Rynek miedzi i aluminium ożył po krótkiej korekcie. To ważny sygnał dla wielu spółek z GPW i inwestorów
Nadzieje na spadki cen mogą być płonne. Duże banki inwestycyjne znów obstawiają falę wzrostów. Sprzyja im koniunktura.
Zwiększona zmienność, korekta czy zmiana trendu na rynku miedzi, aluminium, cynku, ołowiu i innych metali kolorowych? To kluczowe nie tylko dla rynkowych spekulantów (banki inwestycyjne, użytkownicy platform foreksowych), ale również istotne dla biznesu wielu spółek z GPW. Czy ceny wesprą produkującego miedź elektrolityczną KGHM, który sygnalizował niski poziom hedgingu (obstawia dalszą zwyżkę) czy odzyskującego ołów z akumulatorów Orła Białego? A może raczej producentów wyrobów z metali kolorowych, jak Impexmetal, Hutmen, Ferro, Zetkamę, Kęty czy Armaturę? Im bowiem rekordowe notowania metali obniżają z reguły marże.
— Jestem przekonany, że ceny metali kolorowych będą w tym roku dość wysokie, ale ostatnie szczyty były czystą spekulacją. Mówiąc obrazowo, trwa właśnie poszukiwanie ostatnich jeleni na długie pozycje — twierdzi Konrad Hernik, prezes Armatury, wytwórcy i dystrybutora baterii sanitarnych, grzejników oraz zaworów.
Grupa, którą kieruje, wykazała się dobrym wyczuciem i mocno zwiększyła zapasy metali kolorowych (szczególnie miedzi i aluminium) jeszcze w zeszłym roku, przed mocnym wybiciem cen. Dzięki temu do połowy tego roku nie musi zaopatrywać się na rynku.
Strach przemija
Sygnałem ostrzegawczym dla tych, którzy liczyli na kontynuację rajdu cen miedzi po przekroczeniu w lutym ważnej psychologicznie bariery 10 tys. USD/t, był późniejszy mocny spadek notowań (zobacz obok). Powody się znalazły. Wzmocniły się obawy o tempo rozwoju gospodarki Chin, największego importera miedzi (lutowy import okazał się fatalny — spadek o 35 proc. m/m, najniższy poziom od 2 lat). Zapasy w Londynie, Nowym Jorku i Szanghaju urosły już o 26 proc. względem grudniowego dołka, a Chiny czy Indonezja zacieśniały politykę pieniężną. Fundusze hedgingowe masowo uciekały z rynku metali bazowych i lokowały kapitał w bezpieczniejszych aktywach.
— Trwa ewakuacja pieniędzy. Zobaczyliśmy widmo katastrofy, skoro Chiny próbują schłodzić swoją gospodarkę — komentował 16 marca dla agencji Bloomberg Pete Sorrentino, który zarządza 14,5 mld USD w Huntington Asset Advisors.
Eksperci wskazywali również na niszczącą idyllę emerging markets inflację oraz prognozy spowolnienia globalnego ożywienia. Nastroje popsuło też trzęsienie ziemi w Japonii i tamtejszy kryzys atomowy.
— Mamy praktycznie wyłączoną trzecią gospodarkę świata. Kiedy jednak zacznie się tam odbudowa, miedź może dojść jeszcze w tym roku do nowych szczytów — prognozował Michael Pento, ekonomista w nowojorskim Euro Pacific Capital, który przewidział styczniowy spadek kursu miedzi.
To była dobra wskazówka, w jakim kierunku podążą inwestorzy.
Podaż nie nadąża
W drugiej połowie marca fatalistyczne prognozy zdecydowanie poszły w odstawkę, a notowania dynamicznie odbiły (zobacz wykresy).
— W minionych kilku tygodniach trwało przeciąganie liny między bykami i niedźwiedziami. Skutkiem jest wysoka zmienność notowań. Każda informacja o problemach strony podażowej wesprze tych, którzy już oczekują w tym roku niedoborów — mówi Liu Biyuan, analityk chińskiego brokera GF Futures.
