Kłobucku, która wedle przedłożonego przez niego operatu miała być warta ponad 18 mln zł. Tyle że rzeczoznawca, będący jego autorem, zeznał, że przygotował wycenę według hipotetycznych założeń, zgodnie z którymi grunt rolny miałby zostać budowlanym. I dodał, że operat nie mógł służyć do uzyskania kredytu. Ta sama działka w marcu 2016 r. została wyceniona na zlecenie syndyka SKOK Wołomin. Na… 778,8 tys. zł.

Kilka miesięcy później znajomi z wołomińskiej kasy udzielili Władysławowi Serafinowi jeszcze jednego kredytu, tym razem na 1 mln zł. Prezes kółek rolniczych miał już rzekomo zarabiać 48 tys. zł, a nieruchomość w Wejherowie, która zabezpieczała pożyczkę, mieć wartość ponad 20 mln zł. Tyle, że z deklaracji podatkowej, złożonej przez działacza chłopskiego, wynikało, że w całym 2011 r. zarobił 160 tys. zł. A biegły, działający na zlecenie prokuratura, uznał, że wycena wejherowskiej działki zawierała wiele błędów i była zawyżona co najmniej czterokrotnie.

Życiowa dewiza

Dwóch pożyczek zaciągniętych w 2011 r. Władysław Serafin nie spłacał i już na początku 2017 r. jego zadłużenie sięgało 3,9 mln zł. Były poseł broni się, że brał je na cele publiczne, a nie osobiste — tylko po to, by spłacić zobowiązania związku kółek rolniczych i związanych z nimi spółki i fundacji. Tak, by uniknąć egzekucji komorniczej z majątku jego i innych członków władz związku.

Prokuratura podkreśla jednak, że choć rzeczywiście większość pieniędzy z pożyczek poszła na te cele, to jednocześnie Władysław Serafin stawał się wierzycielem tych podmiotów. A co więcej — część środków wydał na prywatne cele. Prokuraturę zainteresowało coś jeszcze. To, że na rachunek byłego posła w SKOK Wołomin duże pieniądze wpłacały osoby z gangu działającego w tej kasie, m.in. sam Piotr P. Zapytany o to Władysław Serafin zeznał, że jego dewiza życiowa, którą realizował, polega na pożyczaniu pieniędzy od wielu osób i firm. Przy czym zaznaczył, że dbał, by wszystkie pożyczki były uczciwe i zgłaszane do urzędu skarbowego. Tyle, że kwoty, o które pytali śledczy, fiskusowi nie zostały zgłoszone.

Zdaniem prokuratury jednym z dowodów najbardziej obciążających Władysława Serafina, są wyjaśnienia Piotra P., który przyznał się do winy i poszedł na współpracę z organami ścigania, licząc na status tzw. małego świadka koronnego i nadzwyczajne złagodzenie kary. Zeznał on m.in.: „wiem, że Serafin nie spłacał swoich pożyczek i trzeba było zaangażować dla niego słupy, aby pomóc mu w spłacie”.

To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
×
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Kredyty na słupy

Według aktu oskarżenia, w sierpniu 2013 r. Władysław Serafin przyjął na swój rachunek w SKOK Wołomin 3 mln zł pochodzące z trzech różnych kredytów, udzielonych Dariuszowi G., Robertowi R. i Jakubowi O. Wszystkie były zabezpieczone nieruchomością byłego posła w Kłobucku, z tym, że jej mniejszościowymi współwłaścicielami stali się równocześnie trzej kredytobiorcy.

Zgodnie z dokumentacją pożyczek, Dariusz G., Robert R. i Jakub O. mieli pracować w warszawskiejfirmie Sawimpex jako odpowiednio dyrektor ds. infrastruktury, dyrektor ds. technologii i koordynator systemów informatycznych. A ich zarobki miesięczne miały mieścić się w podobnym przedziale, między... 120,7 tys. zł a 121,7 tys. zł. Władysław Serafin

Nieźle, szczególnie jak na osoby podstawione, które naprawdę — jak wynika z ich wyjaśnień — były bezrobotne lub wykonywały dorywcze prace. Dariusz G., były bezdomny ze Szczecina, który leczył się odwykowo, zeznał, że dotarł do Warszawy tylko dlatego, że jeden z tzw. naganiaczy Jakuba B. (organizatora słupów dla gangu Piotra P.) dał mu pieniądze „na bilet, papierosy i kanapkę na drogę”.

— U notariusza był pan Serafin z PSL, znałem jego twarz z telewizji, to mnie uspokoiło, bo on zaczął ze mną rozmawiać, mówił żebym się nie martwił, powiedział, że to jest bezpieczne, to robi się dłuższy czas, a ja nie będę miał z tego żadnych konsekwencji. To mnie uspokoiło — zeznał Dariusz G.

