Kiedy teleskop Hubble’a trafił na orbitę, okazało się, że jest zepsuty. Ale dziś dzięki niemu wiemy, jak piękny jest kosmos.
Bez cieniutkiej — jak na kosmiczne warunki — warstwy atmosfery Ziemia byłaby kamieniem, martwą planetą. Dzięki niej oddychamy, chroni nas przed promieniowaniem i wydawało się, że trudno znaleźć kogoś, komu by ona przeszkadzała. A jednak są tacy — astronomowie.
Atmosfera utrudnia obserwację nieba, pochłania znaczną część promieniowania podczerwonego i ultrafioletowego i chociaż daje życie, również astronomom, utrudnia im odkrywanie tajników wszechświata.
Krok w chmury
A gdyby tak obserwować kosmos z kosmosu — zaczęli się zastanawiać astronomowie. Realizacja tych marzeń stała się możliwa dopiero wówczas, gdy ludzkość wkroczyła w erę kosmiczną. Od 1968 r. NASA rozpoczęła prace nad projektem wielkiego teleskopu kosmicznego, któ- rego lustro miałoby śred- nicę 3 m.
Wkrótce cięcia budżetowe przyhamowały program. Zwierciadło zmniejszono do 2,4 m. NASA nawiązała współpracę z Europejską Agencją Kosmiczną, która uczestniczyła w kosztach. Start zaplanowano na 1983 r., na początku lat 80. teleskopowi nadano imię Edwina Hubble’a (na zdjęciu u góry), astronoma, który był współtwórcą koncepcji rozszerzania się wszechświata.
Kosmiczna wtopa
Budowa się przeciągała. Start odłożono na 1986 r. Potem flota wahadłowców została na wiele miesięcy uziemio-na po katastrofie Challengera. Ostatecznie w kwietniu 1990 r. misja STS 31 promu Discovery wyniosła długą na ponad 13 m konstrukcję na orbitę. Astronomowie zacierali ręce, czekając na zdjęcia odległych mgławic i galaktyk, jakich jeszcze nie widzieli i w pewnym sensie się nie zawiedli — jeszcze nigdy nie widzieli zdjęć tak niewyraźnych.
Okazało się, że zwierciadło teleskopu ma minimalnie niewłaściwy profil. Zapachniało klęską — projekt, który miał kosztować w myśl założeń 400 mln dol., a pochłonął kilka miliardów, mógł się okazać, delikatnie mówiąc, średnio użyteczny. Naukowcy wymyślili jednak, jak skorygować niedokładności i w grudniu 1993 r. misja promu Endeavour naprawiła teleskop. Od tego czasu Hubble’a naprawiano kilkakrotnie. Dodawano nowy sprzęt, chociaż całą aparaturą wciąż sterują trzy komputery z procesorami klasy 486 (starsi informatycy pamiętają) i 2 MB pamięci. Naukowcy mówią półżartem, że to w zupełności wystarczy, bo w kosmosie nie ma Windows. Ostatnia, piąta misja serwisowa, zaplanowana jest na 28 sierpnia tego roku.
Kosmiczne piękno
Dostarczane przez Hubble’a zdjęcia zachwycają. Nikt przedtem tak głęboko w kosmos nie sięgnął — Hubble przesłał nawet serię zdjęć galaktyk odległych o 13 mld lat świetlnych. Projektowi zawdzięczamy też znakomite zdjęcia zderzenia komety Shoemarker-Levy 9 z Jowiszem, a także udowodnienie teorii Hubble’a o rozszerzaniu się wszechświata (żeby nie była za prosto — z danych dostarczanych przez teleskop wynika, że wszechświat rozszerza się coraz szybciej, a nie coraz wolniej, jak sądzili astronomowie).
Teleskop Hubble’a doczekał się również kilku mniejszych braci w ramach programu wielkich kosmicznych obserwatoriów. W 1991 r. dołączył teleskop Comptona, odbierający promienie gamma (spłonął w atmosferze w 2000 r.), Chandra w 1999 r. (promienie rentgenowskie) i Spitzera (tego od koncepcji kosmicznych teleskopów), który obserwuje wszechświat w podczerwieni.
Hubble będzie krążył 600 km nad naszymi głowami do 2013 r., kiedy ma go zastąpić nowszy i doskonalszy teleskop Jamesa Webba. O ile oczywiście nie będzie poślizgu i cięć kosztów.
