Przed Almą daleka droga do realizacji tegorocznych prognoz. Zarząd jest pewny swego, ale inwestorzy chyba nie dowierzają.
Wyprzedażą akcji i spadkiem ich ceny nawet o 7 proc., do 23,10 zł (najniżej od marca), przyjęli inwestorzy giełdowi opublikowane wczoraj kwartalne wyniki finansowe Almy Marketu, krakowskiej sieci supermarketów. Walory wyprzedawano, bowiem w okresie kwiecień-czerwiec grupa zanotowała stratę netto. Wyniosła ona 330 tys. zł wobec 2,14 mln zł zysku w analogicznym okresie roku ubiegłego. Pogorszenie koniunktury firma tłumaczy wysokimi kosztami otwierania nowych sklepów (do końca przyszłego roku ma ich powstać nawet 10) i spadkiem marż w handlu artykułami petrochemicznymi. Zarząd uspokaja giełdowych graczy.
„Wyniki 2005 roku zostaną zrealizowane zgodnie z prognozami” — czytamy w komentarzu do raportu.
Kilka miesięcy temu Alma informowała, że skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgną w tym roku 430 mln zł, a zysk netto zamknie się kwotą 7 mln zł. Po półroczu prognoza sprzedaży została zrealizowana w 40 proc., a zysku netto — zaledwie w 16 proc. Szykuje się więc albo bardzo dobre drugie półrocze, albo korekta prognoz.
— Kluczowy będzie czwarty kwartał. Dla takich spółek jak Alma to czas żniw. Pierwsze półrocze jest słabe, ale to nie jest zaskoczenie. Spółka rzeczywiście ponosiła duże koszty związane z otwieraniem nowych sklepów. To zacznie jednak procentować — mówi Marcin Materna, analityk DM Millennium.
Jego zdaniem, prognoza na razie jest bezpieczna. Na poziomie zysku netto spółka powinna zbliżyć się do 7 mln zł. Nadal jednak inwestycja w akcje Almy jest ryzykowna.
— To biznes opierający się na kilku sklepach. Jeśli się uda, będzie bardzo dobrze, jeśli nie... — ostrzega analityk.