Sesja pod znakiem cudów

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-06-19 11:03

Na otwarciu warszawskich notowań zagrały emocje i zgromadzona w pierwszych zleceniach podaż zepchnęła WIG20 na nowe dno bessy na poziomie 2625 pkt. Błyskawicznie jednak nastąpił ruch powrotny, gdyż zabrakło chętnych do sprzedaży na tym poziomie cenowym, a popyt postanowił skorzystać z okazji i zebrał akcje z rynku.

O dziwo, rynek terminowy w ogóle nie zareagował na poranną przecenę, a minimum na wrześniowej serii kontraktów wypadło na poziomie 2650 pkt. Wygląda na to, że ktoś miał dar przewidzenia, że wyprzedaż na rynku kasowym będzie krótkotrwałym impulsem. Od pierwszych notowań na rynku akcji różnica między notowaniami kontraktów a indeksem zmieniła nagle znak na dodatni, jak gdyby inwestorzy zakładali, że dzisiejszy dołek wyznaczy trwalsze dno koniunktury.

Strategia gry na odbicie przynosi, jak dotąd, doskonałe rezultaty, gdyż indeks zdołał nie tylko odrobić całą dzisiejszą stratę, ale też zdobył dodatkowe punkty i powrócił ponad poziom 2700 pkt. Zapewne nie takiego scenariusza spodziewały się niedźwiedzie. Dzięki sporej wymianie w pierwszej fazie sesji obroty podskoczyły i przekroczyły właśnie poziom 400 mln zł. Koszyki kupna rządzą rynkiem, co nie dziwi na dzień przed wygaśnięciem serii kontraktów. Wygląda na to, że tradycyjna sesja cudów wypadnie właśnie dzisiaj.

Wśród największych blue chipów dobrze radzą sobie PKN i Pekao. Telekomunikacja i KGHM zyskują mniej, ale są nad kreską. W strefie spadków nie ma żadnego z gigantów, co zapowiada obronę indeksu. Mimo kiepskich nastrojów na otwarciu poradził sobie dzisiejszy debiutant – Marvipol, który zaczął karierę od powtórzenia ceny emisyjnej, a obecnie nieznacznie rośnie. W segmencie mniejszych spółek nie widać zaniepokojenia. Indeks mWig40 waha się na poziomie neutralnym, a sWig80 minimalnie traci. Reasumując  można powiedzieć, że jak na rynek, który właśnie spadł do najniższego w tym roku poziomu, GPW ma się całkiem nieźle.

Indeksy giełd europejskich w większości są nadal pod kreską, ale i tam widać nieznaczną poprawę nastrojów. Pod największą presją są oczywiście banki, a towarzyszą im producenci samochodów, dla których droga ropa może oznaczać spadek sprzedaży. Decyzja Banku Szwajcarii o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie pomogła dolarowi, ale jak dotąd nie zareagowały na to notowania ropy, które pozostały ponad poziomem 136 USD za baryłkę.

Amerykańskie kontrakty powoli odzyskują wigor i odrobiły już część porannych strat, co przekłada się na notowania w Europie. Rośnie prawdopodobieństwo, że po ostatnich spadkach popyt spróbuje nie dopuścić do pogłębienia przeceny nowojorskich indeksów. Zanim jednak za oceanem rozpocznie się sesja, napłyną stamtąd dane o liczbie nowych bezrobotnych. Nieco później, bo o godz. 16., inwestorzy poznają wartość indeksu wiodących wskaźników ekonomicznych oraz indeks koniunktury w regionie Filadelfii.

Możesz zainteresować się również: