Śmierć pierwszego prezydenta

Konstruktor i inżynier, budowniczy tam i elektryfikator Szwajcarii. Poseł, minister i pierwszy prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Jak przyznał jego zabójca, zginął przypadkowo, kule przygotowane były bowiem dla Piłsudskiego.

Narutowicz urodził się w 1865 r. w szlacheckiej rodzinie na Żmudzi. Ojciec, powstaniec styczniowy, umiera kiedy Gabriel ma rok. Starszy o trzy lata brat Stanisław, będzie natomiast w przyszłości posłem do kowieńskiego parlamentu, sygnatariuszem aktu niepodległości Litwy. 

Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz
Wyświetl galerię [1/3]

Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz

Adam Dulęba, Wikipedia

Pani Narutowiczowa szybko wyjeżdża z młodymi synami do Lipawy, w dzisiejszej Łotwie, aby zapewnić im w miarę niezależną edukację. W tych latach bowiem, po upadku powstania, na terenach polskich i litewskich niezwykle zaostrzono rusyfikację, szczególnie w edukacji młodzieży.

Gabriel Narutowicz udał się na studia do Petersburga, ale szybko musiał je przerwać i wyjechał do Szwajcarii, gdzie w latach 1887-1891 studiował na słynnej Politechnice Federalnej w Zurychu, uważanej do dziś za jedną z najlepszych szkół technicznych na świecie. Podczas studiów pomagał polskim emigrantom zmuszonym do opuszczenia kraju, został za to pozbawiony możliwości powrotu w rodzinne strony. Przyjął więc w 1895 r. szwajcarskie obywatelstwo i rozpoczął służbę nowej ojczyźnie.

Niemal równocześnie z obywatelstwem objął stanowisko szefa sekcji regulacji Renu. Konstruktorzy tamtych czasów zachwycali się technicznymi możliwościami nowych materiałów i wynalazkami  takimi  ja dynamit, które pozwalały drążyć tunele w litej skale i zmieniać bieg rzek. Narutowicz włączył się w ten nurt. Wykorzystując warunki naturalne Alp projektował hydroelektrownie w Szwajcarii i ościennych krajach umożliwiające elektryfikację górskich miast i wsi. Ukoronowaniem jego działalności akademickiej była w 1907 r. profesura w katedrze budownictwa wodnego macierzystej uczelni, a później funkcja dziekana, którą pełnił w latach 1913-1919. Kolejnego roku akademickiego już nie rozpoczął. We wrześniu 1919 r. przybył do Polski na zaproszenie nowego rządu.

Władysław Grabski, jeden z najwybitniejszych polskich polityków IIRP powołał go do swojego rządu 23 czerwca 1920 r. i powierzył najwłaściwsze stanowisko – ministra robót publicznych, którego zadaniem była industrializacja i odbudowa straszliwie zniszczonej polskiej infrastruktury. Stanowisko to pełnił zaledwie dwa lata, ale zdążył w tym czasie rozpocząć przygotowania do planów regulacji Wisły oraz nadzorował budowę hydroelektrowni w Porąbce na Sole. 

Niemal dokładnie w dwa lata po objęciu teki ministra zmienił resort i w połowie 1922 r. objął sprawy zagraniczne, którymi miał kierować do czasu elekcji prezydenckiej w grudniu.

Wybory prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej nie zapowiadały się dobrze. Zgromadzenie Narodowe było podzielone, ugrupowania rozproszone a posłowie rozpolitykowani. Nie miała szans idea znalezienia kandydata, który połączyłby zwaśnione stronnictwa.  Również ordynacja wyborcza nie była najszczęśliwsza, a walki stronnictw popierających konkretnych kandydatów doprowadziły do wyłonienia dwóch liderów – hrabiego Maurycego Zamoyskiego oraz Gabriela Narutowicza. O wyborze tego drugiego zadecydowany głosy lewicy, mniejszości narodowych oraz PSL „Piast”, którego posłowie nie mogli w zgodzie z sumieniem poprzeć ziemianina – największego wówczas posiadacza ziemskiego. W wyniku rozstrzygającego głosowania Gabriel Narutowicz otrzymał 289 głosów, a hr. Zamoyski 227. Tym samym Narutowicz został pierwszym prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej większością 12 głosów.

Od razu po wyborze politycy prawicowi rozpoczęli krytykę elekta zarzucając mu ateizm, członkostwo w masonerii oraz zdobycie urzędu dzięki głosom mniejszości narodowych. W Warszawie rozpoczęły się rozruchy uliczne inspirowane przez Narodową Demokrację. Trwały one również w dniu zaprzysiężenia, kiedy manifestanci starali się zatarasować orszakowi elekta drogę do gmachu sejmu. W pierwszych dniach sprawowania funkcji prezydent Rzeczypospolitej wykonał kilka przyjacielskich gestów w stronę swych przeciwników – spotkał się z przedstawicielami chadecji oraz Kościoła, rozpoczął rozmowy o powołaniu pozaparlamentarnego rządu zgody narodowej a także zaproponował tekę szefa MSZ swemu kontrkandydatowi – hrabiemu Zamoyskiemu.

Trzy dni po zaprzysiężeniu, 14 grudnia, odbyło się przejęcie władzy od tymczasowego Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego w Belwederze. Piłsudski oczekiwał prezydenta w zwykłej szarej legionowej kurtce, a swoje przemówienie po akcie przekazania władzy zakończył słowami: „Panie Prezydencie, jako jedyny oficer polski służby czynnej, który dotąd nigdy przed nikim nie stawał na baczność, staję oto na baczność przed Polską, którą Ty reprezentujesz, wznosząc toast: Pierwszy Prezydent Rzeczypospolitej niech żyje!”

Pierwszy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie przeżył nawet 48 godzin od wypowiedzenia tych słów przez Piłsudskiego.

W dniu swojej śmierci Narutowicz podpisał jedyny formalny dokument swej kadencji – akt łaski dla pewnego więźnia skazanego na śmierć. Choć miał wtedy powiedzieć, że to dobry znak na przyszłość, to bardzo się jej jednak obawiał – tego samego dnia poprosił swego przyjaciela o zaopiekowanie się dziećmi, gdyby stało się jakieś nieszczęście. 

Wczesnym popołudniem prezydent przyjechał do gmachu Zachęty. Wraz z członkami korpusu dyplomatycznego, śmietanki towarzyskiej Warszawy oraz grupą malarzy podziwiał wystawę obrazów. Na gratulacje ze strony żony ambasadora angielskiego odpowiedział żartem, że powinna mu raczej złożyć kondolencje. Chwilę potem, przed obrazem Teodora Ziomka „Szron” padły w tłumie trzy strzały z rewolweru. Nastąpił chaos, prezydent zaczął osuwać się na ziemię i szybko upadł na podłogę. Przybyły wkrótce lekarz stwierdził śmierć Gabriela Narutowicza. 

Zamachowcem był Eligiusz Niewiadomski, malarz, sympatyk skrajnej prawicy. W późniejszym procesie przyznał, że pierwotnie planował zamach na Piłsudskiego, ale zmienił cel w momencie rezygnacji Naczelnika z kandydowania na urząd prezydenta. Zabójca został skazany na śmierć i rozstrzelany 31 stycznia 1923 r. na terenie Cytadeli.

Opróżniony urząd prezydenta objął tymczasowo, po przybyciu do Zachęty i sporządzeniu urzędowego aktu zgonu, Marszałek Sejmu Maciej Rataj. On sam również zginie od kuli – rozstrzelany w Palmirach w 1940 r.

Gabriel Narutowicz spoczął w podziemiach warszawskiej katedry. Wiersze o jego śmierci napisali m.in. Julian Tuwim i Antoni Słonimski. W 1977 powstał film pt. „Śmierć prezydenta” w reżyserii Jerzego Kawalerowicza, którego stylistyka ma charakter dokumentu oddającego okoliczności zamachu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Historii / Śmierć pierwszego prezydenta