Spór o Grenlandię załagodzony. W głowach inwestorów geopolityka ustępuje miejsca ekonomii

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2026-01-22 19:00

Mimo spadku napięcia geopolitycznego złoto powinno trzymać się mocno. O kontynuacji hossy na rynku akcji przesądzą przyszłotygodniowe wyniki amerykańskich big techów. Spekulacje na temat nowego szefa Fedu będą wpływać na waluty i obligacje.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Eskalacja amerykańsko-europejskiego sporu o Grenlandię stopniowo zmieniała zieleń w czerwień na rynkach finansowych. Gdy jednak podczas forum ekonomicznego w Davos amerykański prezydent Donald Trump powiedział, że nie zamierza sięgać po Grenlandię siłą, dodając potem, że na stole jest jakieś porozumienie, sytuacja na rynkach się poprawiła. Główne amerykańskie indeksy odrobiły straty, jakie notowały na początku sesji, wychodząc na plus ponad 1 proc. W Europie zwyżki były symboliczne, bo część informacji dotyczących sporu o Grenlandię pojawiła się zbyt późno, by rynki zdołały zareagować. Następnego dnia rano europejskie giełdy zachowywały się jednak podobnie do Wall Street dzień wcześniej. Zresztą również na amerykańskim rynku akcji kontynuowana była zwyżka.

Specjaliści podkreślają, że rynki finansowe powinny powracać do zainteresowania kwestiami ekonomicznymi, po tym jak w ostatnich dniach zajmowały się głównie geopolityką.

- Obecnie mamy już sezon wyników na Wall Street, co oznacza potok danych obrazujących kondycję amerykańskiej gospodarki i konkretnych spółek oraz ich prognozy – mówi Daniel Kostecki, główny analityk rynków w polskim oddziale CMC Markets.

- Sezon wyników na Wall Street trwa już od tygodnia, ale największe spółki jeszcze nie opublikowały swoich rezultatów. Inwestorzy skupiali uwagę na sprawie Grenlandii, co było widać także na rynku obligacji. Możliwe, że właśnie zachowanie rynku długu przyczyniło się do szybkiego porozumienia w kwestii Grenlandii. Rosnące rentowności obligacji już wcześniej, po tzw. dniu wyzwolenia, skłoniły Donalda Trumpa do wycofania się z części zapowiedzi. Pokazuje to, że zachowanie amerykańskich papierów dłużnych jest istotnym czynnikiem dla prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jeśli w weekend nie wydarzy się nic nadzwyczajnego w geopolityce, inwestorzy powinni ponownie skupić się na wynikach amerykańskich spółek. To one pokażą, czy entuzjazm wokół AI zostanie podtrzymany. Małe i średnie firmy już udowodniły, że mimo politycznych obaw radzą sobie dobrze. Teraz czas na wyniki największych spółek – mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI.

Rosnące rentowności obligacji już wcześniej, po tzw. dniu wyzwolenia, skłoniły Donalda Trumpa do wycofania się z części zapowiedzi. Pokazuje to, że zachowanie amerykańskich papierów dłużnych jest istotnym czynnikiem dla prezydenta Stanów Zjednoczonych

Jarosław Niedzielewski
dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI

Grzegorz Pułkotcyki, dyrektor inwestycyjny w firmie Starfunds, zwraca uwagę, że całe zamieszanie związane z Grenlandią nawiązuje do reguły TACO (skrót od Trump zawsze tchórzy), sprowadzającej się do tego, że amerykański prezydent wycofuje się ze swoich pomysłów, gdy prowadzą do zakłóceń na rynkach finansowych.

- Reakcja rynków na temat Grenlandii przez kilka dni była gwałtowna, ale w tej gwałtowności dużo słabsza niż wcześniejsze reakcje na pomysły Donald Trumpa. Obecnie wracamy do takich kwestii, jak wyniki spółek i dane makroekonomiczne. Otoczenie jest zaś dosyć pozytywne i mimo wysokich wycen amerykańskich spółek nie wygląda, by coś złego miało się dziać na rynkach. Natomiast długofalową konsekwencją prowadzenia takiej polityki przez amerykańską administrację będzie spadek zaufania do amerykańskich aktywów. To nie stanie się z dnia na dzień, ale coraz więcej uczestników rynku będzie dochodziło do wniosku, że porządek świata ustanowiony po II wojnie światowej odchodzi w przeszłość. Stany Zjednoczone, które były jego gwarantem, stają się krajem, który reguły łamie siłą – niekoniecznie militarną, ale też ekonomiczną, którą Stany Zjednoczone posiadają chociażby w postaci tzw. waluty rezerwowej – komentuje Grzegorz Pułkotcyki.