I dodał, że być może dlatego, że Władysław Serafin był „sympatyczny”. Na tyle, że jak później go odnalazł, by przepisać ziemię z powrotem, to przy okazji wręczył mu 1,7 tys. zł. Z tym, co dostał od naganiacza, dawało to łącznie 5 tys. zł. Przy kredycie, przypomnijmy, o wartości 1 mln zł. Prokuratura twierdzi, że niewiele więcej, bo zaledwie 20 tys. zł z tych 3 mln zł, zainkasował Władysław Serafin. Resztę, 2,98 mln zł, oddał Piotrowi P. A ten przeznaczył je na spłatę wcześniej wyłudzonych kredytów. Tak, by pożyczkowa spirala mogła kręcić się dalej. Korzystanie ze słupów miało przy tym, według Piotra P., odbywać się za wiedzą szefa kółek rolniczych. Ten zaprzecza i przekonuje, że sam został oszukany.

Telewizyjna pralnia

Władysław Serafin kwestionuje też zarzuty dotyczące prania pieniędzy wyłudzonych ze SKOK Wołomin na potrzeby Telewizji Rolniczej, której był udziałowcem. Prokuratura dowodzi, że od czerwca 2010 r. do października 2014 r. sam SKOK Wołomin oraz firmy i osoby kontrolowane przez działający w nim gang dokonały 93 transferów pieniędzy do TVR na łącznie 20,9 mln zł. Nie była to udana inwestycja. Tylko w latach 2010-13 skumulowana strata netto operatora telewizji sięgnęła 23,1 mln zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących zaledwie 5,7 mln zł. Spółka ostatecznie upadła w 2015 r.

Władysław Serafin przekonuje, że nie miał wpływu na TVR po tym, jak w połowie 2010 r. przestał być jej prezesem i sprzedał większościowy pakiet, a później systematycznie zmniejszał swoje udziały. I że za wydarzenia w firmie odpowiadali Mariusz G. i Piotr P. oraz wyznaczony przez nich zarząd: prezes Tomasz S. i wiceprezes Dominik de V.

Ten pierwszy to były dziennikarz radiowy, który wspólnie z drugim prowadził agencję reklamową. Obaj zasiadają na ławie oskarżonych z Władysławem Serafinem z tymi samymi zarzutami — wyprania 20,9 mln zł. Nie przyznają się do winy. Zapewniają, że nie mieli świadomości, że pieniądze na finansowanie działalności TVR pochodziły z nielegalnych źródeł.

Z zeznań Piotra P., Joanny P. i pracowników SKOK Wołomin wynika, że Tomasz S. i Dominik de V. zdawali cotygodniowe raporty szefom wołomińskiej kasy. A także, co przyznają sami oskarżeni, odbierali pieniądze na funkcjonowanie telewizji w gotówce, często po 200-300 tys. zł, w siedzibie SKOK Wołomin (przy czym Dominik de V. był też członkiem jej rady nadzorczej).

W przeciwieństwie do Władysława Serafina, który od marca 2017 r. przebywa w areszcie tymczasowym, dwaj pozostali oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy (zastosowano wobec nich poręczenie majątkowe wysokości 100 i 200 tys. zł). Prokuratura nie zajęła też ich majątku. W przypadku byłego posła śledczy, na poczet grzywny, kompensaty majątkowej i przepadku korzyści z przestępstwa, zabezpieczyli jego nieruchomości hipotekami na kwotę 5,95 mln zł oraz zakazem zbywania i obciążania części z nich.

 

Megaprzekręt

Nieprawidłowości w SKOK Wołomin to jedna z największych afer gospodarczych w historii Polski. Już w lutym 2018 r. Prokuratura Krajowa informowała, że we wszystkich śledztwach dotyczących wołomińskiej kasy jest aż 872 podejrzanych, do sądów trafiły akty oskarżenia przeciwko 305 osobom, a prawomocnie skazano 156. Sprawa jest na tyle duża i wielowątkowa, że prowadzą ją dwa specjalne zespoły prokuratorów: jeden w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga, a drugi w Prokuraturze Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. Zdaniem śledczych kasą rządziła zorganizowana grupa przestępcza, która w ciągu kilku lat wyłudziła z niej, głównie przy użyciu tzw. słupów, kredyty na blisko 2 mld zł. Wśród podejrzanych jest cały były zarząd SKOK Wołomin: prezes Mariusz G. i wiceprezesi: Joanna P. i Mateusz G. Za głównego pomysłodawcę i szefa gangu prokuratorzy uznają jednak byłego członka rady nadzorczej kasy, Piotra P. On sam usłyszał aż 911 zarzutów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane