Statystycy sprawdzili: wygra Komorowski

Karol Jedliński
01-07-2010, 00:00

Scenariusz statystyków zakłada, że w kampanii wyborczej nie dojdzie już do nagłych zwrotów akcji.

Zamiast wyborczych sondaży — surowa matematyka

Scenariusz statystyków zakłada, że w kampanii wyborczej nie dojdzie już do nagłych zwrotów akcji.

Będzie 54 do 46 dla marszałka Sejmu. Tak wynika z analizy przeprowadzonej na zlecenie StatSoft Polska przez prof. Andrzeja Sokołowskiego, kierownika Zakładu Statystyki na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie (UEK).

— Wyniki wyborów prezydenckich przewiduję podobną metodą już od 1995 r. Dotychczas sprawdzały się co do zwycięzcy i jego przybliżonego wyniku — deklaruje Andrzej Sokołowski.

Jak dodaje, przy analizie oparł się na założeniach matematycznych, bazując na szczegółowych wynikach rozkładu głosów w pierwszej turze wyborów.

— Nie zrobiłem przy tym żadnego sondażu, badania telefonicznego i nie brałem takich informacji pod uwagę — przekonuje profesor.

Bliskość Napieralskiego

Osią analizy jest tzw. macierz korelacji, pokazująca odległości w sympatiach wyborców głosujących na poszczególnych kandydatów. Pokazuje ona też, kto z finałowej dwójki ma szanse na przejęcie głosów wyborców polityków, którzy odpadli w pierwszej turze. Wyszło, że nie tylko Komorowski przejmie elektorat Napieralskiego ale też to, że Jarosław Kaczyński nie będzie miał skąd wziąć dużej partii nowych głosów.

— W 2005 r. jego brat wygrał w dużym stopniu dzięki temu, że zdobył elektorat z mniejszych miejscowości. Obecnie Jarosław Kaczyński ma już tam bardzo mocną pozycję, więc nie ma tam co liczyć na wzrost — uważa Andrzej Sokołowski.

Czy wykorzystanie matematycznej analizy oznacza, że wyprze ona przedwyborcze sondaże?

— To ciekawe podejście do tematu. Tyle że analiza bazuje na twardych danych po pierwszej turze, a w takiej sytuacji o wiele łatwiej wysnuwać wnioski i teorie, bo wiemy, gdzie i co w sondażach było niedoszacowanie — podkreśla Jakub Antoszewski z Millward Brown SMG/KRC.

Przekonuje jednak, że sondaże są niezbędne po to, by nie kierować się tylko matematyką i intuicją. Co ciekawe, podobny model do tego autorstwa Andrzeja Sokołowskiego stworzył, choć nie upublicznił, Marcin Duma, prezes instytutu badania opinii Homo Homini.

— Wyszło mi, że końcowy wynik będzie na poziomie 55-44 dla Komorowskiego, więc bardzo podobnie jak w przypadku StatSoft — zaznacza Marcin Duma.

Przyznaje jednak, że to tylko i aż matematyka. W teorii daje duże szanse na przełożenie na realny wynik. W rzeczywistości nie uwzględnia jednak nagłych zwrotów akcji.

Czekanie na dynamit

Media od modeli wolą droższe, ale skaczące sondaże.

— Wynik z modelu nie jest sexy, bo nie pokazuje walki, dynamiki. Nikt nikogo nie goni. A do tego może się zawalić po tym, gdyby okazało się, że wyborcy zostali np. poruszeni sensacyjnymi informacjami o jednym z kandydatów tuż przed drugą turą wyborów — podkreśla prezes Homo Homini.

Prof. Andrzej Sokołowski przyjął, że ci, którzy głosowali na Komorowskiego i Kaczyńskiego w pierwszej rundzie, zagłosują również na nich w drugiej rundzie. Do tego założył, że połowa wyborców, którzy głosowali na kandydatów, którzy odpadli, nie weźmie udziału w drugiej turze. Jak rozłożą się głosy pozostałej połowy?

— W przybliżeniu jest to 70 do 30 dla Komorowskiego — przyznaje autor analizy.

Eksperci z sondażowni zaznaczają jednak, że taki przepływ tego elektoratu nie jest taki pewny.

— Prognozuję podobne proporcje podziału głosów po Napieralskim, ale warto zauważyć, że wyborcy Komorowskiego to nie jest tak jednorodna, skupiona emocjonalnie wokół idei grupa jak w przypadku Kaczyńskiego — przekonuje Marcin Duma.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Statystycy sprawdzili: wygra Komorowski