Sprawa piractwa w DHL została umorzona

opublikowano: 10-02-2012, 00:00

Nawet sąd nie ma pewności, że postąpił właściwie.

XIV wydział karny Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa już trzeci raz zajął się sprawą Aleksandra Morozowskiego, dyrektora zarządzającego DHL na Europę Środkową, oraz Piotra Orłowskiego, dyrektora IT DHL na region Europy Środkowej, oskarżanych o piractwo komputerowe przez Krzysztofa Kalarusa, właściciela i zarazem jedynego pracownika firmy informatycznej SMB Design. Tym razem sprawa została umorzona.

— Sąd w mojej osobie doszedł do przekonania, że Krzysztof Kalarus nie był uprawniony w świetle istniejących przepisów z wystąpieniem z subsydiarnym aktem oskarżenia. Nie została zachowana tożsamość czynów w postępowaniu przygotowawczym z czynami zarzucanymi oskarżonym w subsydiarnym akcie oskarżenia — tłumaczyła sędzia Katarzyna Zaczek-Czech.

Oznacza to, że według sądu czyny badane przez policję i prokuraturę (nie chciały zająć się sprawą, co umożliwia wystąpienie z prywatnym aktem oskarżenia w sprawie karnej) były inne niż te zawarte w akcie oskarżenia, co od strony formalnej uniemożliwia prowadzenie postępowania przed sądem. Sędzia dała jednak do zrozumienia, że spodziewa się zaskarżenia postanowienia przez adwokata Krzysztofa Kalarusa i ze względu na specyfikę terminologii z zakresu praw autorskich, nie jest pewna swojej decyzji.

— Sama jestem ciekawa, jak sąd okręgowy odniesie się do tego zagadnienia. To chyba pierwsza tego typu sprawa. Niewątpliwie jest to ciekawe zagadnienie prawne — mówiła Katarzyna Zaczek-Czech już po odczytaniu postanowienia wraz z uzasadnieniem.

Wszystko na gębę

Źródeł konfliktu należy upatrywać w końcu lat 90. XX w. Krzysztof Kalarus zaczął wtedy wykonywać różne zlecenia informatyczne, w tym stworzył kilka programów komputerowych, dla Servisco (później przyjęło nazwę DHL). W latach 1997-2003 zainkasował około 600 tys. zł, mimo że przez cały okres współpracy SMB Design i Servisco/DHL nie połączyła żadna pisemna umowa. Krzysztof Kalarus twierdzi, że płacono mu za różne usługi, ale nie prawa licencyjne do oprogramowania.

Prezentuje przy tym stanowisko, że program zrobiony na zlecenie konkretnego klienta jest z założenia objęty wyłączną umową licencyjną. Umowa taka wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności, ale ogranicza prawa twórcy do dysponowania programem. Menedżerowie DHL twierdzą, że płacili również za licencje, choć przed sądem przyznali, że faktury opiewały na co innego, ale to, czego rzeczywiście dotyczyły, zapisywali sobie na odwrocie.

Niezależnie od tego, czy DHL płaciło za licencje czy nie, prawomocny wyrok w tej sprawie będzie precedensem dla całej branży informatycznej. Odpowie bowiem na pytanie, czy program zrobiony na zlecenie konkretnego klienta z założenia jest objęty wyłącznąumową licencyjną. Jeśli tak, każda firma, która nie ma pisemnej umowy licencyjnej, ale używa programu przygotowanego specjalnie dla niej, jest piratem.

Jeśli nie — twórca programu, który nie podpisał żadnej zabraniającej tego umowy, może go w niezmienionej formie sprzedać największemu konkurentowi firmy, na której zlecenie aplikację stworzył.

Dwa odrzucone uniewinnienia

Mimo obojętności prokuratury postępowania karne w tej sprawie toczą się już od kilku lat. Sąd rejonowy już dwa razy uniewinnił menedżerów DHL — w lutym 2007 r. i marcu 2011 r. Za pierwszym razem sąd okręgowy uznał to za przedwczesne, gdyż z treści uzasadnienia nie wynikało, „jaka właściwie łączyła strony umowa i pomiędzy kim miałaby być zawarta”.

Za drugim, stwierdził, że sąd rejonowy „bezkrytycznie przyjął linię obrony oskarżonych o wykonywaniu przez nich praw z tzw. licencji niewyłącznej”.

Dodał przy tym, że wersji zdarzeń Krzysztofa Kalarusa „nie przeczy, a wręcz przeciwnie zdaje się ją wzmacniać okoliczność projektu umowy” przedstawionej mu przez DHL, gdy stosunki informatyka z koncernem nie należały już do najlepszych. W ten sposób sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia przez sąd rejonowy, który właśnie ją umorzył.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane