SPÓŁKI ZAROBIĄ NA „PROBLEMIE 2000”

Tadeusz Stasiuk
opublikowano: 06-05-1999, 00:00

SPÓŁKI ZAROBIĄ NA „PROBLEMIE 2000”

Część firm obawia się bliskiego millennium. Na tym strachu korzystają spółki z GPW

KONIECZNE WSPARCIE: Zdaniem Aleksandra Lesza, prezesa Softbanku, wiele polskich przedsiębiorstw jest zbyt słabych, by samemu przezwyciężyć problem roku 2000. Konieczna jest więc pomoc państwa, które jednak nie kwapi się zbytnio do przeznaczania na ten cel większych środków.

fot. Grzegorz Kawecki

Rok 2000 zbliża się coraz szybciej. Dotychczas, zdaniem przedstawicieli sektora informatycznego, polskie firmy są bardzo słabo przygotowane do walki z bombą milenijną. Jedynie sektor bankowy jest w miarę odporny na feralną zmianę daty na przełomie wieku.

W ubiegłym roku analitycy szacowali, że wydatki na walkę z problemem roku 2000 wyniosą ponad 500 mld dolarów w skali rocznej. Tegoroczne prognozy zakładają ich ponad dwukrotny wzrost. Nasz kraj, z wydatkami rzędu zaledwie kilkuset milionów dolarów znajduje się na końcu państw walczących z informatycznym bublem.

Ile to kosztuje

Trudno jest jednoznacznie określić, jak wielkie będą koszty naprawy i przetestowania wszystkich systemów komputerowych. Zdaniem Aleksandra Lesza, prezesa warszawskiego Softbanku, nie istnieje nawet techniczna możliwość skontrolowania wszystkich działających w kraju komputerów.

— Skala problemu jest naprawdę ogromna. Pocieszające jest jednak w tym wszystkim to, że z każdym dniem rośnie świadomość zagrożenia. Obawiam się jednak, że i tak nie wszyscy zdążą się przygotować. Zadaniem takich firm jak Softbank jest ścisła współpraca z klientami, mająca na celu dostosowanie zarówno oprogramowania jak i sprzętu do nowych warunków działania — tłumaczy Aleksander Lesz.

Analitycy uważają, że polski rząd zbyt mało poświęca uwagi temu problemowi i przeznacza na ten cel za mało środków z budżetu. Zbyt powolnie posuwają się badania stanu technicznego polskich firm. O ile jednak duże przedsiębiorstwa w miarę sprawnie sobie z tym radzą, o tyle niepokojąco to wygląda w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw. Nie tylko bowiem nie mają one wystarczającej liczby środków na badania i ewentualną zamianę systemu, ale także często nie dysponują odpowiednimi fachowcami.

— Jest to poważne ograniczenie. Rynek informatyczny w Polsce jest jeszcze zbyt młody, by móc zaoferować pomoc wszystkim potrzebującym. Potrzebne jest większe wsparcie ze strony państwa. W grę wchodzą kwoty 1-2 mld zł — mówi pragnący zachować anonimowość analityk dużego zachodniego banku.

Bez pomocy

Jak uważa analityk, szkody wyrządzone przez błąd oprogramowania mogą sięgnąć ogromnych kwot i dotyczyć praktycznie niemal całej gospodarki. Można więc mówić o problemie społecznym.

Zgadza się z tym twierdzeniem prezes Softbanku, który przytacza przykład rządu Chile. Wyasygnował on z budżetu państwa ponad 300 mln dolarów na wspomożenie rodzimych przedsiębiorstw. Do tego włączyły się same firmy, przez co początkowa kwota wzrosła kilkakrotnie.

— Nie są to oczywiście małe pieniądze i nie wszystkich na to stać. Niemniej, dobitnie uświadamiają wagę problemu — konkluduje Aleksander Lesz.

Nadzieja w zacofaniu

Choć powszechnie uważa się, że problem roku 2000 rozdmuchali producenci sprzętu i oprogramowania, nie można jednak nie zauważyć, iż wiele krajów bierze go naprawdę poważnie. Nie można w tym miejscu jednoznacznie odpowiedzieć, jaki jest obecnie stan przygotowania naszej gospodarki. Paradoksalnie bowiem, zacofanie technologiczne może odgrywać tu znaczącą rolę i przemawiać na korzyść naszego kraju.

— Większość komputerów i oprogramowania kupowana była w latach dziewięćdziesiątych, kiedy problem był już znany. Z tego względu, w wielu firmach nie należy przeprowadzać gruntownych zmian softwareŐu, co wiązałoby się z ogromnymi kosztami, a jedynie go przetestować. Wydaje się, iż w w większości przypadków wystarczyłoby wprowadzić procedury awaryjne — dodaje jeden z doradców inwestycyjnych.

GPW czeka

Przeciwdziałanie i naprawa szkód związanych z rokiem 2000 może przynieść krociowe zyski firmom informatycznym. Analitycy sądzą, że wraz z upływem kolejnych miesięcy giełdowi inwestorzy coraz więcej uwagi będą poświęcali temu problemowi dyskontując ewentualne straty i zyski. Tym samym, kurs wielu firm sektora high tech, a w szczególności informatycznych powinien rosnąć, co czyni z walorów tych spółek bardzo atrakcyjną ofertę.

— Giełdowa wycena firm z tego sektora jest już i tak wysoka. Jak jednak pokazują przykłady z zagranicznych parkietów, w przypadku tych spółek prawie nie istnieje górny limit wzrostów. Powinno to więc zaowocować sporą aprecjacją kursów — konkluduje giełdowy analityk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Stasiuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / SPÓŁKI ZAROBIĄ NA „PROBLEMIE 2000”