W tym kontekście można wspomnieć chociażby o Codelco. Największy producent miedzi planuje właśnie wyłączenie huty w chilijskim Vantanas (około 70 proc. produkcji KGHM, 7. pod względem wielkości wytwórca miedzi na świecie). Powód? Wyrok sądowy po wycieku gazu. International Copper Study Group (międzypaństwowa organizacja, której członkiem jest też Polska) szacuje, że w tym roku zużycie miedzi wzrośnie o 4,5 proc., do 19,7 mln ton, podczas gdy produkcja zwiększy się jedynie o 1,1 proc., do 19,3 mln ton. Powinno braknąć więc ponad 400 tys. ton (KGHM wyprodukował w zeszłym roku 547 tys. t).
— Jesteśmy wciąż pozytywnie nastawieni co do ożywienia gospodarczego. Nie sądzimy, by wydarzenia na Bliskim Wschodzie i w Japonii coś na tym polu zmieniły, więc wszelkie dobra oparte o to ożywienie są atrakcyjne — mówi dla Reutersa Yingxi Yu, singapurski analityk Barclays Capital.
Stratedzy JPMorgan Chase pod wodzą Jana Loeysa w nocie do klientów napisali właśnie, że Chiny są jak najbardziej zdolne do trzymania gospodarki w ryzach w taki sposób, by nie zmniejszyć popytu na metale. Prognozy popytu wspierają również ostatnie dobre dane, m.in. z rynku pracy, w USA.
— Mamy kolejne dowody na to, że gospodarka USA potrafi rozwijać się — mówi Tim Schroeders, zarządzający 1 mld USD w australijskim Pengana Capital.
Inwestorzy wracają
Niezrównoważony rynek fizycznych dostaw miedzi to woda na młyn graczy nastawionych spekulacyjnie. Ich exodus z rynku metali bazowych już za nami. Szczególnie, że warunki do takiej działalności na dużą skalę są wciąż znakomite.
— Płynny kapitał rozlewa się po globalnych rynkach. Widzimy niezwykle silną aktywność spekulacyjną. Jako Fed wypełniliśmy swoją rolę. Nie możemy dopuścić, by władze monetarne posunęły się zbyt daleko — ocenia Richard Fisher, szef Fed z Dallas, który krytykuje plany dalszego luzowania ilościowego.
Tymczasem zapasy metali kolorowych wyraźnie maleją.
— Uważamy, że deficyt, szczególnie miedzi, będzie tak wysoki, że w III kwartale zapasy powinny być rekordowo niskie — prognozuje Kevin Norrish, dyrektor zarządzający w Barclays Capital.
Gra na zwyżki może toczyć się dłużej.
— Bycze nastawienie jest słuszne na kolejne kilka lat — przekonuje Christin Tuxen, analityk Danske Bank, lider rankingu Bloomberga w przewidywaniu cen metali przemysłowych w ostatnich dwóch latach.
W grze jest też aluminium.
— Popyt na aluminium jest jednym z najmocniejszych wśród metali. Tymczasem obecne ceny są jeszcze niskie. Z powodu wzrostu ceny ropy koszty produkcji wielu hut w Chinach, Europie i USA są już tak wysokie, że zakłady nie są konkurencyjne — zauważa Robin Bhar, analityk Credit Agricole.
Raport Macquarie Group, który trafił na rynek wczoraj, ma jednoznaczne przesłanie: otwierane ostatnio pozycje na rynku terminowym przez największych graczy sygnalizują nowe fale zwyżek cen praktycznie wszystkich metali kolorowych, wyłączając jedynie ołów. Od 2009 r. trend wzrostowy jest z reguły wyraźny (również w złotych). Pomimo ostatnich zawirowań od połowy zeszłego roku miedź zdrożała o 44 proc. (kosztuje około 9,4 tys. USD/t; wiele prognoz mówi o ponad 11 tys. USD/t do końca roku), aluminium i cynk — o 33 proc., nikiel — o około 30 proc., ołów — o 54 proc., a cyna — o ponad 80 proc.