
Marcin Kaczmarski skończył technikum ogrodnicze i wraz z żoną Laurencją prowadzi największą w Łodzi storczykarnię. Jego ojciec, Piotr Kaczmarski, był ogrodnikiem. Storczyki sprzedawał już na przełomie lat 70 i 80.
Srebrny storczyk
– W tamtych latach Łódź była prawdziwym zagłębiem storczykowym. Działało tu kilkunastu hodowców. Modne były popularne odmiany: Phalaenopsis, Paphiopedilum, Dendrobium, Cattleya czy Cymbidium. Różnorodność gatunków była mniejsza, ale wrażenie robiły chyba większe niż dziś, gdy są dużo bardziej dostępne – uważa Marcin Kaczmarski.
Kiedy odziedziczyli gospodarstwo po rodzicach, hodowla tych pięknych, oryginalnych kwiatów przerodziła się w pasję.
– Poszerzyliśmy ofertę o kolejne odmiany, także kolekcjonerskie. Przez lata udało się też zbudować storczykową społeczność ludzi, których tą pasją zaraziliśmy – mówi Laurencja Kaczmarska.

Hodują rośliny z siewek wyprodukowanych w laboratoriach metodą in vitro, część dorosłych egzemplarzy jest sprowadzana z Niemiec i Azji Południowo-Wschodniej. Mają spory sukces na koncie: uprawiany przez nich storczyk Phalaenopsis mannii o żółto-czerwonych kwiatach został nagrodzony srebrnym medalem na Międzynarodowej Wystawie Orchidei w Dreźnie w 2019 r. W swojej szklarni mają też kolekcję, którą powierzył im zmarły miłośnik storczyków Jerzy A. Kopias – rodzina przekazała je, by nie zginęły pod niewprawną opieką.
Markeciaki
Znaczna część storczyków należy do epifitów pochodzących z dżungli, czyli lasów równikowych rozciągających od Amazonii przez Afrykę po Sumatrę. Osiedlają się w rozwidleniach gałęzi drzew, czasem w pęknięciach w korze pni. Znajdują niewiele źródeł pożywienia – nie mają tam bogatej w składniki odżywcze gleby, jest tylko trochę mchu i starych liści. Ale dzięki wysokości, na jakiej rosną, mają dostęp do światła, a wodę zapewniają im krótkotrwałe, ulewne deszcze. Rośliny czerpią ją korzeniami powietrznymi z atmosfery, deszczu i mgły. Gdy człowiek udomowił te dzikie piękności i przesadził je do doniczek, zaczął się zastanawiać, jak zapewnić im warunki dżungli w domu. Z pomocą przyszła nauka, która stworzyła tzw. hybrydy, czyli krzyżówki, które mają cechy ułatwiające domową uprawę. Phalaenopsis to jeden z najpopularniejszych storczyków, z powodu dostępności nazywany nawet markeciakiem. Bywa tym, od którego zaczyna się storczykowa pasja, jest bardzo prosty w uprawie.

– Przy właściwej pielęgnacji marketowe storczyki potrafią cieszyć latami, mogą nawet przeżyć właściciela. Phalaenopsis ma niewielkie wymagania – lubi takie temperatury jak my, wystarczy od czasu do czasu namoczyć mu podłoże, dbając jednak o jakość wody. Ważne, by nie była zbyt twarda i nie zawierała zbyt dużo soli mineralnych – sprawdzi się tu nawet zwykły dzbanek filtrujący – bo zasolone korzenie nie przepuszczają wody i składników odżywczych. Bywa, że rośliny obficie kwitną w niesprzyjających warunkach, to jednak sygnał, że walczą o życie, a kwitnienie, czyli próba przedłużenia gatunku, jest ich rozpaczliwym działaniem – wyjaśnia Laurencja Kaczmarska.
Chłodnie i akwaria
Kupując rośliny, warto dopasować je do warunków, jakie panują w mieszkaniu.
– W blokach, gdzie temperatura jest stała, sprawdzą się Phalaenopsis, Bulbophyllum, w kamienicy, w której są różnice temperatur między nocą a dniem, można się pokusić o Paphiopedilum czy Cattleya, które to lubią. Są jednak pasjonaci, którzy budują prawdziwe domy dla storczyków, wykorzystując akwaria. Orchideom z rodzaju Dracula lubiącym chłód i wilgoć budują nawet dracularia – przerabiają chłodnie na napoje, montując w nich wentylację, oświetlenie, nawilżanie, zraszacze, i trzeba przyznać, że z dużym powodzeniem otrzymują minidżungle – wskazuje Marcin Kaczmarski.
Bardziej zaawansowani kolekcjonerzy zajmują się storczykami botanicznymi. Nie wyglądają tak imponująco jak barwne hybrydy, ale mają dużo więcej wymagań wobec właściciela, który powinien zapewnić im warunki, jakie mają w dżungli. Pasjonaci są skłonni do poświęceń – jeden z kolekcjonerów zimą spał w czapce przy otwartym oknie, bo ukochany storczyk potrzebował przechłodzenia, by zakwitnąć.
Roślinni inwestorzy
Ceny roślin są bardzo różne – popularne orchidee kosztują kilkadziesiąt złotych, rekordzistki kilka tysięcy.
– Na naszej stronie mamy wystawione rośliny kosztujące prawie 4 tys. zł. Decydują się na nie doświadczeni kolekcjonerzy. Najdroższe jest Bulbophyllum fletcherianum – twierdzi Laurencja Kaczmarska.

Hodowcy nie kryją, że sytuacja na rynku jest trudna, choć pandemia spowodowała wzrost zainteresowania roślinami doniczkowymi.
– Rośliny stały się chyba ucieczką od codzienności, ludzie czuli potrzebę otaczania się pięknem. Po chwilowym spadku sprzedaży na początku pandemii odnotowaliśmy wzrost, który wpłynął na rozwój firmy, pozwolił na rozbudowę szklarni. Teraz znowu jest gorzej. Wzrost cen utrzymania, transportu, żywności, wojna – to wpływa na sprzedaż rzeczy kupowanych dla przyjemności. A koszty utrzymania szklarni na skutek wzrostu cen opału poszybowały o 100 proc. – wskazuje Laurencja Kaczmarska.
Właściciele Salonu Orchidei chcą się teraz skupić na działalności stacjonarnej i zadbaniu o jak najlepsze warunki dla roślin.
– W każdą sobotę organizujemy dzień otwarty, udzielamy też porad, staramy się odbudować storczykową społeczność, która powstała przez lata działalności, a w czasie pandemii właściwie się nie spotykała – wymienia Marcin Kaczmarski.
– Myślę, że jesteśmy jedną z nielicznych firm, która łączy hodowlę i sprzedaż storczyków z budowaniem własnej kolekcji. Wciąż przybywa w niej roślin, bo trudno im się oprzeć, a jak raz się weszło na storczykową ścieżkę, to już nie ma powrotu – śmieje się współwłaścicielka firmy.
