Jedynemu znającemu odpowiedź Władimirowi Putinowi bardzo odpowiada grillowanie nie tylko Ukrainy, lecz całego szeroko rozumianego Zachodu, do którego kulturowo, gospodarczo i militarnie zalicza się w XXI wieku także Polska – chociaż car Kremla nie chce przyjąć tego do wiadomości. Stan niewypowiedzianej wojny/niewojny z Ukrainą już pozwolił mu osiągnąć pierwsze cele polityczne. Przede wszystkim wystraszył Zachód – a przynajmniej jego klasę polityczną – do tego stopnia, że sytuacja bywa porównywana wręcz z tzw. kryzysem kubańskim z października 1962 r. To oczywiście ogromna przesada, wtedy ludzkość pierwszy raz – i na szczęście ostatni – uświadomiła sobie konsekwencje całkiem realnego amerykańsko-radzieckiego konfliktu nuklearnego.
Obecna nerwówka polityczna na razie w dość ograniczony sposób odbija się na relacjach gospodarczych. Sztucznie nakręcana panika jednak stopniowo zaczyna przekładać się również na decyzje biznesowe. Dotychczas najgłupszą zbiorową decyzją zjednoczonego ponoć Zachodu był sygnał do stadnego ewakuowania z Ukrainy personelu dyplomatycznego i generalnie obywateli. Rozesłany został z Waszyngtonu, co dowodzi, jak głęboką traumę w USA pozostawiła chaotyczna ucieczka z Afganistanu – obecna z Ukrainy ma być ucywilizowana i rozłożona w czasie. Notabene ewakuowane są także nieliczne jednostki wojskowe państw NATO, prowadzące szkolenie armii ukraińskiej, ale taki ruch akurat jest zasadny – chodzi o uniknięcie jakiegokolwiek militarnego pretekstu do rozkręcenia konfliktu. Natomiast pochopna ewakuacja cywilna już się odbija np. zawieszaniem przez niektóre zachodnie linie połączeń lotniczych, a także odmowami ubezpieczania środków transportu potencjalnie zagrożonych w strefie ewentualnych działań wojennych.
Generalnie jednak biznes na razie jeszcze nie postrzega zagrożenia wojennego. Na przykład raport Global Economic Conditions Survey, oparty na przebadaniu 2,5 tys. finansistów z całego świata, potwierdził, że europejscy generalnie są pesymistami, ale z zupełnie innych powodów. Plagi postrzegane przez aż 71 proc. badanych to kolejne fale koronawirusa oraz towarzyszące im restrykcje, mimo że decydenci polityczni ostatnio przyjęli kurs na minimalizowanie uciążliwości dla prowadzenia działalności gospodarczej. 55 proc. martwi się o wzrost kosztów operacyjnych, co w obliczu rozkręcającej się inflacji jest obawą całkowicie naturalną. Inne uznawane za ważne zagrożenia to deficyty i zakłócenia w łańcuchach dostaw, a także za wysokie i regularne podwyżki stóp procentowych.
W razie realnego rozkręcenia się konfliktu oczywiście na plan pierwszy wysuną się zupełnie inne zagrożenia dla biznesu. Niestety, następstwa gospodarcze ewentualnej otwartej wojny rosyjsko-ukraińskiej są postrzegane w doktrynie Władimira Putina jako generalnie miało ważne. Kreml stoi na stanowisku, że Rosja wytrzyma radykalne zwiększenie sankcji, podobnie jak ograniczenia w wymianie handlowej, ruchu osobowym etc. Dla cara absolutnie najważniejsze jest odtworzenie na świecie wizerunku Rosji jako potęgi, której należy się pozycja dawnego Związku Radzieckiego – jednego z dwóch atomowych imperiów współdecydujących o losie ludzkości. Taki jest cel strategiczny wszystkich jego decyzji i posunięć, które – niestety dla świata – zyskują autentyczną akceptację większości rosyjskiej opinii publicznej.