- W przypadku Donalda Trumpa trudno mówić o jakiejkolwiek dozie pewności czy permanetności przy ogłaszaniu zamiarów, polityki czy rozwiązań. Jednak zakładając długotrwałą eliminację napięć między Europą a Stanami Zjednoczonymi w kontekście Grenlandii, można oczekiwać kilku trendów rynkowych – dodaje Kamil Szczepański, analityk XTB.

Jego zdaniem uspokojenie sytuacji oznacza powrót kapitału i spadek rentowności obligacji państw rozwiniętych. Można też oczekiwać normalizacji wycen europejskich spółek zaangażowanych w rynek amerykański, przecenionych w wyniku ostatnich napięć. Jednocześnie zahamowany może zostać trend wzrostu wycen spółek zbrojeniowych. Kapitał powinien częściowo powrócić do takich ryzykownych aktywów jak spółki technologiczne, czy szeroko rozumiane spółki wzrostowe i kryptowaluty.

Co dalej ze złotem i bitcoinem?

Kurs bitcoina wyraźnie spadał, gdy spływały informacje o załagodzeniu sporu dotyczącego Grenlandii, ale do poziomu, na którym był wcześniej, wrócił jeszcze tego samego dnia i w czwartek pozostawał w równowadze. Było to zachowanie nieco inne od złota. Informacje o załagodzeniu konfliktu spowodowały jego wyraźną przecenę. Jednak już w czwartek odrabiało straty.

- Przy spadku niepokojów geopolitycznych i gospodarczych kapitał odpływa od aktywów bezpiecznych, takich jak metale szlachetne. Spadek cen powinien okazać się głębszy po stronie np. srebra czy platyny. Wynika to z faktu, że złoto cieszy się fundamentalnym wsparciem ze strony banków centralnych, wzrost innych metali pozostaje głównie spekulacyjny i jest narażony na głębsza korektę – uważa Kamil Szczepański.

- W przypadku złota ewidentnie trwa fala FOMO, czyli pędu do złota w obawie o przegapienie okazji. Nawet NBP będzie zwiększał zakupy kruszcu do 700 ton. Jeśli chodzi o bitconia, to fundusze hedgingowe go skupują, a inwestorzy indywidualni sprzedają w obawie o dalszy spadek cen. Moim zdaniem instytucje tę rozgrywkę wygrają i bitcoin nadrobi to, co stracił względem S&P 500, złota czy obligacji korporacyjnych – mówi Daniel Kostecki.

Rozgrywka o fotel szefa Fedu

Spadek awersji do ryzyka uwidocznił się na rynku walutowym. Po informacjach o załagodzeniu sporu o Grenlandię kurs euro zszedł poniżej 4,22 zł. W czwartek polska waluta dalej się umacniała. Również do amerykańskiego dolara, którego kurs dzień wcześniej nie zareagował wobec złotego na wiadomości dotyczące Grenlandii. Nieco inaczej miała się sytuacja z kursem EUR/USD. Waluta europejska początkowo wyraźnie traciła względem amerykańskiej, ale w czwartek trend się odwrócił.

- Rynek walutowy pozostaje w niepewności, dopóki nie wyklaruje się pozycja Jerome'a Powella oraz perspektywy na następnego szefa Fedu – twierdzi Kamil Szczepański.

- Humory Donalda Trumpa w temacie Grenlandii mocno nadszarpnęły wiarygodnością Stanów Zjednoczonych jako globalnego partnera, zwłaszcza w kontekście prymatu dolara i ogromnego zadłużenia Stanów Zjednoczonych. W efekcie rynek nie wraca chętnie do dolara, chociaż widać szybki powrót w stronę amerykańskich akcji. Wydaje się, że ważnym wątkiem w niedługiej perspektywie będzie nominacja dla szefa Fedu – wtóruje mu Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM Banku Ochrony Środowiska.

Zaznacza, że w dniu załagodzenia sporu dotyczącego Grenlandii amerykański prezydent powtórzył, że Kevin Hassett nie jest już jednym z jego faworytów do nominacji, co powoduje, że rynki zastanawiają się nad Kevinem Warshem lub Rickiem Riederem.

- Żaden z nich nie ma jednak politycznej łatki, jaką ma Kevin Hassett, i to może być istotne dla dolara – podkreśla Marek Rogalski.

Daniel Kostecki zaznacza, że kwestia nowego szefa Fedu będzie brana przez rynek pod uwagę, ale ostatecznie decyzje dotyczące stóp procentowych podejmuje cały Federalny Komitet ds. Otwartego Rynku, a nie jedna osoba.

Możesz zainteresować się również: