Zdaniem Bogusława Grabowskiego z RPP, niska akceptacja poczynań rady to efekt małej wiedzy społeczeństwa o polityce monetarnej. Jego zdaniem, rada jest bardzo przejrzysta i otwarta, a konflikt z politykami może wejść na drogę sądową.
„PB”: RPP nie ma ostatnio najlepszych notowań. Dlaczego?
Bogusław Grabowski: Społeczeństwo nie zna się na polityce monetarnej. Podawana przez media wiedza o niej jest przeważnie spłycona.
„PB”: Co to znaczy?
B.G.: Typowym przykładem prymitywizowania procesów makroekonomicznych jest sytuacja w Stoczni Gdynia, która w wyniku siły złotego traci miesięcznie 6 mln zł. Pojawiły się więc głosy, by bank centralny doprowadził do osłabienia kursu. Tymczasem nikt nie zwrócił uwagi na potrzebę ograniczania kosztów, o czym mówił zarząd. Takie właśnie myślenie trafiło pod strzechy i niestety również dyskusja nad polityką pieniężną zaczyna przypominać tę spod strzech, a nie sal akademickich.
„PB”: To fenomen, że o polityce RPP dyskutuje się pod strzechami.
B.G.: Prawdziwe zainteresowanie zaczęło się, gdy wraz ze spadającą szybko inflacją spadła aktywność i tempo wzrostu gospodarczego. Na hamujące wzrost czynniki strukturalne nałożył się koszt obniżania inflacji. To pozwoliło politykom całą winą obarczyć politykę monetarną, zamiast podejmować niepopularne decyzje.
„PB”: Może to oni mają rację? Głosowania „jastrzębi”, czyli radykalnych członków RPP, mogą wskazywać, że optymalny poziom stóp w Polsce powinien być bliski 20 proc.
B.G.: O Marku Dąbrowskim mówi się, że gdyby redukcje stóp zależały tylko od niego, nie byłoby ani jednej. Wygłaszanie takich tez to dowód złej woli lub po prostu głupota. To, że ktoś na jakimś posiedzeniu głosuje przeciw obniżce, nie znaczy, że chce ten poziom stóp utrzymać zawsze. On po prostu nie zgadza się z redukcją o danej skali i w tym terminie. Tzw. jastrzębie po prostu uznały, że część rady głosująca za ustawiła poziom stóp na ryzykownie niskim poziomie.
„PB”: Zadziwia jednak konsekwencja i jedność „jastrzębi”.
B.G.: Wszyscy powinni z entuzjazmem przyjąć fakt, że członkowie rady są zgodni w swoich stanowiskach w kolejnych głosowaniach. Nielogiczne byłoby, gdyby ktoś głosujący przeciw obniżce w październiku, byłby za nią w listopadzie. To by oznaczało, że nie akceptując cięcia o 150 punktów w październiku, opowiedział się po miesiącu za redukcją w sumie o 300 pkt.
„PB”: A może RPP źle komunikuje się ze społeczeństwem?
B.G.: Obecna polityka pieniężna jest bardziej przejrzysta i jasna niż kiedykolwiek wcześniej. Przyczyn braku zrozumienia naszych decyzji nie należy szukać w złej komunikacji. Przecież z jednej strony mówi się, że RPP zamknęła się w wieży z kości słoniowej, a z drugiej zarzuca się nam, że wymądrzamy się w mediach, zamiast zastanawiać się jak pobudzić wzrost PKB.
„PB”: W ocenie polityków, dla rady ważna jest tylko inflacja.
B.G.: RPP była oskarżana przez ostatnie 3 lata o to, że koncentruje się na polityce fiskalnej i zbyt często ją krytykuje, zamiast skupić się na polityce monetarnej. Łatwo znaleźć artykuły prof. Orłowskiego, Gomułki, Wojtyny — członków Rady Makroekonomicznej w MF — którzy opracowywali i opiniowali wszystkie projekty budżetów oraz średniookresowe strategie. Koncentrowali się w swoich wystąpieniach na polityce pieniężnej, oskarżając radę o zbyt duże zainteresowanie polityką fiskalną. Nagle, w sierpniu 2001 r., eksperci zostali zaskoczeni katastrofą finansów państwa. Okazuje się, że to nasze zainteresowanie polityką fiskalną miało podstawy.
„PB”: Publikacja wyników głosowań tuż po posiedzeniu rady mogłaby rozjaśnić obraz.
B.G.: Sześciotygodniowy okres pomiędzy głosowaniem a publikacją wyników ma uchronić członków RPP od nacisków. Taka praktyka obowiązuje w większości krajów, w których wyniki się publikuje. W ECB głosowanie jest tajne.
„PB”: Naciski na radę są ostatnio częste. To utrudnia pracę?
B.G.: Dla mnie naciski polityczne nie mają najmniejszego znaczenia. Jednak tworzą złą atmosferę. Rynek w końcu może uwierzyć, że część członków RPP, świadomie lub nie, im ulegnie. Inwestorzy oczekują więc obniżek stóp procentowych, to wpływa na sytuację rynkową. W rzeczywistości tego typu presja zaostrza politykę monetarną od strony kursowej wzmacniając złotego.
„PB”: Nie obawia się Pan ograniczenia niezależności rady?
B.G.: Rozszerzenie składu RPP będzie naruszeniem konstytucyjnej niezależności banku centralnego. UE odbierze taką zmianę jako naruszenie zasady suwerenności banku centralnego. Jestem przekonany, że jeżeli nasi politycy poważnie myślą o wejściu do Unii, to żadne zmiany w radzie nie nastąpią.
„PB”: Prezydent podpisał ustawę zmniejszającą uposażenia członków RPP. Jaka będzie Państwa reakcja?
B.G.: Żadnej informacji o zmianie swojego wynagrodzenia nie otrzymałem. Jeżeli jednak tak się stanie, będę zmuszony odpowiednio zareagować. Jak można sobie wyobrazić niezależność polityki pieniężnej od innych ciał politycznych, gdy te w trakcie trwania kadencji radykalnie zmieniają zasady płacowe. Należy przypomnieć, że członkowie rady mają zakaz podejmowania innych prac zarobkowych.
„PB”: Czy poda się Pan do dymisji?
B.G.: Jeżeli uznam, że są łamane pewne zasady, najpierw będę próbował dochodzić swoich praw przed sądami.