Sięgnął, gdzie wzrok (nie) sięga

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-04-25 00:00

Kiedy teleskop Hubble’a trafił na orbitę, okazało się, że jest zepsuty. Ale dziś dzięki niemu wiemy, jak piękny jest kosmos.

Kiedy teleskop Hubble’a trafił na orbitę, okazało się, że jest zepsuty. Ale dziś dzięki niemu wiemy, jak piękny jest kosmos.

Bez cieniutkiej — jak na kosmiczne warunki — warstwy atmosfery Ziemia byłaby kamieniem, martwą planetą. Dzięki niej oddychamy, chroni nas przed promieniowaniem i wydawało się, że trudno znaleźć kogoś, komu by ona przeszkadzała. A jednak są tacy — astronomowie.

Atmosfera utrudnia obserwację nieba, pochłania znaczną część promieniowania podczerwonego i ultrafioletowego i chociaż daje życie, również astronomom, utrudnia im odkrywanie tajników wszechświata.

Krok w chmury

A gdyby tak obserwować kosmos z kosmosu — zaczęli się zastanawiać astronomowie. Realizacja tych marzeń stała się możliwa dopiero wówczas, gdy ludzkość wkroczyła w erę kosmiczną. Od 1968 r. NASA rozpoczęła prace nad projektem wielkiego teleskopu kosmicznego, któ- rego lustro miałoby śred- nicę 3 m.

Wkrótce cięcia budżetowe przyhamowały program. Zwierciadło zmniejszono do 2,4 m. NASA nawiązała współpracę z Europejską Agencją Kosmiczną, która uczestniczyła w kosztach. Start zaplanowano na 1983 r., na początku lat 80. teleskopowi nadano imię Edwina Hubble’a (na zdjęciu u góry), astronoma, który był współtwórcą koncepcji rozszerzania się wszechświata.

Kosmiczna wtopa

Budowa się przeciągała. Start odłożono na 1986 r. Potem flota wahadłowców została na wiele miesięcy uziemio-na po katastrofie Challengera. Ostatecznie w kwietniu 1990 r. misja STS 31 promu Discovery wyniosła długą na ponad 13 m konstrukcję na orbitę. Astronomowie zacierali ręce, czekając na zdjęcia odległych mgławic i galaktyk, jakich jeszcze nie widzieli i w pewnym sensie się nie zawiedli — jeszcze nigdy nie widzieli zdjęć tak niewyraźnych.

Okazało się, że zwierciadło teleskopu ma minimalnie niewłaściwy profil. Zapachniało klęską — projekt, który miał kosztować w myśl założeń 400 mln dol., a pochłonął kilka miliardów, mógł się okazać, delikatnie mówiąc, średnio użyteczny. Naukowcy wymyślili jednak, jak skorygować niedokładności i w grudniu 1993 r. misja promu Endeavour naprawiła teleskop. Od tego czasu Hubble’a naprawiano kilkakrotnie. Dodawano nowy sprzęt, chociaż całą aparaturą wciąż sterują trzy komputery z procesorami klasy 486 (starsi informatycy pamiętają) i 2 MB pamięci. Naukowcy mówią półżartem, że to w zupełności wystarczy, bo w kosmosie nie ma Windows. Ostatnia, piąta misja serwisowa, zaplanowana jest na 28 sierpnia tego roku.

Kosmiczne piękno

Dostarczane przez Hubble’a zdjęcia zachwycają. Nikt przedtem tak głęboko w kosmos nie sięgnął — Hubble przesłał nawet serię zdjęć galaktyk odległych o 13 mld lat świetlnych. Projektowi zawdzięczamy też znakomite zdjęcia zderzenia komety Shoemarker-Levy 9 z Jowiszem, a także udowodnienie teorii Hubble’a o rozszerzaniu się wszechświata (żeby nie była za prosto — z danych dostarczanych przez teleskop wynika, że wszechświat rozszerza się coraz szybciej, a nie coraz wolniej, jak sądzili astronomowie).

Teleskop Hubble’a doczekał się również kilku mniejszych braci w ramach programu wielkich kosmicznych obserwatoriów. W 1991 r. dołączył teleskop Comptona, odbierający promienie gamma (spłonął w atmosferze w 2000 r.), Chandra w 1999 r. (promienie rentgenowskie) i Spitzera (tego od koncepcji kosmicznych teleskopów), który obserwuje wszechświat w podczerwieni.

Hubble będzie krążył 600 km nad naszymi głowami do 2013 r., kiedy ma go zastąpić nowszy i doskonalszy teleskop Jamesa Webba. O ile oczywiście nie będzie poślizgu i cięć kosztów.