Świnoujska inwestycja może być trampoliną do budowy w Polsce regionalnego centrum obrotu gazem.
Tutaj tworzy się bezpieczna przyszłość Polski, ale i Europy — takich słów użył wczoraj premier Tusk podczas wmurowania kamienia węgielnego pod budowę pierwszego zbiornika terminalu LNG w Świnoujściu. Czysty PR? Niekoniecznie. Projekt, wart ponad 4 mld zł, nie tylko ograniczy zależność naszego kraju od dostaw gazu z Rosji. Polska aspiruje do roli centrum obrotu gazem w regionie Europy. Jeśli plan się powiedzie, w naszym kraju będą krzyżowały się szlaki handlu gazem z różnych źródeł, a polskie firmy — w tym przede wszystkim PGNiG —będą mogły stać się aktywnym graczem na europejskim rynku gazu.
Terminal ma być gotowy do 30 czerwca 2014 r. Początkowo jego zdolności przeładunkowe wyniosą 5 mld m sześc. rocznie. Jeżeli jednak zapotrzebowanie na gaz będzie rosło, około 2018 r. możliwa jest jego rozbudowa do pojemności 7,5 mld zł.
20-letni kontrakt z katarską firmą Qatargas na dostawy 1,5 mld m sześc. LNG rocznie ma już PGNiG.
— Myślimy o zwiększeniu dostaw na potrzeby gazoportu w ramach umów krótko- i średnioterminowych. Chodzi o 1-1,5 mld m. sześc. gazu — mówi Michał Szubski, prezes PGNiG.
Dodaje, że dostawcą dla terminalu chce być jeden z niemieckich kontrahentów. Nie chciał jednak ujawnić nazwy spółki.
— Trzeba pozostawić pewną część pojemności terminalu niewykorzystaną. To rezerwa, gdyby zabrakło gazu z innych źródeł. Wówczas można byłoby szybko wykorzystać terminal do importu brakujących ilości — uważa Michał Szubski.